Archiwa tagu: humor

VI

Zabrałem się w tym miesiącu za redagowanie swoich opowiadań. Opowiadań w lwiej części dość starych – bo napisanych w 2015 roku. Wtedy – o zgrozo, co za narcyzm! – wydały mi się warte wydania, teraz podczas ich lektury czuję wstyd i zażenowanie. Co za toporna narracja, co za pokraczne eksperymenty językowe, co za płytkie postaci, że o drętwych do bólu dialogach nie wspomnę. Na kilka z nich naniosłem tyle poprawek, że właściwie można by rzec, że napisałem je prawie od nowa. Tym samym zdołałem wprawdzie nadać im trochę powabu, jednak nadal nie nadają się do zaprezentowania komukolwiek. Cóż, przynajmniej w większości; kilka z nich uważam za całkiem niezłe nawet dziś.

Ale to dobrze. Bardzo dobrze. Wręcz wybornie. Bo skoro teraz, z perspektywy trzech dość twórczych lat jestem dobitnie świadom własnej niedawnej przecież jeszcze nieudolności, to znaczy, że ruszyłem z miejsca, że się rozwijam. Mam co prawda nadzieję, że za następne 3 lata spojrzę na tegoroczne utwory przychylniejszym okiem, niż spoglądam na nie w przypadku utworów wyżej wymienionych – choć z drugiej strony wiem też, że krytycyzm wobec starszych utworów jest miarą pisarskiego rozwoju.

Ponieważ większość czytelników zdecydowanie woli dłuższe formy prozatorskie (powieści) od tych krótszych (nowele, opowiadania), pisarz, który nie ma za sobą wydanych kilku niezłych powieści, będzie miał trudność ze znalezieniem wydawcy dla tomu opowiadań. Mimo to postanowiłem po napisaniu kolejnej powieści poświęcić pół roku właśnie krótkim formom. Przez minione dwa lata zebrałem ponad sto niezłych pomysłów na fabuły, i wspaniale byłoby zrealizować chociaż kilkanaście z nich. Kto wie – może kiedyś niektóre uda mi się wydać w zbiorze. Są zwane szanse.

Bo każdy pies – ma swój dzień. Można czekać na niego latami, snując się z miejsca na miejsce z podkulonym ogonem i żywiąc się resztkami z pańskiego stołu (ja na tym etapie, na szczęście, już od dawna nie jestem), ale taki dzień, jeśli okaże się życiu wystarczająco dużo cierpliwości, w końcu nadchodzi. Przekonał się o tym dzisiaj mój ojciec. Ale od początku.

Krótko po ślubie moi rodzice zamieszkali u dziadków od strony matki. W międzyczasie dziadkowie wyszli z inicjatywą przepisania na matkę działki budowlanej, na której – przy ich pomocy finansowej – rodzice mogliby wybudować własny dom. Ojciec zaparł się – stwierdził, że nie podejmie się przedsięwzięcia, jeśli ziemia nie będzie przepisana również na niego. Gdy dziadkowie postąpili po jego myśli, i kupili wszelkie niezbędne materiały budowlane, ojciec zmienił zdanie: stwierdził, że nie chce mieszkać na wsi, a działkę należy sprzedać, i za zarobione w ten sposób pieniądze kupić mieszkanie w mieście. Możemy tylko domyślać się, że planował taki podstęp od początku.

Małżeństwo rodziców nie układało się – ojciec rzucił pracę i zaczął pić. Po kilku następnych latach pożycia zdecydowali się na separację, potem – na rozwód. Sąd zasądził ojcu zapłatę alimentów na mnie i dwójkę mojego rodzeństwa. Początkowo pieniądze były potrącane z renty ZUS-owskiej, którą otrzymał po tym, jak po pijaku wpakował się na szosę i pod samochód (miał wielkie szczęście, że za kierownicą siedziała lekarka, która udzieliła mu bardzo fachowej pierwszej pomocy). Gdy matka wytoczyła mu sprawę o podniesienie alimentów, ubzdurał sobie, że chce ona tych pieniędzy dla samej siebie – a nie dla dzieci, które poczęli wspólnie, i za które oboje powinni ponosić odpowiedzialność. Kierowany tym urojeniem, zrzekł się renty, i odtąd państwo płaciło alimenty za niego. Przez kilkanaście lat uzbierało mu się kilkadziesiąt tysięcy złotych długu – tylko dlatego, że zabrakło mu zdrowego rozsądku.

