Archiwa tagu: Stanisław Lem

Stanisław Lem – ”Fantastyka i Futurologia T. 2”

Stanisław Lem - ''Fantastyka i Futurologia T. 2''W drugim tomie Fantastyki i Futurologii (obszerniejszym, bo aż 500-stronicowym) Lem przegląda motywy sztampowe dla literatury Science Fiction i jej pola problemowe (utopię, sztuczną inteligencję, seks, itd.), oraz techniki narracji. Analizuje przy tym potencjał tkwiący w tym nurcie literackim, oraz stopień, w jakim ten jest eksploatowany przez jego twórców (niestety, najczęściej zwyczajnych wyrobników).

W celu omówienia wszystkich tych zagadnień Lem analizuje masę utworów SF. Są wśród nich zarówno opowiadania pojawiające się hurtem w pulpowych (i nieraz bardzo niskonakładowych) magazynach, jak i powieści autorów już za życia uchodzących za klasyków gatunku (jak chociażby Ray Bradbury). Omówienia te są z reguły niezwykle drobiazgowe; pisarz rozkłada opowiastki na czynniki pierwsze, i zawsze potrafi celnie wypunktować ich zalety i mankamenty (w tym również takie, których przeciętny czytelnik raczej nie dostrzegłby wcale, bądź zapewne nie potrafiłby ująć ich w karby słów).

Wielką frajdę sprawiają nie tylko same wywody Lema, ale również fabuły, które bierze pod lupę. Czasami są zabawne, czasami makabryczne, ale zawsze – zaskakujące. Pomysłowość autorów nie zna po prostu granic. Co ciekawe, Lem zahacza w swoich wywodach o własne utwory. Czyni to wprawdzie rzadko, i nie poświęca im zbyt wiele uwagi, ale jednak. Wtręty te są bardzo interesujące dla tych fanów pisarza, których ciekawił jego warsztat pisarski i jego stosunek do twórczości własnej z perspektywy czasu. Szkoda, że nie pojawiło się ich więcej.

Co jest najważniejszym przesłaniem Fantastyki i Futurologii? To, że science fiction jest polem niezwykle żyznym, które to pole zasiewają jednak pisarze (nawet zdolni) – byle czym, więc też byle czym karmią się ich czytelnicy; że zamiast skłonić odbiorcę do refleksji – nastawiają się na możliwie jak największe zaszokowanie go przy możliwie najmniejszym nakładzie sił, podczas gdy wystarczyłoby odrobinę dobrej woli, by ten stan rzeczy zmienić na dużo lepszy. Głupim byłby ten, kto po przeczytaniu niniejszego dzieła odmówiłby Lemowi racji. Ta stoi po jego stronie i wyzywająco śmieje się w twarz.

Podobnie jak w innych dyskursywnych książkach Lema, tak i w tej pisarz zapuszcza się w rozważania bardzo abstrakcyjne i wymagające od czytelnika znajomości tak skomplikowanej aparatury pojęciowej, że jeśli nie jest się profesorem literatury, zrozumienie ich graniczyć musi z cudem. Nie poczytuję tego za wadę książki – spraw, o których w tym momencie mówię, wyłożyć prościej raczej nie sposób (zresztą Lem robi, co tylko może dla ułatwienia zrozumienia tych zawiłości, np. posługuje się często i gęsto wyśmienitymi metaforami).

Za wadę książki poczytywać można to, że Lemowi zdarza się popadać w dygresje. Są to sytuacje wcale nierzadkie, a jeśli już pisarz zapędzi się, to bardzo daleko, i to w zagadnienia o naprawdę dużym stopniu skomplikowania. Są wartościowe, ale znacznie lepiej sprawdzałyby się w formie przypisów.

Muszę przyznać, że choć moja znajomość literatury SF ogranicza się do twórczości samego Lema i jednej książki Raya Bradbury’ego, Fantastykę i Futurologię czytałem z wypiekami na twarzy. Jest to bowiem niezwykle rzetelnie napisana książka o sile literatury, jej powinnościach i ograniczeniach. Dzieło to tym ważniejsze, że z tego, co się orientuję, na rodzimym rynku wydawniczym na próżno szukać podobnego. Zresztą: to przecież Lem – człowiek, który przysłużył się literaturze SF jak chyba nikt na świecie.

