Archiwa tagu: seks

Dziecko

Skarbek. Bobo. Maleństwo. Dziecko. – u większości ludzi słowa te – usłyszane, czy przeczytane – budzą czułość i rozrzewnienie. U mnie – najwyżej obojętność, a najczęściej – stres.

Nigdy dotychczas nie chciałem mieć dzieci, nie chcę ich mieć teraz, i jestem pewien, że nie zmieni się to do końca mojego życia. Nie tylko nie widzę się w roli ojca (może to skutek wychowywania się bez niego?), ale też najzwyczajniej w świecie nie lubię dzieci. Denerwuje mnie ich ryk, bezsensowna paplanina, nadmiar energii, wszędobylskość. Gdziekolwiek zjawia się mały dzieciak  – od razu jest gwarno, od razu jest bałagan, od razu coś jest rozlane, coś przewrócone, i tak dalej. Oczywiście, dzieciak kiedyś wydorośleje, obierze jakiś kierunek w swoim życiu, być może zostanie ”kimś”… Na myśl o tym nie czuję jednak żadnych emocji. Żadnych.

Ktoś powie, że gdyby wszyscy myśleli w ten sposób, nie byłoby ani mnie, ani inspirujących mnie i bliskich mi ludzi; sęk w tym, że nie widzę najmniejszej potrzeby, by w ten sposób rozumowali wszyscy. Ba, byłoby to myślenie katastrofalne – ale równie beznadziejne byłoby twierdzenie, że wszyscy, nawet Ci, którzy nie czują potrzeby posiadania dzieci (i instynktu rodzicielskiego), powinni je mieć.

Szczęśliwie moja dziewczyna również nie lubi dzieci, i także nie widzi siebie w roli matki. Jest jeszcze młoda, i sam wiem, że istnieje ryzyko, że z czasem zmieni zdanie; mimo wszystko, podczas niezliczonych rozmów z nią na ten temat, ustaliłem je na bardzo niewielkie – możliwie najmniejsze. Wierzę, że dane nam będzie przeżyć życie we dwoje szczęśliwie, bez poczucia pustki spowodowanej brakiem dziecka.

Ktoś powie, że to egoistyczne w stosunku do mojego potencjalnego potomka. Cóż, nie poczuwam się w jakikolwiek sposób wobec istoty, której nie ma, która najzwyczajniej w świecie nie istnieje – jak różowe słonie, jednorożce, czy elfy. Nie ma jej i nie jestem jej nic winien, a jakiekolwiek moje zachowanie nijak ma się do czegoś, co pozostaje abstrakcją, zaledwie skreśloną grubą, czarną krechą myślą. Gdybyśmy w międzyczasie wpadli z dziewczyną – usunęlibyśmy płód, legalnie czy nielegalnie. Są na to sposoby. Zrobilibyśmy to z zimną krwią, w trosce o własne szczęście. Dla mnie embrion jest w takim samym stopniu człowiekiem, w jakim stopniu jajko jest kurą, albo szyszka jest sosną, czyli w żadnym. Na szczęście żyjemy w czasach, które oferują sposób na zmniejszenie szansy na niechciane potomstwo do zera.

Zapewne prędzej czy później przeczyta ten esej ktoś, kto bardzo chce mieć dziecko, a z jakiegoś powodu nie może go mieć; możliwe też, że osoba taka poczuje palącą w palce potrzebę poinformowania mnie w komentarzu, jaki jestem niewdzięczny, bo niektórzy chcą mieć potomstwo, a są bezpłodni, podczas kiedy ja, najwyraźniej niegodny bycia ojcem, świadomie rezygnuje z tacierzyństwa. Otóż, drogi potencjalny czytelniku, bo do Ciebie adresuje te słowa – życzę Ci, żebyś został/a ojcem/matką, jeśli czujesz, że jest Ci to potrzebne do szczęścia i czujesz się na siłach ku rodzicielstwu, oraz by Twoje dziecko wyrosło na mądrego, zdrowego, oraz pięknego fizycznie człowieka. Ciebie proszę tylko o to, byś wrzucił na luz – nie wszystko, co jest dobre dla Ciebie, jest dobre również dla mnie i dla mojej dziewczyny.

