Archiwa tagu: Stephen King

Stephen King – ”Carrie”

Stephen King - ''Carrie''Szesnastoletnia Carrie White nie ma łatwego życia. W szkole jest bezlitośnie wyśmiewana przez rówieśników, zaś w domu terroryzuje ją owładnięta religijnym fanatyzmem matka. Nastolatka, choć zahukana, posiada jednak pewien niezwykły, wrodzony dar: telekinezę, czyli umiejętność poruszania przedmiotami przy pomocy siły woli. Kiedy szkolny przystojniak Tommy zaprasza ją na wiosenny bal (co czyni na prośbę swojej dziewczyny, Sue, miotanej wyrzutami sumienia z powodu krzywdy, jaką wyrządziła Carrie), zgadza się ona na dotrzymanie mu towarzystwa. Niestety, noc, która miała być dla niej wyjątkowa, przeistoczy się w koszmar, który pochłonie kilkaset istnień ludzkich.

Budzi zdumienie konstrukcja utworu. Na przemian mamy do czynienia to z tradycyjną narracją trzecio-osobową (przy czym przedstawione są losy rozmaitych postaci), to z fragmentami fikcyjnych dzieł poświęconych przypadkowi Carrie (czasami artykułami, czasami paranaukowemu studium poświęconego fenomenowi telekinezy). Na szczęście, mimo bardzo nietypowej formy formy, czytelnik nie będzie miał najmniejszego problemu ze zrozumieniem, co się dzieje.

”Carrie” jest powieścią niesamowicie frapującą. Czytelnik mimowolnie odczuwać będzie silne emocje względem wszystkich pojawiających się w niej postaci. Współczucie wobec bezbronnej i zahukanej Carrie, sympatię do egoistycznej, ale uczciwej Sue, wściekłość na przemądrzałą i zawziętą Chris oraz fanatyczną matkę głównej bohaterki. Jednocześnie wszystkie te postaci posiadają niezwykłą głębię – nie są do końca złe ani do końca dobre, posiadają wiarygodne, złożone motywacje. Osobiście zżyłem się z Carrie tak mocno, że w pewnym momencie, wiedząc o tym, że jej historia skończy się źle (bo to w powieści jasne jest od samego początku), nie potrafiłem przemóc się, by czytać dalej. Nie tylko zresztą za sprawą uczuć dręczonej nastolatki – jej żalu, zawodu, przygnębienia i złości – ale również pustej nienawiści jej bezlitosnych oprawców.

W przeciwieństwie do wielu innych powieści Kinga, tutaj wątek paranormalny wkomponowany jest idealnie i w żadnej mierze nie wydaje się groteskowy. Pomimo tego, bardzo dobrze stopniowanego napięcia, oraz druzgocącego i krwawego finału, ”Carrie” to przede wszystkim powieść psychologiczna, dopiero potem horror. Brak tutaj również Kingowego gadulstwa, historia uściślona jest aż do esencji.

Chociaż utwór nie zawiera wyłożonych jak na tacy moralitetów na temat znęcania się nad słabszymi, to jednak refleksja w tej materii nasuwa się sama, nie można więc odmówić ”Carrie” pewnej wartości dydaktycznej. Czytający tą powieść ma szansę przekonania się o tym, co dzieje się w sercu szykanowanej ofiary i jak wpływa to na jej funkcjonowanie. Wierzę, że nie może to pozostać bez minimalizującego wpływu na jego potencjalne, tyrańskie zapędy.

Kingowi bardzo powiodło się oddanie gęstej atmosfery Ameryki lat 80. Tętniąca młodzieżowym życiem szkolna dżungla, pub gdzie można wynająć pokój na tak zwany szybki numerek, samochody z duszą, małe miasteczko ze swoimi pilnie strzeżonymi tajemnicami, położona na odludziu farma – każde z tych miejsc posiada głębię, nawet jeśli czasami naszkicowaną pospiesznie, to w taki sposób, że wyobraźnia czytającego bez trudu wykonuje resztę pracy za autora.