Ocena: 9/10 (wybitna).

***

Okładka: Agora S.A.

Reklamy

Stanisław Lem – ”Fantastyka i Futurologia T. 1”

Stanisław Lem - ''Fantastyka i Futurologia T. 1''Fantastyka i Futurologia to największe przedsięwzięcie naukowe Lema (dwa tomy liczą sobie dobrych 900 stron zapisanych drobną czcionką). Ten potężny esej teoretyczno- i krytycznoliteracki pisarz sporządził głównie z dwóch przyczyn: dla ustalenia możliwości literatury SF (artystycznych oraz futurologicznych), oraz zweryfikowania, w jakim stopniu autorom uprawiającym ów gatunek możliwości te udaje się spożytkować. Dodać wypada, że pisarz przed wzięciem się do dzieła zaprawił się w boju naprawdę nielicho, przeczytał bowiem ponad 70 tysięcy stron literatury SF (przy czym korzystał zarówno z dzieł wśród czytelników uznanych, jak i zagranicznych pulpowych magazynów).

Tom pierwszy obejmuje głównie roztrząsania dotyczące struktury utworów literackich, oraz samego języka, toteż są one obarczone dużym stopniem abstrakcji i skomplikowania. Pedantyczność Lema w objaśnianiu poszczególnych niuansów jest tak drobiazgowa, że czasami zahacza aż o komizm; pisarz rozbija bowiem strukturę dzieła literackiego na atomy, ba, więcej nawet – i tych atomów nie oszczędza. Wnikliwość taka niekiedy niestety gubi go; w jego wywody wkrada się chaos, dygresyjność, itd. Choć książka podzielona jest na rozdziały, a te – na podrozdziały, łatwo czytelnikowi pogubić się w gąszczu analiz. Dużo prościej byłoby przyswoić sobie zawarte w nich informacje (Autorowi zaś trzymać się tematu i nie popadać w dygresje) gdyby te ostatnie podzielić na sub-rozdziały. Brak takiego formalnego uporządkowania jest chyba najważniejszą wadą dzieła.

Można by oczekiwać, że Lem, ponieważ sam eksploatuje nurt science fiction, zastosuje w swoich analizach wobec tego gatunku literatury taryfę ulgową. Nic bardziej mylnego; obnaża banalne chwyty strukturalne, które wyrobnicy opowiadań SF stosują bez opamiętania, uniemożliwiając temu gatunkowi podźwignięcie się z pulpowego rynsztoka na wyżyny artystyczne (pokusił się nawet o sporządzenie wykazu elementów opowieści tego nurtu, na które natykając się czytelnik ma sto procent pewności, że obcuje z bezwartościowym śmieciem!). Od czasu do czasu przytacza Lem na potrzeby swoich analiz utwory SF, oraz ich fragmenty.

Trochę miejsca w swoich wywodach Lem poświęcił także samej futurologii – nauce zajmującej się prognozowaniem przyszłości. Stara się dociec, na ile literacka fikcja naukowa jest w stanie przewidzieć przyszłość, a także czy w ogóle możemy mówić o tym jako o jej powinności. Pisarz szacuje możliwości literatury w tej materii bardzo ostrożnie, podpierając się przykładami kilku znamienitych pod tym względem utworów. Tematów, które porusza, nie idzie zresztą zliczyć; nie wszystkie z nich zainteresują też przeciętnego odbiorcę – niektóre są skierowane najwyraźniej do specjalistów od literaturoznawstwa.

Ostatni rozdział tomu poświęcił Lem socjologii science fiction. Jest to rozdział najciekawszy; charakteryzuje bowiem środowisko twórców i odbiorców tego gatunku. Opowiada o tym, dlaczego literatura SF żyje niejako na uboczu literatury w ogóle, czemu w oczach czytelników utworów innego nurtu w ciemno uchodzi za literaturę niepełnowartościową, i jak znalazła się w żelaznych okowach komercji. Nie wiem, jak prezentuje się sytuacja SF dzisiaj, ale w czasach, gdy Lem pisał Fantastykę i Futurologię, była po prostu nie do pozazdroszczenia.