Gdy matka postanowiła sprzedać działkę, okazało się, że chociaż ojciec nie dołożył do niej złamanego grosza, będzie musiała podzielić się z nim pieniędzmi po połowie. On sam, jak przystało na parszywą kreaturę, wyciągał po nie ręce bez najmniejszych skrupułów. Pół biedy, gdyby chociaż dotrzymał słowa i przekazał uzyskaną w ten sposób forsę komornikowi, płacąc w końcu za swoją głupotę (jegomość i tak odwiedzi go za naszym wstawiennictwem w ciągu najbliższych kilku dni – choć niewykluczone, że nie uda mu się niczego odzyskać). On jednak postanowił zataić dochód i przeznaczyć go na prywatne wydatki. Jako nałogowy alkoholik obraca się w towarzystwie, które prawdopodobnie szybko ogołoci go do cna. Głupi tak już mają, że wszystko, nawet największe dary niebios, obracają na swoją niekorzyść – w przeciwnym razie nie byliby głupcami.VI (1)I teraz ten sam oszołom, który kiedyś, gdy byłem jeszcze niemowlęciem, zabrał mnie na spacer w wózku i przywlekł do domu całego pooblewanego piwskiem, którym usiłował poić mnie ze swoimi kumplami od butelki – ten sam, który z własnej zawziętości i głupoty narobił sobie długu sięgającego kilkudziesięciu tysięcy złotych – ta łachudra, gnida po prostu, bez krzty honoru biorąca pieniądze, z których nie należy jej się nawet złamany grosz, nie dając z nich swoim dzieciom ani złotówki – ma czelność prosić matkę o przekazanie mi, że bardzo mnie kocha, a mojej siostrze kupuje… drzewko szczęścia. Ciekawe, po co? Może po to, żeby powiesiła się na nim z radości, że ma takiego kochanego ojca?

Dopiero teraz, mając prawie 30 lat, doceniam wartość humoru w życiu człowieka. Wrażliwość, inteligencja i wyobraźnia są ważne w doświadczaniu go i radowaniu się nim, ale poczucie humoru jest po prostu nieodzowne. Bo jak inaczej przechodzić nad takimi wydarzeniami do porządku dziennego – nie stracić głowy, nie popaść w marazm? Jak cieszyć się z małych rzeczy doświadczając sytuacji tak absurdalnych, że zakrawają na scenariusz komedii napisanej przez naćpanego dopalaczami szaleńca? Nie da się. Pozostaje albo lać rzewne łzy, albo przypatrzeć się dobrze sytuacji, i… być może dostrzec w niej coś zabawnego, a jeśli sztuka ta powiedzie się – to śmiać się, śmiać, ile wlezie, bo śmiech to zdrowie, a umrzeć ze śmiechu to już w ogóle najzdrowsza rzecz pod słońcem.

Dużo się śmieję, i raczej prawie wcale nie po to, żeby nie zapłakać. Dużo i głośno, z rozmaitych rzeczy – śmiejąc się z nich, ale nie wyśmiewając ich przy tym. Ale śmiać się do rozpuku – śmiać się tak, że nie mogę oddychać, a na drugi dzień niemiłosiernie bolą mnie mięśnie brzucha – zdarza mi się raz na jakieś 2 lata. Kiedyś, pamiętam to jak dziś – a miałem wtedy 16 lat – kolega w szkolnym internacie rozśmieszał mnie tak mocno, że dosłownie błagałem go, by przestał, bo naprawdę myślałem, że się uduszę.

Tak. Pisałem już kiedyś o tym, ale nigdy za wiele o tym mówić: życie to jedna wielka sytuacja Kafkowska, albo, jeśli wolicie, czeski film. Pół biedy, kiedy ten jest niezły.

Drzewko szczęścia! Dobre sobie!

Reklamy

Płaska Ziemia i Xenu

Wydawać by się mogło, że XXI wiek zasługuje na miano wieku rozumu, wiedzy; że postęp w naukowym pojmowaniu świata i powszechny dostęp do edukacji powinien z łatwością wyplenić zabobony krzewiące się w społeczeństwie od niepamiętnych czasów. Pod pewnymi względami jest to prawda. Ot, choćby wychodząc na podwórko nie czuję smrodu kobiet palących się na stosie z nakazu wierzącej w czarownice kościelnej ciemnoty. Mogę też otwarcie, bez obaw, że i ja zostanę skazany na tenże stos lub tortury, pisać o swoim ateizmie. I to jest fajne. Niestety, są wśród nas osobnicy, którzy wykazują wiarę w rzeczy najbardziej niedorzeczne, stojące w jaskrawej sprzeczności nie tylko z aktualnym stanem wiedzy, ale i logiką.