Ta krótka powieść (liczy sobie niecałych 200 stron) nie bez powodu zapewniła Kingowi stateczność finansową: ”Carrie” wciąga i porusza. W przeciwieństwie do większości książek Autora nie ma w niej nic zabawnego (chyba że ktoś za zabawne uznaje znęcanie się nad słabszymi), ale nijak nie wpływa to ujemnie na satysfakcję z lektury. Warto wspomnieć, iż niewiele brakowało, żeby powieść nigdy się nie ukazała – pisarz nie był z niej zadowolony i wyrzucił maszynopis do śmieci; dopiero jego żona wyciągnęła go stamtąd, przeczytała, i namówiła go do kontynuowania pracy nad nim. Jak dobrze, że chociaż ten jeden raz ktoś odważył się stanąć w obronie Carrie White.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra).

***

Okładka: Prószyński i S-ka.

Reklamy

Stephen King – ”TO”

Stephen King - ''TO''Amerykańskim miasteczkiem Derry wstrząsa seria brutalnych morderstw. Organy ścigania są wobec nich bezradne. I nic dziwnego – tylko grupa ludzi, których lata temu łączyła przyjaźń, wie, że za zbrodniami stoi pradawne, nadnaturalne Zło. Ponieważ w czasach dzieciństwa pokonali je i dali sobie słowo, że jeśli znów zaatakuje, powrócą, by je unicestwić – spotykają się po raz kolejny.

Z głównymi bohaterami spotykamy się w dwóch przedziałach czasowych: w jednym z nich są jeszcze dziećmi, w drugim już dorosłymi ludźmi. Chociaż obydwa realia nieustannie przeplatają się ze sobą, przejścia pomiędzy nimi są płynne i w żadnym wypadku nie wywołują u czytelnika skonfundowania. Pod względem formy powieść stanowi wręcz majstersztyk.

Spotkałem się z opiniami, jakoby ”TO” było książką przegadaną. Nie zgodzę się z tym; sielankowe opisy małomiasteczkowego życia oraz liczne rozmowy, które prowadzą ze sobą bohaterowie, służą przecież konstruowaniu fikcyjnej rzeczywistości, uwiarygodnianiu jej. Im dłużej i umiejętniej budowany jest realizm świata i napięcie, tym łatwiej czytelnikowi przyjąć punkt kulminacyjny w postaci zdarzeń stojących w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem – a zatem przestraszyć go. A ”TO” straszy, i to najbardziej wydarzeniami rozgrywającymi się w biały dzień (mój ulubiony epizod to spacer Bena nad zamarzniętą rzekę w mroźne, ale słoneczne popołudnie).

King nigdy wcześniej (ani nigdy później) nie stworzył w swej powieści małomiasteczkowej aury w sposób tak perfekcyjny. Derry posiada kilkusetletnią, niesamowitą historię, swe demony i miejsca, którym dla własnego bezpieczeństwa lepiej nie przyglądać się z bliska. Wszystko to skrywa pod przykrywką codzienności, pod osadem miliona drobnych spraw, którymi żyją zwyczajni ludzie. Muszę zresztą powiedzieć, że choć powieść znakomicie sprawdza się jako horror, jest to dla mnie przede wszystkim przygodowa historia o przyjaźni i dorastaniu – a więc powolnym opuszczaniu błogiej krainy dzieciństwa ramię w ramię z tymi, na których można polegać i nie polec. Czytelnik, któremu podobała się nowela pt. ”Ciało” ze zbioru ”Cztery Pory Roku”, powinien być nią zachwycony.

Zachwyca plejada postaci powieści – ich różnorodność, głębia psychologiczna, ich autentyzm. Od samego początku do samego końca zależało mi na nich, trzymałem kciuki za ich zmagania ze złem i zepsutymi do szpiku kości rówieśnikami. Muszę również dodać, że silnie utożsamiałem się z nimi – zarówno z ich wersjami nastoletnimi, jak i dorosłymi.

”TO” jest w moim odczuciu książką właściwie pozbawioną wad. Jeśli jednak miałbym się do czegoś przyczepić, to jest w niej jeden wątek, który wydał mi się nie tyle nawet niesmaczny (choć to również), co po prostu absolutnie zbędny i zupełnie dziwny. Nie chcę zdradzać za dużo, ale jeśli dotrzecie do końca książki, z pewnością będziecie wiedzieli, o czym mówię. Mimo wszystko, nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałby on rzutować w jakikolwiek sposób na ocenie końcowej książki.