Nie ma sensu ukrywać: dzieło to jest dla mnie zrozumiałe tylko w części. Mimo, iż jego lektury zażywałem w skupieniu, dawkując ją sobie powoli i z ostrożnością, braki edukacyjne i próg intelektualny okazały się nie do przeskoczenia – czasami po prostu ni w ząb nie potrafiłem pojąć, o czym ten facet pisze. Wszystko to, co zrozumieć zdołałem, okazało się natomiast fascynujące. Zważywszy na to, że z gatunkiem SF (nie licząc prozy samego Lema, którą wręcz ubóstwiam) nie jestem nijak związany, jest to rzecz niesłychana.

Ocena: 9/10 (wybitna).

***

Okładka: Agora S.A.

Stanisław Lem – ”Pokój na Ziemi”

Stanisław Lem - ''Pokój na Ziemi''Niedaleka przyszłość. Członkowie wyścigu zbrojeń zabrnęli w ślepy zaułek – nowoczesne inwestycje militarne stały się tak drogie, że przekraczać zaczęły nawet możliwości finansowe supermocarstw. Celem zakończenia zimnej wojny i zaprowadzenia pokoju na Ziemi podpisano traktat zobowiązujący państwa do wysłania wszystkich swoich zasobów wojskowych na księżyc. Broń jest już na tyle nowoczesna, że zdolna do samodzielnej modyfikacji i produkcji. Pieczę nad ta operacją sprawuje niezależna Lunar Agency – bez jej wiedzy żaden kraj nie może zaczerpnąć ze swoich zasobów ani sprawdzić, w jakim stanie się znajdują. Niestety, opinia publiczna zaniepokojona jest możliwością inwazji robotów z księżyca. Ponieważ żadna z wysłanych tam ziemskich maszyn zwiadowczych nie powróciła ze swej misji, Lunar Agency wysyła tam niezawodnego Ijona Tichego.

Tak w skrócie, prezentuje się fabuła przedostatniej powieści Stanisława Lema. W dużym skrócie, warto podkreślić, ponieważ akcja, jak na zaledwie 200 stron, jest bardzo intensywna i równie zagmatwana. Pojawia się w niej sporo postaci o bardzo niejasnych motywacjach, futurystyczne urządzenia i skomplikowane terminy.

Choć nie sposób traktować serio pomysłu wywózki całego arsenału świata na księżyc, nie ulega wątpliwości, że Pokój na Ziemi zawiera w sobie pewne niezwykle istotne proroctwo: jedyną alternatywą dla samozagłady w nieustannym, wciąż przyspieszającym wyścigu zbrojeń zdaje się być dla ludzkości sytuacja globalnego, militarnego pata, stanu kruchej równowagi sił pomiędzy głowami państw trzymających się wzajemnie na celowniku apokaliptycznych bomb, co stanowi nie formę pokoju, a zaledwie jego karykaturę. Taki stan rzeczy jest nieuchronnym następstwem rozwoju technologicznego.

Wątek militarny nie jest jedynym w powieści. Dość duże znaczenie ma zabieg kallotomii (rozcięcia łączącego półkule mózgu spoidła), którego w tajemniczy sposób zaznał Tichy na księżycu. Perypetie, których na tle tego nieszczęścia doświadcza, stają się punktem wyjścia dla rozważań nad istotą świadomości, i tego, w jaki sposób ulokowana jest w mózgu. Czy można rozważać istnienie duszy, kiedy wie się, że przeprowadzenie określonego zabiegu na mózgu skutkuje zmianą osobowości, lub nawet jej rozszczepieniem?

