Archiwa tagu: Holokaust

”Wśród Koszmarnej Zbrodni. Notatki Więźniów Sonderkommando”

''Wśród Koszmarnej Zbrodni. Notatki Więźniów Sonderkommando''Prawdopodobnie żadnemu z ludobójstw, które przetoczyły się przez świat, nie poświęcono tak dużej ilości książek, jak Holokaustowi. Choć w obliczu swej wojennej klęski naziści starali się jak mogli zatrzeć wszelkie ślady masowego mordu, ocalało wielu jego świadków. Ich niezwykle spójne relacje złożyły się na dobitne świadectwo koszmaru, którego – mimo całej jego nierealnej wręcz ohydy – podważać przy zdrowych zmysłach nie sposób.

Wiele z najbardziej szczegółowych relacji dotyczących nazistowskiego ludobójstwa pochodzi od członków Sonderkommando. Była to formacja zajmującą się m. in. opróżnianiem komór gazowych ze zwłok eksterminowanych ludzi oraz paleniem ich w krematoryjnych piecach i paleniskach. Jej członkami byli żydzi wyselekcjonowani przez SS-manów. Pracowali pod przymusem i ze świadomością, że jako naoczni świadkowie ludobójstwa prędzej czy później zostaną bezwzględnie zlikwidowani. Spisali swe doświadczenia i zakopali zapiski pod ziemią, z nadzieją, że w przyszłości zostaną odnalezione przez badaczy, i świat pozna prawdę o tragicznym losie milionów pomordowanych w imię obłąkanej ideologii nazistowskiej. Zbiór tych właśnie ocalałych notatek, przetłumaczonych (m. in. z języka Jidysz i języka francuskiego) na język polski, otrzymuje czytelnik.

Wszystkie zapiski sporządzane były w żydowskich gettach bądź ludobójczym molochu Auschwitz-Birkenau. Niektóre z nich w momencie odnalezienia były znacznie uszkodzone przez wilgoć, toteż niemożliwe było odczytanie ich w całości. Obszerne partie tekstu są wręcz poszatkowane przez (oznaczające luki) nawiasy kwadratowe, i pełne zrozumienie ich jest niemożliwe. Na szczęście edytorzy zbioru postarali się, jak mogli, by rzucić światło na te białe plamy – każdy z opublikowanych zapisków został opatrzony naukowym komentarzem wyjaśniającym okoliczności jego powstania, oraz licznymi przypisami.

Poszczególne teksty opisują bodaj wszystkie najważniejsze etapy gehenny, której poddani byli przeznaczeni do eksterminacji ludzie: od pobytu w getcie, przez wysiedlenie, transport bydlęcymi wagonami, selekcję, pobyt w obozie zagłady, pracę w Sonderkommando, aż po śmierć w komorach gazowych i spalenie. Właściwie wszystkie z nich stanowią nieustający opis fizycznej i psychicznej udręki – poniżenia, tortur, mordów, absurdalnej wręcz bezsilności wobec siły wroga, rozpaczy rodzin skazanych na rozbicie, strachu przed każdą nadchodzącą godziną, głodu, bestialskiej przemocy.

Jak można się tego domyślać, notatki zawarte w książce, z uwagi na dramatyczne okoliczności w których powstawały, pozbawione są większych walorów literackich. W zasadzie tylko u dwójki autorów wyjątkowo bystrych i wrażliwych – Załmena Gradowskiego, oraz Lejba [Langfusa] – dostrzec można wyraźne skłonności do artystycznego stylizowania tekstu (przy czym zabiegi stosowane przez drugiego z autorów są czasami dość nieporadne). Nie oznacza to jednak, że zapiski te pozbawione są siły oddziaływania – nie są to bowiem treści zdane na łaskę i niełaskę formy, a w pełni niezależne od nich, toteż nawet tak prosty tekst, jak pamiętnik Załmena Lawentala, wywołuje u czytelnika wstrząs.

Cennym uzupełnieniem treści książki są skany rękopisów oraz dokumentów obozowych, czarno-białe zdjęcia ukazujące m. in. palenie zwłok na stosach, piece krematoryjne, komory gazowe czy proces selekcji, oraz rozkładana mapa obozu Auschwitz. Poza tym, że dodatki te stanowią interesujące materiały faktograficzne, doskonale wprowadzają czytelnika w ponury nastrój zapisków.