King w pełni udźwignął gigantyczny koncept powieści: ”TO” jest arcydziełem rozrywkowej prozy fabularnej i najlepszą powieścią amerykańskiego pisarza w ogóle (a także jedną z najdłuższych – liczy sobie ponad tysiąc sto stron). Czytając ją czułem się tak, jakbym naprawdę był w fikcyjnym Derry, a po skończeniu jej przez tydzień nie potrafiłem odnaleźć się w rzeczywistości. Tęskniłem za tym miejscem zupełnie tak, jak tęskni się za krainą dzieciństwa pełnego przygód i czasu, który zdawał się upływać w niemej obietnicy, że nigdy nie popędzi lata naprzód.

Ocena: 10/10 (arcydzieło).

***

Okładka: Wydawnictwo Albatros.

Stephen King – ”Bastion”

Stephen King - ''Bastion''Z tajnego laboratorium wydostaje się na świat wirus super grypy, który media nazwą Kapitanem Tripsem. Choroba nim wywołana niemal z dnia na dzień zabija 99 procent ludzkości. Ci, którym wrodzona odporność genetyczna pozwoliła na przeżycie, zaczynają doświadczać niezwykłych snów. Nieznane, potężne siły oferują im możliwość opowiedzenia się po jednej z dwóch przeciwstawnych stron odradzającego się świata i wskazują kierunek, w którym powinni podążać.

Jak można się tego spodziewać po rozmiarach książki (1160 stron), przedstawia losy całej masy postaci i jest wielowątkowa. Zaczyna się od rozdziałów których bohaterami są pojedyncze osoby bądź ich pary, które z czasem łączą się w większe grupy, a w końcu – społeczności. Śledzenie, jak świat podnosi się małymi krokami z gruzów, z grobu właściwie, i organizuje się na nowo, jest fascynujące. Mimo wszystko, King nie do końca podołał powziętemu rozmachowi, monumentalność powieści trochę go przygniotła. Kilka wątków, które rozwijały się przez dłuższy czas i wydawały się istotne dla fabuły, zostało zakończone w sposób krzywdząco banalny. A tym, co zawiodło zupełnie, jest zakończenie historii – poza tym, że tak gigantyczna powieść najzwyczajniej w świecie zasługuje na bardziej wyrafinowane rozwiązanie, jest ono zupełnie nieprawdopodobne. Nie sposób wyrazić słowami niesmaku, który po sobie pozostawiło. W swoim czytelniczym życiu nie zetknąłem się dotychczas z czymś tak fatalnym.

Zupełnie nie przypadł mi do gustu pomysł splecenia losów dwóch bardzo specyficznych postaci – głuchoniemego Nicka oraz opóźnionego w rozwoju Jamesa. Rozdziały, na których ci dwaj usiłowali porozumieć się ze sobą, wlekły się niemiłosiernie, zaś ich perypetie komunikacyjne były dla mnie bardzo uciążliwe. Nie polubiłem zresztą żadnej z pozytywnych postaci w tej historii – od samego początku irytowały mnie i wprost nie mogłem doczekać się, aż przydarzy im się coś złego (choć w żadnym wypadku nie mogę odmówić im psychologicznej głębi, doceniam również klasę, z jaką King przedstawił ich wewnętrzne przemiany). Moją sympatię wzbudziły za to czarne charaktery – zakompleksiony i toczony zazdrością Harold, schizofrenik-piroman Śmieciarz, oraz zuchwały Dzieciak.

Najmocniejszym punktem ”Bastionu” jest oczywiście apokaliptyczny klimat. Przedstawienie świata, który z dnia na dzień, z tętniącego życiem przeistoczył się w przytłaczającą wyludnieniem i ciszą nekropolię, jest niezwykle sugestywne. Ukazana wszechobecność śmierci, bezużyteczność pieniądza, ogólnodostępność i darmowość wszelkich dóbr materialnych, a także ludzka samotność i dążenie do odbudowy cywilizacji przekłada się na obraz unikatowy w świecie literatury popularnej.

”Bastion” nie jest rasowym horrorem. Poza motywami grozy posiada również liczne wątki sensacyjne, romantyczne, fantastyczne, a nawet obyczajowe. Przyznam, że w moim odczuciu powieść obyłaby się znakomicie bez motywów paranormalnych, a nawet, że na lepsze wyszłoby jej, gdyby była ich pozbawiona całkiem. Ludzka natura posiada strony mroczniejsze niż wszystko, co jest w stanie wyśnić ludzka wyobraźnia – a w sytuacjach kryzysowych strony te ujawniają się najmocniej. Postać Harolda jest na to dowodem najlepszym, gdyż przeraża dużo bardziej niż diaboliczny Randall Flagg.

