Archiwa tagu: kościół

Rewelacje Spod Sutanny

Im baczniej śledzę fora internetowe, tym bardziej utwierdzam się w przeświadczeniu, że dla większości katolików w Polsce wiara w Boga i kościół – są nierozłączne; że atak na duchowieństwo jest dla nich równoznaczny z atakiem na samego Boga. Gdzieś tam w ich mentalności tkwi przekonanie, że skoro (zgodnie z założeniami ich wiary) doskonały jest Stwórca, w którego wierzą, doskonali muszą być też jego słudzy (którzy są niejako jego mackami). Nie widzę innego wytłumaczenia dla zgorszenia, które wywołał wśród wiernych film Kler.

Pedofilia wśród duchownych jest (coraz częściej i lepiej dokumentowanym) faktem. Pazerność, rozwiązłość (we wszelkich formach) – także. Żeby tego nie wiedzieć i żeby temu zaprzeczać trzeba być człowiekiem niepełnosprawnym intelektualnie, chorym psychicznie, albo niedoinformowanym. Aż dziw bierze, że znaczna część krajan przynależy właśnie do tej grupy, ba – to wprost nieprawdopodobne zważywszy na fakt, że żyjemy w XXI wieku, w czasach swobodnego przepływu informacji i dostępu do nich.

Wielu osobom wygodnie jest tkwić po uszy w przyjemnych złudzeniach – w absurdalnym przekonaniu o przynależności do nieskazitelnej organizacji, sięgającej swą doskonałością chwały samego stwórcy. Dlatego ci, którzy te urojenia rozwiewają, spotykają się z taką agresją. Spierdalaj i nie burz mi komfortu psychicznego – powiedzieliby obrońcy nieskalanego wizerunku kościoła, gdyby wyrażali się dosadnym językiem. Niestety, są zbyt zajęci lizaniem nim tyłka klechom.

Myślę, że ogromne znaczenie na wzrost populacji tego typu szurniętych jegomościów ma pontyfikat Jana Pawła II (pod wieloma względami wyjątkowy, ale wcale nie tak chlubny, jak sądzi większość katolików). Narodowi wydaje się chyba, że za sprawą swej działalności duszpasterskiej Karol Wojtyła zapewnił mu specjalne względy Boga, a ten, żeby ich nie stracić, powinien rżnąć głupa, kiedy faceci w kieckach chowają pod nimi dzieci i pieniądze zdefraudowane ze zbiórek charytatywnych.Rewelacje Spod Sutanny (1)Jestem daleki od twierdzenia, że wszyscy księża to chciwe i zboczone knury w koloratkach, ale nie mam wątpliwości, że wśród nich zdarzają się (wcale nierzadko) również oni. Wszyscy, niezależnie od tego, czy wierzymy, czy nie, powinniśmy mieć na nich szeroko otwarte oczy i kibicować trwałemu usunięciu ich ze stanu duchownego – oraz, rzecz jasna, wymierzenia należnej im kary. Największa odpowiedzialność w tej materii spoczywa na samym kościele, który póki co usiłuje zamiatać brudy pod dywan (przepraszam – pod sutannę) – co jest już oczywistym i zuchwałym współudziałem w przestępstwie.

Jako ateista pogardzam klerem głównie dlatego, że miesza się do polityki i usiłuje narzucać społeczeństwu prawa oparte na religijnie wykoślawionej moralności. Eutanazji należy zakazać, gdyż Bozia z radością patrzy na pokorę z jaką człowiek znosi nieuleczalne męczarnie, a życie nawet, jeśli nadaje się już tylko do cierpienia i robienia pod siebie z bólu, jest wartością najwyższą; antykoncepcji, ponieważ seks jest tylko od zapładniania; in vitro, bo przecież gdyby Bóg chciał, żeby Janek miał dzieci, uczyniłby go płodnym; aborcji, bo kobieta powinna nauczyć się spełniać jako maszynka do rodzenia dzieci (te poczęte na wskutek gwałtu też trzeba urodzić, gdyż są darem Bożym). Tkwimy po uszy w ograniczającej nasze człowieczeństwo psuedomoralności opartej na starożytnych absurdalnych bajędach, w czarnej kościelnej ociekającej marazmem dupie, i dlatego z wytęsknieniem wyczekuję upadku tej sekty zwanej klerem.