Nie wiadomo, jak wiele notatek opisujących piekło na Ziemi spoczywa ukrytych pod jej powierzchnią do tej pory, wciąż czekając na odkrywcę, a ile z nich zmurszało w niej na zawsze. Opierając się na przesłankach zawartych w ocalałych zapiskach, można wysnuć graniczące z pewnością przypuszczenie, że niniejszy zbiór stanowi zaledwie skromną część dużo większej całości.

Lektura Wśród koszmarnej zbrodni… jest tak nieprzyjemna i przytłaczająca, jak tylko można to sobie wyobrazić, niemniej jednak warto ją przecierpieć – dla ostrzegawczej świadomości, jak nisko może upaść człowiek, dla zaspokojenia poczucia solidarności z tymi, którzy padli ofiarą gigantycznego ucisku, wreszcie: dla zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości, każącej uszanować głos rozpaczy ledwo, ledwo przebijający się spod powierzchni masowego grobu. Prawda o tym, co spotkało ofiary Holokaustu, jest wszak jedyną sprawiedliwością, na którą mogą jeszcze liczyć.

***

Okładka: Państwowe Muzeum w Oświęcimiu

Reklamy

Miklos Nyiszli – ”Byłem Asystentem Doktora Mengele”

Miklos Nyiszli - ''Byłem Asystentem Doktora Mengele''Są treści tak wstrząsające, że czytając je, człowieka ogarnia nieme zdziwienie, iż papier zdolny był je przyjąć; fakty z piekła rodem, od których zapisania kartka powinna, zdaje się, rozsypać się w popiół. Takiego wrażenia doświadczam za każdym razem, kiedy czytam o Holokauście. Ale papier przyjmuje wszystko, a słowa obojętnie dźwigają na sobie ciężar prawdy, nie pachną fetorem ciał palących się w dzień i noc w potężnych krematoriach, a wymawiane nie smakują ich krwią.

Autor książki był lekarzem i specjalistą w zakresie medycyny sądowej. Tuż po deportacji do obozu Auschwitz został z powodu swego fachu wcielony do przymusowej pracy dla doktora Mengele – osławionego Anioła Śmierci, zbrodniarza zajmującego się w obozie przerażającymi, pseudonaukowymi eksperymentami medycznymi. Nyiszli zajmował się leczeniem SS manów i członków Sonderkommando, oraz wykonywaniem sekcji zwłok w ośrodku mieszczącym się na terenie krematoriów – a więc w samym sercu piekielnie wydajnej fabryki śmierci.

O wydarzeniach rozgrywających się za murami obozu Autor opowiada językiem precyzyjnym i rzeczowym, typowym dla ludzi o osobowości naukowca. Nie jego walory literackie liczą się jednak tutaj najbardziej, a prawda historyczna, ta jest zaś tak makabryczna, że poetyzowanie jej niechybnie musiałoby obrócić się w groteskę. Nyiszli nie pozostawia żadnego miejsca dla wyobraźni – ze szczegółami opisuje proces eksterminowania ludzi w komorach gazowych, palenie trupów w krematoriach i dołach, egzekucje poprzez rozstrzelanie, sekcje zwłok, koszmarne warunki życia obozowiczów, oraz wszelkiego rodzaju okrucieństwa, których dopuszczali się SS mani.

Nyiszli, mimo swojej uprzywilejowanej pozycji lekarza, miał bardzo ograniczone możliwości niesienia pomocy tym, których nie uwzględnił w swoich dyrektywach doktor Mengele. Mimo wszystko udało mu się uzyskać przepustkę na teren baraków i uratować od zagłady żonę i córkę, a także okazyjnie wesprzeć jedzeniem, lekarstwami i papierosami innych osadzonych. Z reguły jednak mógł tylko biernie obserwować rozwój wydarzeń, żywiąc nikłą nadzieję na to, że bieg dziejów obróci się na korzyść ciemiężonych. Jego wspomnienia, poza prawdą historyczną, pełnią więc jeszcze jedną ogromną rolę: stanowią wstrząsające studium niemal absolutnej bezsilności jednostki wobec obłędu ludobójstwa. Jest to jednocześnie opowieść o życiu w nieustającym, śmiertelnym zagrożeniu i niesamowitych umiejętnościach przystosowawczych człowieka. Pomimo horroru, który napiętnował świadomość Nyiszli, chciał on żyć, i konsekwentnie odmawiał pomocy w samobójstwie tym, którzy go o to prosili (czego jednak z perspektywy czasu żałował).