Przez wielu fanów Stephena Kinga ”Bastion” uchodzi za jego najlepszą powieść. Ośmielę się z tym nie zgodzić. Z pewnością jest to jeden z jego najbardziej charakterystycznych utworów, i nie sposób przejść wobec niego obojętnie. Posiada wiele dużych wad, ale i wiele ogromnych zalet. Kończąc lekturę powieści, zostałem sam na sam z myślami o morderczych wirusach hodowanych w tajnych laboratoriach, i rozbudzoną straszliwą świadomością tego, jak krucha jest nasza cywilizacja i jak niewiele potrzeba, by obrócić ją w proch. A także tego, czy ludzkość potrafiłaby skorzystać z danej jej drugiej szansy, oraz czy rzeczywiście trzeba jej totalnej zagłady, by przywrócić do życia zagubione w materialnej wygodzie wartości.

Ocena: 8/10 (rewelacyjna).

***

Okładka: Albatros.

Stephen King – ”Cmętarz Zwieżąt”

Stephen King - ''Cmętarz Zwieżąt''Lekarz Louis Creed przeprowadza się wraz z żoną Rachel i dwójką dzieci (córką Ellie i synkiem Gagem) do domu stojącego na uboczu w miasteczku Ludlow. Mężczyzna zaprzyjaźnia się ze swoim najbliższym sąsiadem, rześkim staruszkiem Judem mieszkającym ze schorowaną żoną Normą. Kiedy na ruchliwej drodze obok ich domostwa ginie ukochany kot małej Ellie, Church, Jud wtajemnicza Louisa w istnienie indiańskiego cmentarza, w którym pochowane ciała powracają do życia. Mężczyzna grzebie tam pupila, co daje początek serii strasznych wydarzeń.

”Cmętarz Zwieżąt” jest powieścią przesyconą śmiercią. Stale czuć jej cichą i cierpliwą obecność, jej nieuchronność i (za sprawą kota Churcha) jej odór. Poszczególne postaci ścierają się z jej fenomenem nieustannie i radzą sobie z nim (bądź nie radzą) na rozmaite sposoby. Louis jako lekarz początkowo podchodzi do niej w sposób naukowy, uważając ją za kres indywidualnego postrzegania i coś zupełnie naturalnego, ale też nie poświęcając jej więcej czasu, niż to konieczne. Rachel, obarczona traumą po śmierci swojej starszej siostry Zeldy, wypiera ze swej świadomości jej istnienie, i unika tego tematu jak ognia. Mała Ellie na wieść o konieczności przemijania buntuje się wobec hipotetycznego Stwórcy, a stary Jud jest z nią niemal pogodzony. Z obserwacji ich losów można wysnuć wniosek, że choć pogląd na śmierć nie jest w stanie definitywnie odroczyć jej nadejścia, ma kluczowy wpływ na jakość samego życia.

Wielkie wrażenie wywiera na czytelniku opowieść Rachel o Zeldzie, jej powolnej i bolesnej agonii, oraz tym, jak cierpienie i umieranie przeistoczyło ją w istotę dokuczliwą, nienawistną i zazdroszczącą rodzinie życia w zdrowiu – a jej najbliższych zmieniło w ludzi już za życia spychających ją ze swej świadomości w odmęty niepamięci niczym w otchłań grobowca. Historia ta, choć krótka, mocno przemawia do wyobraźni i silnie oddziałuje na psychikę.

Najniezwyklejszym jednak motywem jest tytułowy cmętarz zwieżąt (błąd w pisowni jest celowy, odpowiada napisowi na tabliczce wejściowej do niego) – miejsce, w którym dzieci grzebią swoje martwe zwierzątka, a więc zarazem grunt, na którym po raz pierwszy w życiu spotykają się ze śmiercią. Opowieść Juda o tym, jak pielęgnują je, robią krzyże, słowem: ujmują w kolorowe ramki najgorszy koszmar ludzkości częściowo przynajmniej niwelując jego grozę (lub stwarzając wygodne złudzenie jej niwelacji), budzi smutną refleksję: wszystko, co człowiek jest w stanie zrobić w obliczu śmierci bliskiej sobie istoty, to udekorować miejsce jej spoczynku, przyozdobić je, by odwrócić swoją uwagę od faktu, że tuż pod bukietem kolorowych, woniejących kwiatów tkwi gnijące, jedzone przez robaki ciało.