Płaska Ziemia i Xenu (1)Są na przykład ludzie, którzy wierzą w to, że Ziemia jest płaska. Zrzesza ich Towarzystwo Płaskiej Ziemi. Jak według tychże oświeconych geniuszy wygląda nasza planeta? Otóż, postrzegają ją jako dysk, którego krawędzie tworzą wysokie na 50 metrów lodowce, co zapobiega wylewaniu się oceanu w przestrzeń kosmiczną. Grawitacja według nich nie istnieje; Ziemia jakimś cudem nieustannie unosi się w górę. Agencje kosmiczne, zamiast dokonywać rzeczywistej eksploracji kosmosu, trwonią rokrocznie dziesiątki miliardów dolarów z kieszeni podatników na preparowanie zdjęć i filmów przedstawiających kulę ziemską. Ich pracownicy po prostu siedzą sobie w swoich domach, i połowę czasu opierdalają się grając w pasjansa, a połowę dłubią w pikselach. W spisek zamieszani są wszyscy: rządy, media, rekiny globalnej finansjery z Wall Street, oraz oczywiście żydzi i masoni. Czemu prawda jest tak pieczołowicie ukrywana przed społeczeństwem? To dzieło szatana! Księciu ciemności nie na rękę jest, kiedy ludzie wierzą w to, że Ziemia jest majestatycznie unoszącym się w przestrzeni kosmicznej centrum wszechświata – czują się bowiem wtedy wyróżnieni na tle kosmosu przez samego Boga, czują z nim więź. Trzeba więc wmówić im, że są tylko kawałkiem obdarzonego przebłyskiem świadomości mięsa dryfującego w próżni na jednym z trylionów zlepków materii. Wtedy z rozkoszy życia zostaje im już tylko konsumpcja, a jeśli te potrzeby konsumenckie zaspokoić, można społeczeństwem dyrygować jak się podoba. Wkrótce zjawi się antychryst, który przejmie kontrolę nad tak ogłupioną ludzkością i doprowadzi ją do zguby duchowej. Proste? Proste!

Wszystko to jednak pikuś w porównaniu z pokładami wiary, które posiadają w sobiePłaska Ziemia i Xenu (3) wyznawcy kościoła scjentologicznego. O, ci, gdyby się sprężyli, mogliby przenosić siłą swej wiary góry. W czym pokładają ufność członkowie tej ciekawie brzmiącej organizacji? Na przykład w tym, że przed 75 milionami laty kosmiczny potwór o imieniu Xenu zapakował kilkuset miliardów mieszkańców obcej planety w pojazdy kosmiczne, a potem przetransportował ich na Ziemię. Tam zamroził swoich więźniów, rozmieścił mrożonki w pobliżu wulkanów, i rozpierdolił ich wszystkich w drobny mak przy pomocy bomb wodorowych. Grubo, ale to jeszcze nie koniec. Potem poddał ich thetany (byty duchowe) metafizycznemu praniu mózgu, zmuszając je do oglądania przez 36 dni trójwymiarowego filmu przedstawiającego przekłamany obraz rzeczywistości. Następnie thetany przeszły w ludzkie ciała. Ponieważ indoktrynacja której poddał ich Xenu wypaczyła ich zdolność dostrzegania prawdy, trzeba przywrócić im ją poprzez praktykowanie scjentologicznych technik samodoskonalenia umysłu i życia duchowego. Brzmi jak pieprzenie oszołoma? No jasne. Dość powiedzieć, że za stworzeniem tej religii stoi pisarz SF, L. Ron Hubbard.

Płaska Ziemia i Xenu (2)Aha, byłbym zapomniał: Xenu ponoć żyje dalej, ukryty pod nieznaną górą, pod którą więzi go wieczne pole siłowe. Tom Cruise, który jest członkiem kościoła scjentologicznego (należy do niego kilku znakomitych aktorów, żeby wymienić chociażby Nicole Kidman i Johna Travoltę) obawia się go jednak na tyle, że zbudował sobie luksusowy, podziemny schron. Dość niezwykłe, ale kto bogatemu zabroni!

***

Obrazki pochodzą ze stron z darmowymi grafikami: Pixabay i Wikimedia Commons.