Relacja Nyiszli znacznie wyróżnia się na tle innych świadectw spisanych przez ofiary Holokaustu za sprawą jego przymusowej współpracy z Aniołem Śmierci. Jako jeden z nielicznych miał okazję poznać zbrodniarza od strony zawodowej, i rzetelnie opisać jego poczynania. Mengele poświęcał szczególną uwagę bliźniętom. Przeprowadzał na nich pseudomedyczne eksperymenty celem ustalenia, jak zwiększyć szansę na ciąże mnogie, co pomogłoby nazistowskim Niemcom na zwiększenie swego potencjału demograficznego. Innym obiektem jego zainteresowania były karły i kaleki; kazał preparować ich szkielety i wysyłał je do Berlińskiego muzeum antropologicznego, licząc na to, że po wojnie zostaną wystawione i przedstawiane dzieciom jako koronny dowód genetycznej degeneracji rasy żydowskiej (choć przecież wiedział dobrze, że przypadki kalectwa zdarzają się u przedstawicieli wszystkich narodów).

Relacja Nyiszli nie pozostawia najmniejszych złudzeń: praca Mengelego i jemu podobnych lekarzy, poza tym, ze zupełnie nieetyczna, nie miała niemal żadnych walorów naukowych – służyła propagandowemu fałszowaniu rzeczywistości, budowaniu na tym prywatnych karier i zaspokajaniu sadystycznych popędów. Jednocześnie ludzie ci naprawdę wierzyli, że obłąkany plan zbudowania nowego światowego ładu na stosie milionów trupów niewinnych ludzi powiedzie się i zapewni szczęście następnym pokoleniom.

Książka węgierskiego lekarza stanowi niezwykle cenne świadectwo historyczne i zapierającą dech w piersiach opowieść samą w sobie. Mimo całej jej drastyczności, nie sposób się od niej oderwać. Po prostu trzeba przeczytać; dla poznania prawdy o człowieku, która w okolicznościach tak ekstremalnych jak właśnie obozy śmierci objawiła się w pełnej krasie.

Ocena: 8/10 (rewelacyjna)

***

Okładka: W.A.B.

Rozważania o Końcu Człowieka

Skończyłem właśnie czytać Wybór Opowiadań Tadeusza Borowskiego. Podczas lektury nie raz łapałem się na tym, że nogi mam wyprostowane, a mięśnie łydek zaciśnięte do bólu; że otwieram z niedowierzania usta, że włosek po włosku wyrywam sobie zarost. Cokolwiek napiszą kiedykolwiek najmroczniejsi pisarze tego świata, nic nie będzie mogło równać się z tym, co zaszło w samej rzeczywistości, z czego zdali nam relacje chociażby Stanisław Grzesiuk, Aleksander Sołżenicyn, czy właśnie Tadeusz Borowski. Kto nie wierzy – niech sprawdzi sam.