Istotny w powieści jest wątek szaleństwa, któremu ulega pogrążony w żałobie główny bohater. Osobista tragedia zaburza jego dotychczas racjonalny i chłodny umysł, i stopniowo przeistacza go w istotę zdolną uczynić wszystko dla najmniejszej choćby szansy odzyskania bliskiej osoby. Jest to więc również opowieść o potędze i bezsilności miłości w obliczu najgorszego, a także o tym, jak miłość do jednego człowieka jest w stanie uczynić z kochającej go osoby potwora wobec innych.

Ale nie tylko filozoficzne i psychologiczne niepokoje mącą spokój czytelnika powieści – jest w niej również sporo soczystej makabry i starej, dobrej, nadnaturalnej grozy. King wziął na warsztat motyw zombie, wzbogacając go o złowieszczy pierwiastek duchowy. W moim odczuciu wyszło mu to świetnie. A motyw ponurego kota Churcha, który co i rusz przewija się na kartach powieści, niczym czteronożna klątwa, to istny majstersztyk.

Jak niemal zawsze, większą część powieści King poświęcił budowaniu realiów świata – tkaniu atmosfery, szkicowaniu osobowości głównych postaci oraz ich osobistych historii, opisom miejsc. Sztuka ta powiodła mu się świetnie – w chwili, gdy dochodzi do kulminacji napięcia oraz zagęszczenia akcji, ów fundament nie kruszeje pod ich ciężarem.

Powieść ma kilka wad, ale objawiają się one raczej nie przez to, co w niej nie wyszło, a przez to, czego w niej zabrakło: małomiasteczkowego klimatu, trochę większego rozmachu (uwikłania w akcję większej ilości postaci), większej ilości wątków pobocznych. Są to rzeczy, które osobiście bardzo cenię w powieściach Kinga.

”Cmętarz Zwieżąt” to jedna z najosobliwszych powieści w dorobku króla grozy. Jest niezwykle mroczna i wciągająca; na długo pozostawi w waszych ustach posmak wilgotnej ziemi. Nie wierzycie? Sami spróbujcie.

Ocena: 8/10 (rewelacyjna).

***

Okładka: Prószyński i S-ka.

Stephen King – ”Historia Lisey”

Stephen King - ''Historia Lisey''W dwa lata po śmierci swego męża – wybitnego i uznanego pisarza – Lisey Landon zaczyna porządkować jego pracownię. Jednym z powodów, dla którego decyduje się na ten krok jest nagonka ze strony wydawców zainteresowanych publikacją nieznanych rękopisów mężczyzny, ale przede wszystkim chce domknąć pewien etap w swoim życiu i uporać się z trudnymi emocjami, którymi naznaczony był cały ich związek. Podróż w głąb siebie i w przeszłość zbiega się w czasie z pojawieniem psychopatycznego fana Landona, oraz dziwacznej katatonii najstarszej siostry Lisey, Amandy. To, co miało być tylko emocjonalną przeprawą, okazuje się sprawą życia i śmierci, które zawierają się w słowie Miłość.

Powieść jest jedną z najmniej zaludnionych w dorobku Kinga – stale obecna jest w niej tylko Lisey, oraz – wcale nie mniej – jej zmarły mąż, do którego powraca w swoich retrospekcjach. Obie te wiodące postaci posiadają bardzo specyficzną i intrygującą osobowość, i wywierają na siebie nawzajem fascynujący wpływ. Na trochę dalszy plan wysuwa się Amanda, jedna z trzech sióstr Lisey, która cierpi na problemy psychiczne; chociaż koleje jej losu nakreślone są dosyć pobieżnie, zgrabnie oddziałują na wyobraźnię czytelnika. Reszta postaci – poza czarnym charakterem opowieści – ma właściwie znaczenie marginalne i nie wnosi zbyt wiele.