Powieść ta, jak chyba każdy utwór opowiadający o przygodach Ijona Tichy’ego, posiada wiele akcentów humorystycznych. Nie są one tak wyraziste jak chociażby w przypadku Kongresu Futurologicznego, i może nie przyjdzie wam zrywać ze śmiechu boków podczas lektury, ale na uśmiechu z pewnością złapiecie się nie raz. Mgiełka dowcipu unosi się zresztą na kartach powieści niemal cały czas, rozmaita jest tylko jej gęstość.

Bardzo udanie wyszło Lemowi przeniesienie znacznej części akcji na księżyc. Lunarne pustkowie otoczone czarną jak smoła otchłanią kosmosu zostało odmalowane w sposób bardzo sugestywny – jego opisy są oszczędne, ale precyzyjne. Bez najmniejszego problemu idzie się wczuć w nastrój oddalenia od macierzystej Ziemi, w atmosferę kosmicznej przygody i czającego się w mrokach satelity nieokreślonego zagrożenia.

W Pokoju na Ziemi Lem po raz drugi (pierwszy raz zrobił to w powieści Niezwyciężony) wziął na warsztat niezwykły motyw nekrosfery. Choć jest to swego rodzaju delikatny autoplagiat, można Autorowi wybaczyć go z pocałowaniem ręki – o ile bowiem Niezwyciężony był dreszczowcem SF, i motyw ten służył w nim głównie budowaniu napięcia i niepokoju, o tyle Pokój na Ziemi to powieść z zacięciem filozoficznym, i nekrosfera odgrywa w niej rolę zgoła inną.

Pokój na Ziemi to prawdziwie wizjonerska powieść akcji; z pewnością zaspokoi gusta czytelnicze zarówno tych osób, które w literaturze szukają rozrywki, jak i tych poszukujących pożywki intelektualnej.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra).

***

Okładka: Agora S.A.

Stanisław Lem – ”Sknocony Kryminał”

Stanisław Lem - ''Sknocony Kryminał''Nowy Jork. Cavish, prywatny detektyw, dostaje od mężczyzny nazwiskiem Washer zlecenie zbadania podejrzanych okoliczności śmierci jego przyjaciela, Cyryla Maystersa. Kiedy detektyw przybywa na spotkanie ze zleceniodawcą, okazuje się, że ten wyzionął ducha w aucie oczekując na jego pojawienie się. Cavish kradnie z jego portfela 500 dolarów, po czym, wiedziony wyrzutami sumienia, podąża tropem ku rozwiązaniu zagadki. Pomaga mu w tym córka Washera, Zuzanna. Tak przedstawia się fabuła ”Sknoconego Kryminału” – niedokończonej powieści Stanisława Lema, znalezionej w jego archiwum już po śmierci Autora.

W powieści niemal wcale nie czuć potężnej osobowości pisarza i jego super-intelektu. Lem jawi się w niej nie jako wielki myśliciel i wizjoner, a po prostu bardzo zręczny beletrysta, który wszystkie sztuczki pisarskie ma w czubku małego palca. Doskonale wie, jak zaciekawić czytelnika, jak wodzić go za nos, zbić go z tropu i budować napięcie, jak nadać głębię głównemu bohaterowi i tchnąć życie w jego relacje z innymi postaciami.

O ile ”Śledztwo” oraz ”Katar” przełamywały schemat gatunku, o tyle niniejsza powieść to kryminał pełną gębą (jeśli nie liczyć tego, że utwór urywa się pod sam koniec, pozostawiając czytelnika zdanego na własne domysły, co z tradycją kryminału stoi w jaskrawej sprzeczności, ale co też nie było celowym zabiegiem ze strony autora). Zawiera wszystkie klasyczne dla tego gatunku elementy: samotnego i steranego życiem detektywa, bezowocną znajomość z piękną kobietą, pieniądze, wiele dialogów, mnożące się tajemnice, ścielącego się gęsto trupa i wartką akcję. Powieść nie posiada też żadnego głębszego tła filozoficznego, brakuje w niej też górnolotnych opisów przyrody, itd. Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że jest to jedyna powieść Lema w pełni kwalifikująca się do kanonu literatury czysto rozrywkowej.