Fraszki #3

01. – Niejeden biedny żuczek przez życie toczy/Jak kulkę łajna – ciężar obrączki
02. – Daj sobie czas, a to co było/W końcu się obróci w miłość
03. – Nie ma życia bez walki/Na spragnione pocałunku wargi
04. – Chciałyby być jak Wenus, lecz je/Podobnie jak Saturn – otacza pierścień
05. – Serce skradła, dupy dała/I to ma być uczciwa zamiana?
06. – Tak wysoko się nie unoś/Bo nie dosięgnie cię ma czułość
07. – Rozumieć miłość gdy się kocha/Po co komuś gdy ma górę – otchłań?
08. – Patrzę na twe stopy bose/Zdają się nadawać ci rangę boskiej
09. – Nie widziałem takiej przekory/Jak świat długi i szeroki
10. – Pozwoliłem ci wejść mi na głowę/I noszę cię dumnie – jak koronę
11. – Pocałunek bez miłości? Toż to przerost/Największy w świecie – formy nad treścią
12. – Miłość nie weźmie mnie żywcem do nieba/Nie, tak łatwo się jej nie dam
13. – Przez twe humory jak horrory/Nie ma między nami harmonii
14. – W wymówione słowo: kocham/Nieraz wpadłem niczym w otchłań
15. – Patrzę na twe ruchy frywolne/Kobiecość tonie w swym żywiole
16. – To nie miłość, jeśli niszczy/Duszę, zamiast dawać siły
17. – Jeśli dziewczyna jest za łatwa/Całą sprawę to załatwia
18. – Skamle niczym zbity pies/Ten kto z zimną suką jest
19. – Gdyby mu nie doprawiała rogów/Nic by jej tak nie ubodło
20. – Jeśli już trafisz na szmaty/Czyichś plam z niej nie wywabisz
21. – Jest kochana, sama nie kocha/Już to czyni z niej demona
22. – Śmiech, że sprawy miłości ważkie/Ująć da się w drobiazg – fraszkę
23. – Serce rozbiłaś mi na dwoje/Masz połowę na pamiątkę
24. – Orgazm twój miał być udany/A nie jakiś udawany
25. – Znam odpowiedź, czym jest miłość/Jedną wielką tajemnicą

Makabryczne Suchary #4

01. – Jak zoofil żyje ze swą suką? Jak pies z kotem, na kocią łapę.
02. – O czym marzą dzieci w Afryce? Żeby się wszystko pokiełbasiło.
03. – Co gra się w klubach w Afryce? Głodne kawałki.
04. – Czemu zoofilowi podobała się Baśka? Bo była kurą domową.
05. – Jak Kali czuje się w Afryce? Jak ryba w wodzie.
06. – Jaka była miłość nekrofila do Ani? Od grobowej deski.
07. – Co pisze w ciasteczkach z wróżbą a Afryce? Umrzesz z głodu.
08. – Czego najbardziej obawia się zoofil? Że nie zechce go nawet pies z kulawą nogą.
09. – Jak szukała pomocy ofiara molestowania? Na gwałt.
10. – Czemu mały Jaś był warzywkiem? Bo rodzice znaleźli go w kapuście.
11. – Jakie zdrowie trzeba mieć by być w związku z zoofilem? Końskie.
12. – Jak podobne były Afrykańskie bliźnięta? Jak dwie krople wody.
13. – Jak wiele pieniędzy ma Kali? Ma forsy jak lodu.
14. – Jak pije się w Afryce? Bez popitki.
15. – Co robił zoofil w chlewie? Świntuszył.
16. – Jakiej kochanki nie chce zoofil rasista? Czarnej owcy.
17. – Co chodzi do tyłu i ledwo dycha? Rak płuc w ostatniej fazie po chemioterapii.
18. – Jak nie leżą Afrykańczycy? Plackiem.
19. – Czego nie lubi dendrofil? Kiedy nie ma lipy.
20. – Jakim warzywkiem urodziło się dziecko rolnika? Burakiem ze wsi.
21. – Czemu piłkarze strzelają samobóje? Bo mają depresję.
22. – Co czuje hiena cmentarna, gdy trafia na masowy grób? Że rozbiła bank.
23. – Czego zoofil dostał na punkcie psa sąsiada? Kota.
24. – Jak czuł się Marek, gdy urwało mu obie ręce w wypadku? Niezręcznie.
25. – Czemu Somalijczycy są bardziej ludzcy? Bo w mniejszym stopniu składają się z wody.