Mam mieszane uczucia co do Dooley’a, niezrównoważonego psychicznie sympatyka twórczości męża Lisey, który nęka ją w sprawie jego nieopublikowanych rękopisów. Jedyną naprawdę charakterystyczną cechą szaleńca są jego południowoamerykański akcent i typowe dla tego regionu naleciałości językowe. Postać posługująca się tego typu manierą językową (i również kierowana obłędem związanym z literaturą) wystąpiła już wcześniej w innej noweli Kinga (John Spluwa w ”Tajemnym Oknie, Tajemnym Ogrodzie”). Można śmiało powiedzieć, że Dooley jest kalką Spluwy, i to kalką mimo wszystko dość mizerną. Napięcie związane z jego knowaniami jest wprawdzie wyraźnie odczuwalne, jednak jest to postać pozbawiona większej głębi, a na dodatek wtórna.

Akcja powieści toczy się jakby na kilku płaszczyznach czasowych – czasami mamy do czynienia z tym, co robi główna bohaterka w teraźniejszości, a czasami z jej wspomnieniami chwil spędzonych z mężem, w trakcie których często on sam wspomina swoje dzieciństwo. Konstrukcja powieści jest momentami dość chaotyczna, i nieco męcząca, nawet jeśli czytają się ją w warunkach, w których można się skupić. Poszczególne podrozdziały przechodzą jeden w drugi z płynnością, która niepotrzebnie gmatwa je. Z pewnością można było uczynić te przeskoki wyrazistszymi – z pożytkiem dla klarowności samej historii oraz czytelnika.

Jednym z czynników, które wyróżniają ”Historię Lisey” na tle innych powieści Kinga, jest język jakim została napisana. King zawsze pisał w sposób bardzo elegancki i obrazowy, ale w tej powieści dotarł do szczytu swoich możliwości. Największe wrażenie robią poetyckie i obrazowe (choć czasami nieco cukierkowe) opisy przyrody i stanów wewnętrznych głównej bohaterki.

Wielką rolę w budowaniu intymnej atmosfery historii odgrywają również neologizmy, którymi posługiwało się między sobą małżeństwo. Słowa te stanowią swoiste relikty przeszłości, żywe skamieliny ich dawnego świata. Jest ich stosunkowo niewiele, ale niektóre z nich pojawiają się męczącym natężeniu, co wprawdzie wzmaga intymny nastrój, ale niweluje niepokojące napięcie (chociażby słówko ”smerdolony” ze wszystkimi jego odmianami – natykając się na nie niemal za każdym razem miałem uczucie, jakby ktoś usiłował połaskotać mnie, nawet jeśli umiejętnie, to jednak w nieodpowiednim momencie).

Nie brak w powieści również motywów paranormalnych. Te są świetnie przemyślane i rewelacyjnie wkomponowane w fabułę. Stale czuć napięcie związane z czyhającym gdzieś w innym wymiarze rzeczywistości stworzeniem z nieskończenie srokatym bokiem, baśniowość księżyca Boo’ya, ponure widmo tragedii, która dotknęła Scotta w dzieciństwie. Nie to wydaje mi się jednak gwoździem programu, a trudna miłość oraz jej wielorakie następstwa – skomplikowany związek Lisey z mężem doświadczonym traumą, oraz relacja jego samego z ojcem toczonym przez złowieszczą siłą nazywaną złamazią. Opracowanie tego tematu wyszło autorowi znakomicie.

Sam King twierdzi, że ”Historia Lisey” jest najlepszą książką, jaką napisał. Choć pozwolę sobie nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, to z pewnością jednak mogę uznać ją za jedną z najbardziej wyjątkowych w jego dorobku. Chociaż podczas lektury bywałem nieco zagubiony, z pewnością nie mogę powiedzieć, żebym chociaż przez chwilę się nudził. Wręcz nawet przeciwnie – i chętnie wracam myślami do Lisey, gabinetu Scotta, oraz na księżyc Boo’ya.

Ocena: 8/10 (rewelacyjna).

***

Okładka: Prószyński i S-ka

Stephen King – ”Pod Kopułą”

Stephen King - ''Pod Kopułą''Chester’s Mill. Mieszczące się w Nowej Anglii niewielkie miasteczko, jakich wiele. Jego hermetyczna, na pozór sielankowa społeczność zajęta sprawami własnego mikroświata pewnego dnia zostaje odgrodzona od reszty globu niewidzialną barierą. Jej pojawienie się wywraca ich życie do góry nogami, dając wiceprzewodniczącemu rady miejskiej, Jamesowi Reenie, szansę realizacji egoistycznych celów. Dramatycznie pogarszającą się sytuację w mieście próbuje z rozkazu samego prezydenta uratować weteran wojenny Dale Barbara. W tym samym czasie Rząd usiłuje rozwikłać zagadkę kopuły i naruszyć jej strukturę na tyle, by oswobodzić uwięzionych.