”Sknocony Kryminał” jest wielce interesujący z jednego jeszcze powodu: daje wgląd w proces twórczy Lema. W druku uwzględniono kursywą alternatywne wersje wydarzeń, a nawet sporządzone na gorąco, ledwo zrozumiałe notatki dotyczące dalszego rozwoju akcji. Dla osób interesujących się warsztatem pisarskim Lema, który wszystkie swoje brudnopisy spalił przed śmiercią, jest to niuans bezcenny.

W tomie znalazły się również dyktanda Stanisława Lema, którymi uczył swego siostrzeńca Michasia zasad ortografii. Nie są to nudne jak flaki z olejem teksty, którymi po dziś dzień katuje się uczniów szkół podstawowych, a porywające, i utrzymane głównie w makabrycznym tonie humoreski. Pojawiają się w nich asocjacje, gierki słowne, zdumiewające absurdy, zawijasy językowe (dzięki temu wielką przyjemność sprawia czytanie ich na głos), ciekawe wyrazy, itd. Każdy z tych kilkudziesięciu utworków stanowi więc małe dziełko sztuki.

Humorystyczny wydźwięk ma również krótka sztuka bezlitośnie ośmieszająca socjalizm i jego piewców. Podczas jej czytania uśmiech nie schodził mi z twarzy. Podobno sam Lem od czasu do czasu odczytywał ją głośno, modulując głos, by ulżyć swej frustracji (utwór trzymał schowany właśnie w maszynopisie ”Sknoconego Kryminału”).

Jeśli przepadacie za kryminałami, i jesteście ciekawi, jak to jest, gdy akcja dobrego utworu urywa się w kulminacyjnym momencie pozostawiając was zdanymi na własne domysły i wyobraźnię – ”Sknocony Kryminał” jest powieścią dla was. Nie jest to w żadnym wypadku literatura wielka (nie była zresztą nawet w założeniach być tworem ambitnym), ale czytadło z niej bardzo przyzwoite. Warto również nabyć tom z uwagi na kunsztowne ”Dyktanda…” – kto wie, czy wasze dzieci nie będą potrzebowały wyrafinowanych lekcji zasad ortografii?

Ocena: 7/10 (bardzo dobra).

***

Okładka: Agora S.A.

Stanisław Lem – ”Eden”

Stanisław Lem - ''Eden''Podróżująca rakietą grupa astronautów rozbija się na planecie Eden. Na szczęście wszyscy przeżywają katastrofę, a wehikuł okazuje się uszkodzony w stopniu umożliwiającym naprawę. Ta wymaga jednak czasu, podróżnicy zmuszeni są więc zorganizować sobie przestrzeń życiową. Wiedzeni potrzebą znalezienia wody oraz zwyczajną ludzką ciekawością wyruszają w głąb planety. Ta okazuje się być zamieszkana przez inteligentne formy życia, i skrywać wiele tajemnic.

Motywem przewodnim powieści jest interakcja człowieka z obcą, kosmiczną cywilizacją. W miarę, jak astronauci rozwiązują kolejne sekrety Edenu, położenie jego mieszkańców maluje im się w coraz bardziej ponurych barwach. Emocje skłaniają ich do interwencji w ich strukturę społeczną, rozsądek jednak odwodzi ich od niej, podpowiadając, by nie oceniać ludzką miarą spraw, które nabierały kształtu z dala od ludzkości. Pytanie o to, czy obce sobie cywilizacje posiadać mogą wspólne wartości, oraz czy są w stanie uszczęśliwiać się nawzajem, odbija się na stronach powieści szerokim echem.

Ważkim problemem, który pojawia się w ”Edenie” jest także (aktualna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej) kwestia biotechnologii – tego, jakie mogą być skutki stosowania jej do ulepszenia złożonych i inteligentnych form życia. Jest to droga ku zgubie, czy też wyjście lepszemu jutru na przywitanie z szeroko otwartymi ramionami? Poszukiwanie odpowiedzi wraz z bohaterami jest rzeczą bardzo przyjemną. Natykają się na wiele niebezpieczeństw, przeżywają liczne i bardzo ekscytujące przygody. Osobiście w ”Edenie” widzę powieść przygodową z solidnym tłem filozoficznym, choć pobrzmiewają w niej także inne gatunki literackie: sensacja, kryminał, a nawet horror.