Opowiadania te – to oszronione i zakurzone okna na tamten okres, na te miejsca i sytuacje. A ja przez te okna przypatrywałem im się ze swojego ciepłego, wygodnego, i bezpiecznego lokum, syty, i z lodówką pełną smakowitości, o których wtedy ludziom nawet się nie śniło. Patrzyłem, jak esesmani zamęczają na śmierć niewinnych, słuchałem tęsknych rozmów o najzwyklejszej w świecie pajdce chleba, czułem fetor rozkładających się ciał, i nie mogłem ich niedoli zaradzić. A nawet gdybym mógł, gdybym tkwił tam fizycznie, prawdopodobnie bałbym się narażać na takie niebezpieczeństwo. Prawdopodobnie, bo na sto procent pewien nie jestem. Nie znam siebie do końca. Mogę mieć tylko nikłą nadzieję, że odważyłbym się, i że choć może sam bym przy tym zginął, to jednak człowiek we mnie – ocalałby. Ale co ja będę fantazjował, ćwiczył kaligrafię palcem na wodzie.Rozważania o Końcu Człowieka (1)Kiedy czyta się o tym, jak całe tysiące, prowadzone przez garstkę uzbrojonych w automaty ludzi, szły do komór gazowych, potulnie, jak owce na rzeź, nie jest się już wcale takim pewnym tego, czy rzeczywiście dobrze, że w kosmosie zaistniał ten przebłysk świadomości zwany ludzkością. I powiem więcej: boję się, że we Wszechświecie istnieć może masa cywilizacji, które prędzej czy później, na drodze swego rozwoju, zabrną w ślepy zaułek eksterminacji i globalnych wojen. Że gdzieś ciągle giną miliony, że rzeź trwa dzień i noc, i nie skończy się, póki nie zgasną ostatnie gwiazdy.

I my, tutaj, na Ziemi, też nie jesteśmy bezpieczni. W świecie, w którym coś tak potwornego w swym okrucieństwie i bezsensie wydarzyło się raz, może zdarzyć się po raz kolejny. Wkrótce może nadejść dzień, kiedy zapędzi się nas w bydlęce wagony, wywiezie na odludzie, i będzie mordować na skalę przemysłową. Tylko, że przy dzisiejszej technologii wydajność fabryk śmierci przewyższyłaby nazistowskie o tysiąc procent. I tak się stanie, jeśli będzie to w interesie tego 1 procenta ludzi, których fortuna przewyższa majątek całej reszty ludzkości (a zaledwie 8 najbogatszych osób zamożniejszych jest od 3,6 miliarda najbiedniejszych – raport OXFAM z 2016 roku). W razie potrzeby zniszczy się nas tak, jak Stany Zjednoczone zniszczyły Irak dla ropy. Będzie tak, bo to pieniądz rządzi światem, i nie ma żadnej siły, która mogłaby mu się przeciwstawić, a władza deprawuje bardziej, niż cokolwiek innego.Rozważania o Końcu Człowieka (2)Kruchy jest pokój pomiędzy narodami. W nic nie inwestuje się więcej pieniędzy, niż w coraz doskonalsze narzędzia zagłady. Wyścig zbrojeń trwa, i nie ustanie nigdy, gdyż po pierwsze, każda ze stron chce być najpotężniejsza, a po drugie, dla względnego bezpieczeństwa zachowana musi być równowaga sił. W 2015 roku na świecie znajdowało się prawie 16 tysięcy głowic jądrowych (stosunkowo niewiele, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że jeszcze w roku 1985 było ich ponad 65 tysięcy). Bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę miała moc 16 kiloton trotylu i zabiła ponad 70 tysięcy osób – ale to jest, proszę Państwa, stosunkowo niewiele jeśli chodzi o siłę rażenia. Car Bomba zdetonowana przez Związek Radziecki w 1961 roku miała moc około 58 megaton trotylu, więc była cztery tysiące razy potężniejsza (siła eksplozji mogła osiągnąć moc 150 megaton, ale została ograniczona ze względów bezpieczeństwa). Jest to więc broń apokaliptyczna.

Tak. Wszyscy siedzimy na bombie wodorowej; bombą wodorową świat stoi, bomba wodorowa to jego fundament: bezpieczeństwo i prawdopodobnie przyszła zguba. Tulmy ją więc z całą czułością, z jaką kochamy swoje małe życia. Tulmy ją i kochajmy, póki jeszcze możemy.

***

Fotografie:
1. – Ofiary eksterminacji przeprowadzanej przez nazistów w niemieckim obozie koncentracyjnym Buchenwald. Zdjęcie pochodzi ze strony Wikimedia Commons z wolnymi mediami.
2. – Wybuch bomby atomowej testowanej przez USA na atolu Bikini w ramach Operacji Crossroads 25 lipca 1946 roku. Zdjęcie pochodzi ze strony Wikimedia Commons z wolnymi mediami.