Dla wielu osób (ale nie dla mnie) bolączką dłuższych powieści Kinga są obszerne partie tekstu o zabarwieniu obyczajowym, które wprawdzie wzmacniają poczucie realizmu książkowego świata, ale powodują przestój w akcji. Chociaż ”Pod Kopułą” stanowi bodajże trzecią najdłuższą książkę autora, jest jednak jednocześnie jedną z najbardziej dynamicznych. Wszystko zaczyna się od ogromnego wstrząsu, a potem ciągle coś się dzieje, zdarzenie goni zdarzenie, napięcie wzrasta nieustannie, a aura tajemnicy prowokuje coraz to barwniejsze domysły.

Powieść zaludnia cała masa postaci o niezwykle drobiazgowo naszkicowanych portretach psychologicznych. King w perfekcyjny sposób wyeksponował ich człowieczeństwo, niedoskonałości, czynniki warunkujące ich motywacje. Czytając ma się nieodparte wrażenie, że śledzi się losy osób, które już kiedyś gdzieś poznało się w rzeczywistości, co jest jednym z największych atutów ”Pod Kopułą”. Zimnokrwisty i wpływowy drań James Reenie, jego psychopatyczny syn Junior, pogrążony w narkotycznym błogostanie Phil Bushey, bezwolny Andy Sanders, cyniczna i nieustępliwa dziennikarka Julia Shumway, dzielny, ale borykający się ze swymi demonami Dale Barbara – to tylko kilka z charyzmatycznych postaci, których w powieści występuje cała plejada.

Warto zaznaczyć, że książka nie jest typowym, gęstym od zdarzeń paranormalnych horrorem. Owszem, nad miasteczkiem nieustannie ciąży widmo niewytłumaczalnego, izolując je od reszty świata, niektóre dzieci doświadczają pewnego rodzaju drobnego fenomenu parapsychologicznego, ale główne skrzypce gra natura ludzka (indywidualna, oraz mentalność zbiorowa) ze wszystkimi swoimi blaskami i cieniami. Dlatego też wielbiciele klasycznego horroru mogą być rozczarowani. ”Pod Kopułą” to przede wszystkim powieść psychologiczna, ukazująca zachowania ludzi (zarówno w wymiarze jednostkowym, jak i w postaci zbiorowości) w sytuacji podbramkowej.

Każdy wielbiciel prozy Kinga wie, że pisarz ten ma dziwaczną tendencję do psucia zakończeń nawet najwspanialszych historii. Finał ”Pod Kopułą” wzbudził masę negatywnych emocji wśród czytelników. Pojawiły się przede wszystkim zarzuty, jakoby autor spośród kilku barwnych i jednakowo możliwych wytłumaczeń pochodzenia kopuły wybrał najbardziej groteskowy. W moim odczuciu solucja – z uwagi na kluczowy w niej wątek psychologiczny – jest niezwykle elegancka, a przy tym rozpala wyobraźnię.

Nie znajduję żadnych istotnych mankamentów w tej monumentalnej powieści, ale mam nieodparte wrażenie, że czegoś jednak zabrakło. Możliwe, że słynnej, Kingowskiej małomiasteczkowej sielankowości, rysu historycznego nadającego miejscu większej głębi… Warto dodać, że pierwopis powieści liczył aż 1500 stron, które zostały okrojone przez Kinga do 900, i to zapewne wyeliminowało tak lubiane przeze mnie obyczajowe fragmenty. Jeśli jednak wolicie nieustanną akcję, i macie chęć na brawurowy skok w sam środek wiru wydarzeń, nie znajdziecie lepszej pozycji. Na koniec jeszcze jedna istotna uwaga – serial nakręcony na podstawie tej książki jest kiepski, i nijak nie przystaje swym poziomem do literackiego pierwowzoru. Nie pozwólcie, żeby zniechęcił Was do jego przeczytania. Udanego pobytu w Chester’s Mill!

Ocena: 9/10 (wybitna).

***

Okładka: Prószyński i S-ka.