Bardzo powiodło się Lemowi stworzenie gęstej atmosfery świata nieprzyjaznego człowiekowi w swej obcości, dziwności i tajemniczości. Podczas czytania nieustannie towarzyszyło mi delikatne poczucie zagrożenia oraz intensywna ciekawość tego, co wydarzy się dalej. Podczas przerwy w czytaniu nie raz snułem w wyobraźni potencjalne rozwiązania rozmaitych wątków.

Niestety, ”Eden” posiada kilka bardzo istotnych wad. Postaci są nie tyle nawet pozbawione głębi, co po prostu płaskie i zwyczajnie nie sposób się z nimi zżyć (wyjątek stanowią osoby chłodnego racjonalisty Inżyniera, oraz poczciwego i dobrodusznego Doktora), akcja początkowo toczy się dość topornie, a inteligentni mieszkańcy planety mają absurdalną i groteskową, komiczną wręcz fizjonomię. Także dialogi wypadają na ogół drętwo, sztucznie, jakby wypowiadały je roboty (pardon, już Trurl i Kalpaucjusz, mechaniczni bohaterowie ”Cyberiady”, mieli w sobie znacznie więcej życia i ludzkiej charyzmy niż cała ta grupka kosmonautów razem wzięta). Największą bolączkę książki stanowią jednak długie, acz niezbyt przemawiające do wyobraźni – bo i zbyt zawiłe – opisy. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że odmalowywanie słowami środowiska obcej planety oraz zachodzących na niej zjawisk siłą rzeczy jest wyzwaniem bardzo trudnym. Przeczytałem jednak wystarczającą ilość dzieł Lema, by wiedzieć, że potrafi on tego dokonać – wizualizować czytelnikowi rzeczy niesłychane i cuda-niewidy. Niestety, w przypadku ”Edenu” pisarz najzwyczajniej w świecie nie stanął na wysokości zadania. Rzecz wymagała ogromnego doświadczenia pisarskiego, którego wtedy jeszcze nie posiadał.

Czytanie ”Edenu” początkowo wymaga od czytelnika sporej dozy samozaparcia; jeśli jednak wykaże się nim, powieść odsłoni przed nim swoje – naprawdę nieliche – walory. Warto przeczytać ją dla przeżycia niezwykłej przygody i dla wejścia na drogę pytania o nasze – ludzi – miejsce we Wszechświecie jako potencjalnym zbiorowisku niezwykłych społeczności.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra).

***

Okładka: Agora S.A.

Stanisław Lem – ”Niezwyciężony”

Stanisław Lem - ''Niezwyciężony''Na pustynną planetę Regis III przybywa statek kosmiczny Niezwyciężony. Jego załoga ma za zadanie ustalić, co stało się z krążownikiem Kondor, który wylądował tam kilka miesięcy wcześniej, ale przepadł bez wieści. Astronauci wyruszają na poszukiwania; podczas ekspedycji natrafiają na dziwaczne struktury przypominające ruiny miasta, dokonują też niepokojącego ustalenia, że z jakiegoś powodu życie na planecie rozwija się wyłącznie w oceanie. Wkrótce udaje im się też odnaleźć zaginiony statek. Niestety, okazuje się, że cała jego załoga zginęła, uprzednio pogrążając się w dziwacznym szaleństwie. Ziemianie badają planetę, by ustalić, co doprowadziło do tragedii.

Jednym z największych walorów ”Niezwyciężonego” jest perfekcyjnie stopniowane napięcie. Powieść od samego początku spowija aura niepokojącej tajemnicy, która szybko przechodzi w poczucie zagrożenia, zaszczucia wręcz cichą obecnością agresora – na początku niezidentyfikowanego, potem co prawda znanego, ale już przerażająco nieludzkiego i zabójczego. Koncepcja Obcego wzbudziła we mnie zachwyt – jest bardzo oryginalna, pozbawiona jakiejkolwiek pokraczności i przedstawiona w sposób mistrzowski.