Makabryczne Suchary #3

01. – Czemu dendrofil zgwałcił Adasia? Bo był to chłop jak dąb.
02. – Jaki wywiad przeprowadzono z ofiarą powodzi? Wywiad-rzeka.
03. – Co doskwierało Kalemu gdy obudził się po imprezie? Trochę go suszyło.
04. – W jakim drzewie gustuje dendrofil sadysta? W wierzbie płaczącej.
05. – Czego najadł się Kali na kolacji u teściów? Wstydu.
06. – Czemu Afryka to kraj wysokiej kultury? Bo nikt tam nie rzuca mięsem.
07. – Jaki gatunek ludzi jest najbardziej zagrożony wyginięciem? Samobójcy.
08. – Po co Afrykanin bierze ślub? Żeby móc skonsumować małżeństwo.
09. – Facet chciał popełnić samobójstwo przez pochowanie żywcem, ale strasznie się grzebał.
10. – Czego nie chce ginekolog przeprowadzając aborcję? Wylania kąpieli razem z dzieckiem.
11. – Jaka jest największa ambicja muzyków w Afryce? Grać do kotleta.
12. – Jak ofiary powodzi opowiadają o swoim dramacie? Płynnie.
13. – Czemu anemików nigdzie nie chcą? Bo wszędzie wypadają blado.
14. – Czemu zoofil miał problemy w liceum? Bo popełniał byki.
15. – Czemu Afrykanie są najlepszymi świadkami? Bo nie leją wody.
16. – Co zrobił napalony zoofil? Zszedł na psy.
17. – Czego wyłącznie może szukać menel w swym życiu? Drugiego dna.
18. – Nad czym nigdy nie zapłacze Kali? Nad rozlanym mlekiem.
19. – Jakie powiedzenie nie ma zastosowania w Afryce? Każdy sobie rzepkę skrobie.
20. – Jaki jest płatny zabójca po powrocie z pracy? Zmordowany.
21. – Jaki los spotkał gerontofila? Zszedł na dziady.
22. – Czym była pomoc humanitarna dla umarłego z głodu? Musztardą po obiedzie.
23. – Co dendrofil najbardziej lubi w świętach Bożego Narodzenia? Rozbieranie choinki.
24. – Czym nie będzie nigdy album muzyczny zespołu Afrykańskiego? Odgrzewanym kotletem.
25. – Jak nie umie mówić murzyn? Bez owijania w bawełnę.

Makabryczne Suchary #2

01. – Za co Adaś wyleciał z pracy w zakładzie pogrzebowym? Za romans w pracy.
02. – Czemu kanibal nie chciał zjeść Marka? Bo go nie trawił.
03. – Co robił zoofil na biwaku? Obcował z dziewiczą naturą.
04. – Jakim kąskiem było dla kanibala głodujące dziecko? Łakomym.
05. – Jak pracownik zakładu pogrzebowego uczcił awans? Zalał się w trupa.
06. – Czego nie powie matka Kalego, gdy ten nic nie upoluje? No to klops.
07. – Czego saper-nekrofil szukał z wykrywaczem metalu? Seksbomby.
08. – Do czego skorzy są Afrykanie? Do bitki.
09. – Czemu Ania nie smakowała kanibalom? Bo była coś nie w sosie.
10. – Co chętnie kupi zoofil sadysta? Kota w worku.
11. – Skąd nekrofil wie tak dużo o seksie? Z autopsji.
12. – Jakiego guzika nie ma na pilotach telewizorowych w Afryce? Menu.
13. – Czemu mały Afrykanin mówi ciągle o chlebie? Bo głodnemu chleb na myśli.
14. – Jaka była ofiara kanibala? Zdegustowana.
15. – W jakich dziewczynach gustuje nekrofil? W Zakopiankach.
16. – Jaki jest taniec godowy nekrofila? Danse macabre.
17. – Co chciał zrobić wieszany więzień swoim katom? Odciąć się im.
18. – Jakiej kobiety trzeba zoofilowi? Rozwydrzonej.
19. – Czemu rak zaatakował staw kolanowy? Bo był stawonogiem.
20. – Czemu mężczyźni w Afryce oświadczają się bez tremy? Bo żadna nie da im czarnej polewki.
21. – Na jaki układ poszedł jeden rak z drugim? Kostny.
22. – Co chciał dostać mały Somalijczyk na gwiazdkę? Figę z makiem.
23. – Czym okazała się być robota sapera? Jednym wielkim niewypałem.
24. – Co mówi facet, który zatruł się dwutlenkiem węgla? Ale czad!
25. – Jakich imprez nie ma w Afryce? Grubych.

