Archiwa tagu: ekologia

Las

Widok rozkołysanych wiatrem drzew, kiwających się nade mną jak rada starszych nad dziecięcą kołyską. Ptasi świergot, pełen zachwytu nad wolnością. Poduszka mchu, jak stworzona dla ukojenia głowy strapionego marszem wędrowca. Korzenie drzew fantasmagorycznie plączące się na ścieżkach. I ten zapach żywicy. Las. Jedno z miejsc w sam raz dla mnie.Las (1)Pierwszą wizytę w nim składam zazwyczaj w czerwcu, kiedy to rozpoczyna się dwumiesięczny sezon zbioru jagód na sprzedaż w piekarni. Wraz z wieloma innymi okolicznymi mieszkańcami spędzam wtedy długie godziny skubiąc do wiader fioletowe owoce. Najwygodniej robi się to klęcząc na kolanach, chociaż powoduje to ich ból, bo powierzchnia lasu upstrzona jest cała twardymi szyszkami oraz sękatymi gałązkami. Praca jest monotonna, ale lżejsza i bardziej dochodowa niż alternatywne metody sezonowego zarobkowania na wsi. W minionym roku zarobiłem w ten sposób 2 tysiące złotych w ciągu miesiąca. Największa moja dniówka wyniosła aż 170 złotych.

I tutaj jednak nie ma łatwo. Chcąc zarobić jak najwięcej, trzeba wstawać jak najwcześniej, żeby zająć sobie miejsce obfitujące w największe i najgęstsze jagody. Nierzadko rozpoczynałem robotę już o 5 rano. Jadąc na miejsce rowerem miałem szczęście być świadkiem niesamowitości takich jak opary mgły wściekle kłębiące się na ulicy, czy pomarańczowe, namacalne w mlecznej zawiesinie promienie słońca, prześwitujące przez listowie drzew. Problemem bywa również pogoda – upały oraz deszcze. Nie raz i nie dwa przemokłem do suchej nitki, mimo gęstych chmur decydując się pracować dłużej z nadzieją, że deszcz nie spadnie. Ulewa w lesie wygląda jednak na tyle niesamowicie, że rekompensuje swym pięknem zimno zlanych deszczówką ciuchów.Las (2)We wrześniu rozpoczyna się sezon grzybowy. Jako smakosz tych darów leśnego runa niemal każdego dnia sezonu wyruszam na kilkugodzinne ich poszukiwania. Zazwyczaj wstaję skoro świt, żeby ubiec innych zbieraczy, licznych w moich stronach. Wypady te jak nic innego niosą mi wytchnienie od trosk, zapomnienie o problemach, odprężenie. Z roku na rok coraz lepiej poznaję świat grzybów – poszerzam rozeznanie w ich gatunkach, odkrywam nowe miejsca gdzie rosną te wartościowe – dzięki czemu grzybobrania w kolejnych latach przynoszą mi coraz więcej satysfakcji. I zapasów na zimę – aromatycznego suszu oraz wybornych marynat.

Chociaż las zamieszkuje wiele dzikich zwierząt, w borach mojej okolicy znacznie łatwiej jest napotkać ich ślady, niż je same. Dotychczas miałem okazję ujrzeć wiewiórkę, zająca, sarnę, jeża (na polach widywałem również lisy, w pobliżu rzeki – bobry). Zawsze bardzo chciałem zobaczyć dzika, ale mimo wielu godzin spędzanych w lesie każdego roku dotychczas nie miałem tej przyjemności. Zdarzyło mi się natomiast trafić na zrytą przez nie ściółkę. Bardzo często natykam się też na wykopane w ziemi różnych rozmiarów nory. Tego rodzaju siedliska zamieszkują w Polsce m. in. borsuki, lisy, gronostaje, łasice, zające, i skunksy. Pewnego dnia zdarzyło mi się znaleźć trzy norki jeży – wszystkie w promieniu około 5 metrów. Jeden z jej mieszkańców – przekomicznie spasiony, bo zwierzęta te gromadzą zapasy tłuszczu na zimę – polegiwał sobie akurat u wejścia swego lokum. Kiedy odwiedziłem go następnym razem, i nieroztropnie wsadziłem dłoń do jego gniazda, prychnął na mnie. Wyłączając ten jeden przypadek, zawsze mijam siedliska zwierząt nie zakłócając spokoju ich mieszkańców. W lesie jestem przecież tylko gościem.Las (4)Nie wszyscy niestety rozumują w ten sposób. Każdy wielbiciel obcowania z naturą wie, że ludzie bezlitośnie zaśmiecają lasy wszelkiego rodzaju odpadami – począwszy od pozornie niewinnych opakowań bo batonach (będą rozkładać się aż cztery wieki!), przez szkło (potrzebuje do rozkładu przynajmniej czterech tysięcy lat!), na wielkogabarytowych plastykowych i gumowych odpadach samochodowych kończąc. Takie postępowanie rodzi poważne pytanie: Czy mamy prawo myśleć o sobie inaczej niż jako o błędzie natury, skoro doprowadzamy do jej zniszczenia? Warto rozważyć je, nim kolejny raz zdecydujemy się ugryźć dłoń, która nas karmi…Las (3)