Największą bolączką powieści jest dość płytki psychologizm postaci. Są one niemal doszczętnie wyprane z ziemskiej przeszłości i posiadają słabo zarysowane osobowości oraz (poza trzema wyjątkami) motywacje. Relacje pomiędzy nimi – nie licząc więzi łączącej głównego bohatera, nawigatora Rohana z dowódcą Horpachem – także są znikome, zarysowane ledwo-ledwo, jakby z czystego przymusu. Nie polubiłem ani nie zżyłem się z żadnym z bohaterów powieści, jakkolwiek od początku do niemal końca kibicowałem ich gromadnym poczynaniom.

Tutaj rodzi się pewne pytanie: mianowicie, jakim konkretnie poczynaniom człowieka kibicowałem, i co mówi to o mnie samym? Roszczeniowej postawie, która zakłada, że skoro człowiek osiągnął tak wysoki postęp, że dotarł na inną planetę, to należy mu się panowanie nad nią? Bezsensownej, bo wynikającej tylko z zacietrzewienia i agresji zemście? Tak. Wstyd przyznać, ale przez długi czas tak właśnie było. Chwila opamiętania nadeszła dopiero później, kiedy wraz z bohaterami zabrnąłem w tą kosmiczną kabałę zbyt daleko, by wycofać się z niej z godnością.

Warstwa filozoficzna ”Niezwyciężonego” nie jest tak rozbudowana jak w większości najlepszych utworów Lema, ale i tutaj padają (choć bardziej między wierszami) istotne pytania. Tym razem kwestia dotyczy tego, czy człowiek jest w stanie zaoferować cokolwiek innym cywilizacjom i światom, czy też potrafi tylko eksploatować je dla własnych korzyści? Odpowiedzi domaga się również pytanie o to, czy miejsce człowieka rzeczywiście jest wszędzie tam, gdzie dotrze, i gdzie będzie w stanie osiągnąć dominację, oraz czy warto przeprowadzać takie siłowe podboje za cenę człowieczeństwa.

Lem napisał ”Niezwyciężonego” językiem pozbawionym większej kwiecistości, dość konkretnym, chwilami może nawet nieco suchym. Wyszło to jednak utworowi na dobre – pasuje bowiem jak ulał do wartkiej akcji. Ponieważ ta rozgrywa się na planecie pustynnej, nie ma również zbyt wielu spowalniających ją, nadmiernie rozbudowanych opisów przyrody. Specjalistyczne terminy, których jest tutaj całkiem sporo, początkowo mogą drażnić czytelnika pozbawionego obejścia z SF, ale po kilkunastu stronach idzie się do nich przyzwyczaić.

”Niezwyciężony” to sensacyjny dreszczowiec SF. Z całą pewnością nie jest lekturą lekką, ale za to bardzo przyjemną. Wprost nie sposób się od niej oderwać, a gdy już się kończy, pozostawia po sobie ogromny niedosyt. Jest to jednocześnie jedna z książek Mistrza, która świetnie nadaje się do rozpoczęcia przygody z jego twórczością.

Ocena: 8/10 (rewelacyjna).

***

Okładka: Agora S.A.

Stanisław Lem – ”Kongres Futurologiczny”; ”Opowiadania Ijona Tichego”

Stanisław Lem - ''Kongres Futurologiczny''; ''Opowiadania Ijona Tichego''Bliżej niesprecyzowana, niedaleka przyszłość. Ijon Tichy, galaktyczny globetrotter, dostaje zaproszenie na odbywający się w Costaricanie Ósmy Światowy Kongres Futurologiczny. Spotkanie to, zrzeszające najtęższe umysły świata, służy debacie nad największymi problemami ludzkości: przeludnieniem i niestabilnością polityczną. Niestety, w trakcie posiedzenia dochodzi do wybuchu wojny domowej. Tichy, wraz z grupą ludzi, kryje się w kanałach. Użyte do zgaszenia buntu substancje halucynogenne docierają tam i wprawiają bohatera w szereg niezwykłych wizji. Ujrzy w nich ponury świat przyszłości, w którym szczęście społeczeństwa całkowicie uzależnione jest od aplikowanych mu substancji chemicznych.