Zabijając Muchy w Domu

”Mucha uderza skrzydłami do 33 razy na sekundę”.

Najgorzej jest nad ranem. Przyczepi się taka do człowieka odsypiającego zmęczenie i smutki, i nie da odpocząć. Namolnie siada na odsłoniętych kończynach, i harcuje po nich swoimi odnóżami, jakby ćwiczyła stepowanie. A człowiek leży i ogarnięty półsnem toczy ze sobą wewnętrzną walkę o każdy płoszący to plugastwo ruch, wiedząc, że zapłaci za niego cenę w postaci rozbudzenia i utraty tych kilku sekund błogości. Pacnie ręką i trafi – ubrudzi sobie dłoń, spudłuje – mucha odleci, i zaraz wróci na to samo miejsce. Wejść pod kołdrę – gorąco i duszno jak w szklarni. Wstanie, dobicie packi, upolowanie i utłuczenie paskudztwa jest opcją, która staje się dostępna dopiero po osiągnięciu szczytowego poziomu znerwicowania i – najczęściej – braku nadziei na dalszy sen.

”Codziennie przychodzi na świat populacja much liczniejsza od całej ludzkości”.

Często użerając się nad ranem z muchą wyobrażam sobie, jak łapię ją żywcem, przyczepiam plastrem do kowadła, a potem miażdżę młotem kowalskim. Że chwytam ją w słoik, wyjeżdżam na pustynię, po czym unicestwiam bombą wodorową o mocy 7 megaton trotylu. Imaginuję sobie również musze piekło – na przykład w formie bezkresnego morza gęstego, słodkiego syropu, w które wpadałyby wszystkie muchy świata zwabione jego słodyczą. Bzyczenie towarzyszące męczarniom centylionów tych stworzeń uwięzłych na amen byłoby dla moich uszu muzyką równie piękną, jak rechot żab lub cykanie świerszczy.

”Gatunek Musca domestica pojawił się ok. 200 milionów lat temu”.

Fascynujące – myślę sobie, podziwiając galaretowate wnętrzności wyjątkowo spasionego osobnika walające się po szybie okiennej, na której rozmemłałem go zamaszystym klepnięciem packi. 200 milionów lat utrudniacie życie mieszkańcom Ziemi, wy kurwy. Przeżyłyście wszystko – dinozaury, erupcje super wulkanów, kosmiczne kraksy, dwie wojny światowe, epidemie, epokę lodowcową – i jestem pewien, że gdy nadejdzie kres życia na błękitnej planecie, zdechniecie jako ostatnie. Dłużej przeżyją może tylko ekstremofile, a konkretnie żyjące wewnątrz skał endolity i zamieszkująca kominy hydrotermalne Oceanu Atlantyckiego Pyrolobus fumarii.

”Owad ten stwarza olbrzymie zagrożenie epidemiologiczne: badania dowiodły że na powierzchni swego ciała mucha może przenieść do 6 milionów, a w jelicie nawet czterokrotnie więcej – prawie 30 milionów mikroorganizmów – w tym powodujących tak groźne choroby jak dur brzuszny, paratyfus, dyzenteria, cholera, gruźlica, polio, salmonelloza – oraz stadia przetrwalnikowe pasożytów”.

Brud, kał, zgnilizna, padlina, smród – wszystko to jest ich żywiołem. Rodzą się w łajnie (w kilogramie świńskiego gnoju może rozwijać się nawet 15 tysięcy larw), roznoszą zarazki, choroby, syf. Kiedy myślę o tym, czuję bolesne ukłucie w górze żołądka i chce mi się rzygać. Dlatego chodzę po całym domu, tanecznym krokiem, nucąc sobie pod nosem, i dokonując na nich rzezi przy pomocy packi. Boże, sprawia mi to taką radość. Cała podłoga usłana jest owadzimi trupkami i trzeba mieć zwinność baletnicy, żeby przejść z jednego końca domu do drugiego i nie wdepnąć w choćby jednego. Gdzieniegdzie człapią niezdolne do lotu niedobitki, dopełniając mojej radości. A jutro… Jutro kupię lep i powieszę go na żyrandolu. Robactwo to nie będzie mi więcej dokuczać nad ranem, bo zbytnio zajęte będzie bezskutecznymi próbami wydostania się ze swojego kleistego piekła. O tak, lepy są skuteczne. Normalnie mucha nie siada. Muchahahahahaha!

***

Cytaty pochodzą z opracowania hasła ”Mucha Domowa” na Wikipedii.