Archiwa tagu: blog

Mowa Pożegnalna

Mowa Pożegnalna (1)Blog.pl, jedna z najpopularniejszych w Polsce platform blogowych – umiera. Znana jest nawet data, kiedy wyzionie ducha – 31 stycznia 2018 roku. Przeczuwałem, że zbliża się koniec – i zapewne nie ja jeden. W ciągu ostatniego roku nieustannie pojawiały się błędy w funkcjonowaniu serwisu; a to nie można było się zalogować, a to dodać lub usunąć kogoś z widgetu z obserwowanymi blogami, itd. Czasami nawet po zalogowaniu się witało mnie radosne powiadomienie, że mój blog został usunięty bądź zablokowany. Ponieważ na blog.pl posiadałem łącznie cztery czy pięć stronek (z ostatnim z nich zżyłem się na dobre, i wiązałem duże nadzieje), czuję się w obowiązku powiedzenia kilku słów na temat tego właściwie już żywego trupa.

Pominę kwestię wcześniejszych blogów – nie były zbyt popularne, a i ich formuła z perspektywy czasu wydaje mi się chybiona. Skupię się na Podwieczorku u Morfuesza – moim ostatnim tworze, prowadzonym regularnie i z niejakim powodzeniem przez ponad dwa lata.

Przez ten czas portal Onet ośmiokrotnie promował moje wpisy na swojej stronie. To dzięki temu udało mi się od czasu do czasu dobijać do kilku tysięcy wejść dziennie (rekord wynosił ponad 22 tysiące na dobę), i osiągnąć łącznie 220 tysięcy wejść. Prawie ćwierć miliona – a wiec sporo, ale muszę wziąć pod uwagę fakt, że najchętniej czytane były posty na temat grzybów (dwa najpopularniejsze z nich posiadały w sumie sto tysięcy wejść) – i to niekoniecznie moje ulubione, bo napisałem w tym temacie kilka lepszych, których Onet nie dostrzegł. Ale kilka z tych ambitniejszych i bardzo ważnych dla mnie tekstów także zostało wypromowanych przez Redakcję: m. in. ”Sens Życia” (ponad 19 tysięcy odsłon) i ”Pocztówka ze Szpitala Psychiatrycznego” (prawie 26 tysięcy). Nie powiem, żeby nie sprawiło mi to radości.

Powiedzmy to sobie wprost: wraz z końcem blog.pl szansa na tak duży ruch na blogu minęła bezpowrotnie. Ale daleki jestem od stwierdzenia, że najlepsze lata blogowania mam już za sobą. Bo najważniejszy dla autora jest nie ten odbiorca, który wpada i wypada z bloga jak mucha przez okno, ale Stały Czytelnik. To on jest głodny kolejnych wpisów, to on czuje, że w jakiś sposób go wzbogacają, i odwiedza stronę regularnie, nawet jeśli nie zawsze pozostawia po sobie ślad. A wciąż przecież istnieje możliwość zdobycia wiernego odbiorcy (kilku, na szczęście, już się dorobiłem). Dobrze będzie w tym celu zaangażować się np. w blogerskie grupy na Facebook’u, gdzie użytkownicy blogosfery wymieniają się linkami do swoich treści. Pozwoli to być na bieżąco z tym, co w trawie piszczy, i ułatwi dotarcie do wartościowych stronek.

Całe szczęście, że przeniesienie bloga z blog.pl na wordpress nie stanowi żadnego problemu. Nawet takiej ofermie informatycznej jak ja zajęło to zaledwie 15 minut. Przeniesieniu ulega wszystko (wpisy, media, komentarze) poza odwiedzinami (liczbą wyświetleń indywidualnych wpisów i całego bloga). Choć wordpress w wersji podstawowej (darmowej) nie oferuje kilku rzeczy które na blog.pl były darmowe i bardzo przydatne (np. widget wordpress popular posts), to jednak posiada kilka bajerów, których blog.pl nie posiadał wcale – np. 3 GB miejsca zamiast 15 MB (wreszcie można będzie dodawać zdjęcia w dużym wymiarze, a nie miniaturki), rozbudowane statystyki, itd.

Nie będę ukrywał: szkoda, że Onet podjął decyzję o zakończeniu działania swej blogowej platformy. Pomimo błędów w funkcjonowaniu, była naprawdę dobra: przede wszystkim dlatego, że łatwo można było znaleźć na niej inne ciekawe blogi, i że redakcja promowała czasami wpisy. Strach pomyśleć, ile wartościowych treści zostanie pogrzebanych, i ilu piszących a zdolnych ludzi zniechęci się, i do pisania dla innych już nie powróci – choć jestem też pewien, że Ci, którzy naprawdę chcą publikować, nie poddadzą się nawet po takim ciosie.