Reklamy

Zniewolenie

Zniewolenie (1)Przyszłaś. Odstawiona, śliczna, pachnąca. Wyglądasz szałowo. Zastanawiam się, ilu facetów oglądało się za Tobą, kiedy przemierzałaś chodnik postukując obcasami czarnych, lśniących szpilek. Podchodzisz do mnie i wpijasz się w moje usta. Czuję Twój język, ciepły i delikatny, oraz smak gumy owocowej. Przylegamy do siebie ciałami, kładę dłonie na Twych zimnych pośladkach i ściskam je lekko. Twoje serce bębni szaleńczo, nadając tempo naszemu pocałunkowi. Gdy nasze wargi odrywają się od siebie, dyszymy w swoje usta gorącą zapowiedzią czekających nas rozkoszy.

Siadasz mi na kolanach. Z pokorą wyznajesz, że byłaś niegrzeczna, i musisz ponieść karę. Masz skruszoną minkę, ale Twoje zielone oczy płoną ekscytacją, a usta pączkują uśmiechem. Kładziesz się na moich kolanach, zsuwam Ci spódniczkę, odsłaniając pupę przepasaną czarnymi stringami. Wymierzam pierwszy klaps w Twe pośladki, na razie niezbyt mocny. Wydajesz z siebie cichutki jęk, przez Twoje ciało przechodzi dreszcz. Potem drugi, trzeci, czwarty. Mówisz, że to było lekkie, i śmiejesz się, rubasznie przebierając nogami. Zaczynam wymierzać Ci mocniejsze razy, chociaż wiem, że czujesz ból, bo piecze mnie dłoń, a skóra na Twoich pośladkach poczerwieniała. Chcę przestać, ale podjudzasz mnie prawdziwymi i zmyślonymi przewinami. Gdy będzie po wszystkim, przyznasz mi się, iż z bólu przygryzałaś język do krwi, żeby nie wrzasnąć, a wszystko to dlatego, że chciałaś ponieść karę.

Przyznaj się. Wznieciłaś ten ogień nie tylko po to, by ogrzać się przy nim, ale przede wszystkim, żeby sprawdzić, jak to będzie włożyć weń dłoń. Widziałem to w Twoim wesołym spojrzeniu, pełnym figlarnej przewrotności i uzależnienia od ryzyka. Nie potrafisz oprzeć się ekscytacji bycia zdaną na łaskę i niełaskę mojego pożądania. Szepty i krzyki Twojego ciała mówią mi, jak bardzo tęskniłaś za bezdusznym chłodem stali zaciskającej Ci się na nadgarstkach. Kajdanki. Chcesz zostać skuta, chcesz poczuć się całkowicie moja, chcesz tego teraz, natychmiast, bo to uczucie to Twoja ostatnia deska ratunku. Świat jest zły. Tak zły, że wiesz, iż nigdzie nie będziesz bezpieczniejsza niż w moich ramionach. Na ile odważysz się tym razem, żeby poczuć się moją? Jak daleko pozwolisz nam przesunąć granicę doznań? Jeśli czuć rozkosz – to do bólu, jeśli już czuć ból – to do rozkoszy. Świat nie ma nam do zaoferowania niczego pomiędzy. Pamiętasz o tym?

Kocham patrzeć, jak przeżywasz orgazm, jak targa Tobą czysto cielesna, euforyczna przyjemność. Najpiękniejsze jest jednak Twoje zmęczenie nim, bezbronność, w którą Cię wpędza. Twoje ciało drży, a Ty pochylasz w mym kierunku głowę, szukając swoimi zapraszająco rozchylonymi wargami moich ust. Robisz to nie otwierając oczu, zupełnie tak, jakbyś przebudziła się przedwcześnie z pięknego snu, i nie chciała, by światło dnia przepłoszyło jego resztki z Twojej świadomości. Sprawiasz wrażenie zagubionej, jakbyś nie mogła poradzić sobie z tym, czego przed chwilą doświadczyłaś. Napawam się Twoim niewinnym pięknem, i bywa, że czynię to za długo, sprawiając Ci ból… W końcu jednak pozwalam naszym ustom zetknąć się, pozwalam nam się odnaleźć.

Za kilka godzin pójdziesz, i łóżko, teraz tak ciepłe od Twojego ciała, na powrót stanie się wieczną zmarzliną, bezkresnym lodowym pustkowiem, białym arktycznym piekłem, kruchą i zimną krą dryfującą leniwie po bezdennej topieli rzeczywistości. Ale to potem. A teraz ćśśśś. Myszki są cichutko. A Ty jesteś moją Myszką, prawda?

***

Obrazek pochodzi ze strony Pixabay z darmowymi grafikami.