Stephen King – ”Sklepik z Marzeniami”

Stephen King - ''Sklepik z Marzeniami''Do niewielkiego miasteczka Castle Rock – miasteczka z rodzaju tych, gdzie wszyscy znają wszystkich chociażby ze słyszenia – przyjeżdża podstarzały handlarz Leland Gaunt. Mężczyzna otwiera ”Sklepik z Marzeniami” – miejsce, gdzie zgodnie z zamysłem każdy z klientów nabyć może coś, czego zawsze mniej lub bardziej świadomie potrzebował do szczęścia. Cena każdego przedmiotu zależna jest od możliwości materialnych kupującego i zawsze okazuje się dlań przystępna, ale nabywając towar zobowiązuje się on również do wyświadczenia sprzedawcy pozornie drobnej przysługi – spłatania złośliwego figla któremuś ze współmieszkańców. Żaden z nich nie podejrzewa nawet, że jest jednym z wielu pionków w morderczej grze Gaunta, i jego czyn spowoduje lawinę tragicznych wydarzeń. Jedyną nadzieją miasteczka jest szeryf Alan Pangborn, borykający się z traumą utraty żony i syna w tajemniczym wypadku samochodowym.

”Sklepik z Marzeniami” jest powieścią rozbudowaną, wielowątkową. Przeplatają się w niej losy całej masy postaci o zróżnicowanych troskach, profesjach, poglądach, charakterach. Każda z nich ma rewelacyjnie zarysowany portret psychologiczny oraz barwnie ukazaną przeszłość. Wszystkie je łączą jednak dwie rzeczy: czuły punkt, w który wystarczy uderzyć, żeby zrujnować ich człowieczeństwo i zniszczyć życie, oraz zintensyfikowana wpływem sprzedawcy chęć posiadania konkretnego przedmiotu, czasami stanowiącego łącznik pomiędzy nimi, a normalnie niedostępnym im światem nadprzyrodzonym. Pasjonujące jest przypatrywanie się ich dramatom, śledzenie zmian które w nich zachodzą, wreszcie konfrontacji zachodzących między tymi, których Gauntowi udało się skłócić. W tle zaś nieustannie rozbrzmiewa cichy szept tajemnicy, podsycając napięcie do granic możliwości. Jest jeszcze coś – rytm życia miasteczka Castle Rock, gdzie toczy się akcja książki, tętni żywo, stanowiąc wspaniałe tło dla wydarzeń. Jako że stanowi ono miejsce akcji kilku powieści Kinga, fani jego twórczości z pewnością poczują się jak w domu, znajdując w niej wiele rozkosznych nawiązań chociażby do ”Cujo” czy ”Ciała”.

Największym atutem ”Sklepiku z Marzeniami” jest siła napędowa akcji, uosobiona pod postacią sprzedawcy Lelanda Gaunta, będącego zarazem głównym czarnym charakterem. Jest to postać wykreowana wirtuozersko, wprost tchnąca życiem z martwych przecież kart książki. Gaunt to człowiek charyzmatyczny, zjednujący sobie ludzi z dziecinną łatwością za sprawą hipnotyzującej wręcz serdeczności oraz nadnaturalnej znajomości ich najmroczniejszych sekretów. Czytelnik, spragniony akcji, ale wiedziony instynktem moralnym, w głębi serca nie zgadza się z jego cichymi knowaniami i manipulacjami, ale mimowolnie odczuwa respekt wobec jego siły oddziaływania. Gdybym miał stworzyć listę swoich ulubionych, książkowych czarnych charakterów, Leland Gaunt zająłby na niej z pewnością pierwsze miejsce.

King, co dla niego tak typowe, nie wieńczy historii ani na poszczególnych jej etapach, ani na jej końcu żadnym wyrecytowanym wprost morałem. Ten jednak przebija się na jej kartach bystrym światłem – wszyscy jesteśmy niewolnikami tego, co posiadamy, tego, co z mniejszym lub większym trudem przyszło nam zdobyć – tym bardziej, jeśli z biegiem czasu nabrało to dla nas wartości sentymentalnej.

”Sklepik z Marzeniami” to jedna z najlepszych typowo rozrywkowych książek fabularnych, jakie przeczytałem. Wciąga już od pierwszego zdania, i trzyma w napięciu do samego finału, jeszcze długo po nim pozostawiając czytelnika zdruzgotanego. Fani książkowej grozy z całą pewnością będą zachwyceni.

Ocena: 9/10 (wybitna).

***

Okładka: Albatros.