To tyle, jeśli chodzi o mowę pożegnalną nad nieboszczykiem, który poleguje sobie wygodnie w trumnie czekając na pochówek. Spoczywaj w pokoju, blog.pl.

***

Obrazek pochodzi ze strony Pixabay z darmowymi grafikami.

Reklamy

Urodziny Bloga

Kiedy rok temu zakładałem to miejsce, nastawiony byłem głównie na to, że prowadzenie go zaowocuje konwersacją z ludźmi o otwartych umysłach, że poznam ciekawe osoby, oraz że uzyskam informacje zwrotną na temat poziomu mojej pisaniny. Szczęśliwie, udało mi się uzyskać to, i znacznie więcej.

Blog powstał we wrześniu lub październiku, i miał być początkowo typowym dziennikiem, w którym opisywałbym wrażenia z każdego minionego dnia, zamiast robić to w papierowym zeszycie. W listopadzie usunąłem wszystkie wpisy utrzymane w tej formie, decydując się na zamieszczanie w nim esejów, recenzji, miniatur, listów, oraz wszelkiego rodzaju innych form literackich innych niż diariusz i nie wchodzących w skład mojego opus magnum. Uważam, że był to strzał w dziesiątkę, gdyż prowadzenie tego miejsca skłoniło mnie do napisania wielu tekstów (głównie esejów), które w przeciwnym razie z pewnością by nie powstały, a których napisanie wniosło w moje życie wiele dobrego (i nie mam tutaj na myśli tylko pozytywnych komentarzy).

Z perspektywy czasu jestem oczywiście świadom tego, że niektóre z nich są słabe. Nazywając je słabymi, mam tutaj na myśli to, że nie wyraziłem w nich dostatecznie precyzyjnie swoich poglądów, bądź też nie uczyniłem tego z żarliwością mogącą rozpalić w czytelniku iskrę refleksji nad omawianym w nich zagadnieniem. Co więcej, przyznaję bez bicia, że kilka z nich może zwyczajnie nudzić lub nawet żenować. Cóż, wciąż uczę się mówić to, co mam do powiedzenia, w sposób klarowny, przyswajalny dla potencjalnego czytelnika. Nie mam tutaj na myśli pisania pod publikę, tylko sztukę twórczego pozostawania sobą i wyrażania siebie w sposób zrozumiały dla innych.

Przyznam jednak również, że niektóre eseje uważam za na tyle dobre, że brak ich promocji ze strony Onetu wzbudza we mnie zdziwienie – w dodatku pełne niesmaku, biorąc pod uwagę to, jaki grafomański chłam redakcja czasami wspiera. ”Zima Dorosłego Człowieka”, ”Natura Szczęścia”, ”Na Grzyby” to przykłady tekstów, w które włożyłem wiele pracy i pasji, i nawet teraz, po dłuższym czasie od napisania ich, jestem pewien ich wartości. To nie tak, że wywyższam się w tym momencie ponad innych blogerów, że deprecjonuje owoce ich pracy twórczej. Sęk w tym, że podczas gdy ktoś nieznany w blogosferze publikuje naprawdę dobry esej (nawet nie wiecie, ile razy czytałem takie!), redakcja zamiast wesprzeć go, wyróżnia byle szmirę sław klawiatury. W rezultacie dochodzi do tego, że pojedynczy, pozbawiony wartości wpis ”Fejma” w tydzień zdobywa ilość odsłon, jakiej cały blog – wartościowy ale pozbawiony promocji – nie jest w stanie osiągnąć przez kilka, a nawet kilkanaście lat!

Podsumowując w liczbach: 73 wpisy, 1 wpis promowany przez Onet, 367 komentarzy, i prawie 47 tysięcy wejść to całkiem przyzwoity wynik jak na rok blogowania. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, o czym pisałem na początku niniejszego tekstu; liczby zaś wspaniale to uzupełniają. Dziękuję za zainteresowanie wszystkim tym, którzy zaglądają tutaj choćby od czasu do czasu, oraz tym, którzy wyrażają swoje zdanie. Ilość tekstu, jaki składa się na wszystkie komentarze, które raczyliście pozostawić, mówi sama za siebie: współtworzycie to miejsce, i robicie to w naprawdę świetny sposób. Dziękuję również śmiałkom, którzy odezwali się do mnie drogą mailową (tak, tak – było kilku takich) i przekonali o tym, że nie gryzę;)

Wpadajcie więc na Podwieczorek u Morfeusza, jeśli wasze umysły będą głodne cudzych wrażeń, refleksji. Znajdziecie tutaj literackie odpowiedniki fast foodów, łakoci, dań wykwintnych, klasycznych, orientalnych, i wiele, wiele innego rodzaju pożywki dla ducha. Ja ze swojej strony obiecuję używać przy ich przyrządzaniu tylko starannie wyselekcjonowanych składników. Smacznego!