Kończą się czasy dla tych świętych krów – nawet w Polsce, kraju psychofanów papieża-polaka i akrobatów tańczących na jego grobie. W tym miesiącu nakazem wyroku sądowego Towarzystwo Chrystusowe zmuszone było wypłacić ofierze pracującego w jego szeregach księdza-pedofila milion złotych odszkodowania (do tego dochodzi dożywotnia renta w wysokości 800 złotych miesięcznie). Jest to przełomowe wydarzenie – społeczeństwo powoli, ziewając ze znużeniem, budzi się ze snu o nieskazitelności i bezkarności duchownych. Ofiary zboczeńców w sutannach, które milczały z poczucia wstydu i winy, oraz z obawy przed niemożliwością uzyskania zadośćuczynienia za wyrządzone im krzywdy, z pewnością dostrzegą w tym wyroku szanse na wyrównanie rachunków. Możemy spodziewać się coraz większej ilości tego typu procesów – i ich wygranych przez stronę pokrzywdzoną.

***

Obrazek pochodzi ze strony Pixabay z darmowymi grafikami.

Reklamy

Czarna Mafia

Czarna Mafia (1)Nie mam zaufania do przedstawicieli wielu zawodów – do polityków, majstrów, dentystów ”na NFZ” – ale najmniejszym zaufaniem darzę facetów w czarnych kieckach.

Kiedy byłem uczniem gimnazjum, religii nauczał mnie ksiądz. Klecha był zwolennikiem starej szkoły wychowania; kiedy ktoś przeszkadzał na lekcji, chwytał go za baczki i mocno za nie pociągał. Sam kilkukrotnie miałem wątpliwą przyjemność doświadczyć takiej przemocy. Wtedy nie przyszło mi do głowy, że poczciwy księdzunio może być zwyrolem, który po powrocie na plebanie będzie wspominał ten incydent trzepiąc kapucyna. Prawdę mówiąc, nie zdziwiłbym się ani trochę, gdyby tak właśnie było.

Inny przykład. Znam pewną dziewczynę, którą jako dziecko – przy pełnym aprobaty chichocie rodziców – ksiądz na kolędzie przełożył przez kolano. No, dobra: nie uderzał jej w pośladki mocno, a tylko ”na niby”, ale jednak jego parszywe łapska dotykały jej dziecięcej pupy. W tym przypadku prawie nie mam już wątpliwości, że kapłan był wynaturzonym zwyrodnialcem. Na miejscu jej ojca otworzyłbym mu drzwi i kazał wypierdalać. Na kopach.

Zastanawiam się, skąd do diabła bierze się u księży taka słabość do dzieci? Czy to przez życie w celibacie? Czy hamowany latami popęd seksualny doprowadza ich seksualność do zwyrodnienia? A może pedofile zostawali księżmi celowo, wiedząc, że ta funkcja społeczna cieszy się dużym szacunkiem i zaufaniem, co pozwoliłoby im na łatwiejszy dostęp do dziatwy?

Swego czasu znałem kolesia, który włamał się na plebanię i okradł proboszcza. Liczył na forsę, bo parę dni wcześniej klecha obłowił się w kilka grubych kopert, ale! Jego łupem padło co innego: dobrych dwadzieścia butelek trunków – i nie żadnych tam sikaczy czy berbeluchy, nie. Księżunio znał się na rzeczy: pił whiskey Johnnie Walker, brandy Napoleon, wódkę Finlandię. Ów kumpel zabrał księdzu także portfel, w którym znajdowało się zdjęcie podobnego do niego jak dwie krople wody nastolatka (sam widziałem). Kolega za swój wybryk (i kilka innych) poszedł siedzieć (nie, nie maczałem w tym palców), ale wcześniej pił aż do wyrzygu ambrozję proboszcza.

Media coraz częściej donoszą, że duchowni potrafią się bawić (i to nie tylko z dziećmi). Jeszcze w tym roku włoska prasa opisywała przypadek jednego z najbliższych współpracowników papieża, który organizował w Watykańskim budynku Kongregacji Doktryny Wiary gejowskie imprezki. U rzeczonego jegomościa znaleziono kokainę, którą ponoć zaprawiał się w swoich zabawach. Za karę przeniesiono go do klasztoru na Monte Cassino, którego opat Pietro Vittorelli kilka miesięcy wcześniej został aresztowany za zdefraudowanie 500 tysięcy euro pochodzących z dotacji państwowych i przeznaczonych na cele dobroczynne. Szmal trwonił na podróżach i gejowskich ekscesach.

Oczywiście, nie wszyscy księża to cwaniacy hulający za forsę swej naiwnej trzody. Ale i tak ich nie lubię. Cóż, problem leży we mnie – mam bowiem trudność w zaufaniu facetowi, który wierzy w to, że niepokalanie poczęta czternastolatka została zapłodniona przez ducha, urodziła Boga, dożyła kresu swoich dni jako dziewica a na koniec została zabrana żywcem do nieba. A co do spódnicy – nie miałbym z nią żadnego problemu, gdyby tylko nie była zawsze czarna. A tak, wyglądają w nich jak Buka z Doliny Muminków. Brr!

***

Grafika pochodzi ze strony Pixabay z darmowymi obrazkami.