Zacznijmy od tego, że ”Kongres Futurologiczny” jest chyba najzabawniejszą ze wszystkich książek Lema. Podczas lektury masę razy łapałem się na uśmiechu, kilka razy zdarzyło mi się nawet (rzecz w moim przypadku nader rzadka) zarechotać w głos. Ale humor ten, choć pierwszorzędny, jest dość specyficzny: ma głównie zabarwienie wisielcze i (to przede wszystkim) groteskowe, toteż nie każdemu przypadnie do gustu. Rodzynkami w tym pysznym cieście są natomiast błyskotliwe i dowcipne neologizmy, które Lem stworzył na potrzebę nazwania całej masy wpływających na świadomość ludzką preparatów chemicznych oraz zjawisk, żeby wymienić chociaż dwułagodek dobruchanu i psywilizację (cywilizacja, której funkcjonowanie oparte jest na środkach psychoaktywnych).

Największym fenomenem ”Kongresu Futurologicznego” jest jednak to, że za fikuśnie powiewającą zasłoną dowcipu skrywa prawdziwie druzgocące przesłanie. Wizja społeczeństwa, które ogłupia się iluzją (i które pozwala się ogłupiać z pocałowaniem ręki) by uczynić jego egzystencję znośną, jest nam, ludziom XXI wieku bliższa, niż początkowo można by sądzić. Ile czasu pozostawia ludzkość każdego dnia na kanapie, przed telewizorem, oglądając bezwartościowe programy? Ile antydepresantów, narkotyków i alkoholu zażywa się dziennie, by znieczulić się na troski? Potrzeba ucieczki od twardej rzeczywistości życia codziennego staje się jedną z największych potrzeb cywilizacyjnych, a nauka (w tym również farmakologia) każdego dnia przynosi nowe odkrycia, toteż pesymistyczna wizja Lema wydaje się tylko urealniać – choć oczywiście w najmniejszym stopniu nie wierzę, by kiedykolwiek zdołała ziścić się całkowicie i w tej właśnie formie, którą zaproponował pisarz (przy czym jej przejaskrawienie wydaje mi się zabiegiem celowym).

”Kongres Futurologiczny” posiada w moim odczuciu jedną tylko wadę: niektóre wydarzenia rozgrywające się w początkowych partiach utworu opisane zostały w sposób dość chaotyczny; akcja pędzi na łeb, na szyję, wymykając się plastycznemu opisowi, przy czym wzbudza u czytelnika dezorientację. Sam kilkukrotnie, pomimo uważnej lektury, musiałem cofać się o stronę wstecz, by upewnić się, że dobrze zrozumiałem jej treść.

W tomie znajduje się również pakiet opowiadań, których bohaterem jest Tichy, a które w niniejszej edycji dzieł zebranych Lema nie weszły w skład ”Dzienników Gwiazdowych”. Nasz bohater odwiedza w nich szpital dla umysłowo chorych robotów, laboratorium szalonego naukowca (utwór ten posiada tajemnicze i niepokojące zakończenie na modłę Lovecraftowską!), i planetę, której społeczności by utrzymać stabilizację, zmuszone są podtrzymywać przy życiu zagrażającego im smoka. Utwory te utrzymane są w groteskowym i humorystycznym tonie ”Kongresu…”, i tak jak on skłaniają do refleksji.

Gorąco polecam książkę wszystkim miłośnikom Lema i wielbicielom groteski. Ten utwór to literacka jazda bez trzymanki prosto w ślepy zaułek przyszłości. Po tym, jak pozbieracie się po kolizji z nim, z pewnością zechcecie przeżyć ją raz jeszcze.

Ocena: 9/10 (wybitna).

***

Okładka: Agora S.A.