Reklamy

Cierpienia Młodego Wegetarianina

Przez dwadzieścia lat swojego życia byłem typowym mięsożercą, absolutnie nie wyobrażającym sobie rezygnacji z jedzenia mięsa. Wegetarianinem stałem się nagle i w pewnym sensie przypadkowo. Pewnego dnia obejrzałem z czystej ciekawości film dokumentalny ”Earthlings” traktujący o przemysłowej eksploatacji zwierząt, który wstrząsnął mną na tyle, że natychmiast usunąłem ze swojego menu wszelkie produkty żywnościowe, przy których produkcji tracą one życie. Wcześniej kwestia cierpienia zwierząt wydawanych na rzeź i przerabianych na jedzenie nie była przeze mnie w żaden sposób rozpatrywana, gdyż byłem odgórnie przekonany o słuszności takiego stanu rzeczy. Niezależnie od tego, gdzie bym się nie pojawił, wszyscy w moim otoczeniu od zawsze jedli mięso, nikomu nie spędzało snu z powiek to, co dzieje się w ubojniach. Wydawało mi się to tak powszechne, że normalne.

Panuje stereotyp, jakoby wegetarianie byli eko-świrami, którzy z uporem maniaka postulują w swoich środowiskach zaprzestanie spożywania mięsa. Osobiście nigdy nie przekonywałem nikogo na siłę do diety bezmięsnej, chociaż zapytany o powody, z których się na nią zdecydowałem, przedstawiam je możliwie najklarowniej i z wielką przyjemnością. W swoim życiu poznałem zaledwie trzech wegetarian, i prezentowali oni postawę identyczną do mojej, toteż trudno mi stwierdzić, ile prawdy tkwi w powszechnym mniemaniu.

Z przykrością muszę natomiast stwierdzić, że mięsożercy z reguły odczuwają nieprzemożny przymus dokuczania mi z powodu usunięcia mięsa z jadłospisu. Traktują to jako dziwactwo, i szykanują je, chyba również dla wywyższenia się. Kiedy pracowałem na budowie, koledzy na każdej przerwie na jedzenie pytali się mnie dowcipnie, czy jednak nie zechcę poczęstować się kanapką z wędliną, i dyskutowali między sobą o rzekomym bezsensie mojego wyrzeczenia. Nie jestem człowiekiem pozbawionym dystansu do samego siebie i znam się na żartach, ale powtarzane w nieskończoność wyprowadzają z równowagi już przez sam fakt, że stają się nudne jak flaki z olejem. Co się zaś tyczy usilnych prób przekonania mnie do jedzenia mięsa – jakbym robił krzywdę komukolwiek tym, że tego nie robię! – zwyczajnie rażą one głupotą.

Przeciwnicy diety wegetariańskiej straszą ludzi chcących się jej poddać rozmaitymi schorzeniami wynikającymi z niedoboru w organizmie pierwiastków które zawiera mięso, jak np. anemią spowodowaną brakiem żelaza. Prawdopodobnie dieta taka rzeczywiście nie posłużyłaby wszystkim bez wyjątku, ale sam nigdy nie chorowałem z jej powodu. Nie miałem anemii (w pewnym momencie mojego życia miałem robione badania krwi czterokrotnie w ciągu półrocza – wszystkie wyszły prawidłowo), ważę 67 kilogramów przy wzroście 175 centymetrów, a i harując na budowie po 13 godzin dziennie nigdy nie rzuciłem łopaty w geście rezygnacji.

Przez wszystkie te lata bycia wegetarianinem nie potrzebowałem wysiłku woli, żeby nie jeść mięsa, bo po obejrzeniu ”Earthlings” automatycznie stało się dla mnie czymś, co ludzie spożywają tylko na wskutek błędu poznawczego; dziwnego toku rozumowania, że skoro coś fizycznie da się zjeść, to należy to spożywać bez względu na konsekwencje. Mięso – odpowiednio przyrządzone – wygląda smakowicie, i takoż też pachnie i smakuje, jednak świadomość, że pozyskuje się je niehumanitarnymi metodami wystarcza mi do tego, żeby uznać je za absolutnie niejadalne.

Nie mam za złe ani swoim znajomym, ani anonimowym mi ludziom tego, że jedzą mięso, nakręcając w ten sposób spiralę cierpienia niewinnych istot. Ludzie czasami są aż ludźmi, a czasami tylko ludźmi. Jedzenie mięsa jest złe, ale warunkuje je ludzka natura, w znacznej mierze mroczna i pełna egoistycznych słabości. Można nie potrafić się z tym pogodzić, ale trzeba umieć to tolerować jako konieczność życiową.