Archiwum kategorii: Wiersze

Wierszyki #8

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 19 marca a 31 lipca 2018 roku.

***

Nocne Niebo

Zabłądzić spojrzeniem
Na nocnym niebie
I do końca życia
Nie znaleźć wyjścia

To na pewno lepsze
Niż spróbować oko
Przymknąć na ten ogrom

***

Niewiedza

Ja tak naprawdę
Nic nie rozumiem
Niczego nie wiem
I nie chcę od życia
Już nic więcej
Niż śmiać się z tego
I zarażać tym śmiechem

***

Kroplówka

Jak kroplówka
W te dni letnie
Potrzebna mi
Deszczówka

***

Letni Grom

Letni grom pogruchotał ciszę
Ten szkielet dawnych dni
Teraz niech ich kości
Dokończą dzieła

***

Kryjówka

Jak mysz pod miotłą
Skrywam się cicho
Za swoimi powiekami
Nie znajdzie mnie tam licho

***

W Drodze

Znów do Ciebie zdążam
Na żelaznych pociągu kołach
Jak na skrzydłach
W każdej chwili
Wyskakuję z okna
Bo sam być może
Szybciej bym dobiegł
Ku Tobie

***

Gorączka

Pozdrawiam Cię
Płytki Wrocławski śnie
Gorączko duszy
Nasyć się mną, straw mnie
Zabierz żywcem do nieba
Zanieczyszczonego świetlnie
Należy mi się
Jak psu buda

Reklamy

Wierszyki #7

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 1 stycznia a 18 marca 2018 roku.

***

Sen na Jawie

Byłem w swym żywiole
Jak lunatyk
Co w piżamie nocnej
Zaszedł aż na księżyc
I teraz patrząc ku Ziemi
Sennym wzrokiem
Kłopocze się nad tym
Jak wrócić z powrotem
Jakby nie dość
Było zmartwień!
Cóż, do życia trzeba
Mieć zdrowie
Kosmonauty!

***

Trumna

Życie to trumna
Dla tego
Co nie umarł
(Jeszcze)

***

Uśmiech Losu

Czytałem książkę
Pochyliłem głowę
Wypadł mi z ucha
Samorodek
Szczerozłoty!
A to coś!
Ależ szczodry
Bywa los!

***

Ogródek

Mam swój prywatny
Mały ogródek
Pielęgnuje w nim
Wszelkie urazy
Motyczką rozdrapuję
Stare rany
Wyrywam kwiaty
Pielęgnuje chwasty

W moim ogródku
Zawsze świeci słońce
Nic nigdy nie będzie
Nikomu wybaczone

***

Śnieg

W blasku księżyca
Migocze śnieg
Musi być z minus
Dziesięć stopni

Chętnie bym przyćpał
Kilka ściech
Mroźnego pyłu
By wreszcie odżyć

Za długo chyba
Na jawie śnię
O cieple tropików
I zapachu forsy

***

Tęsknoty

To chyba tęsknota
Za tym miastem pozwala
Na nowo narodzić
Mi się dla świata

***

Bordo

Muchomora w kropki bordo
Żułbym zgrabnie
Kręcąc mordą

***

Oddech

Wyjdźcie stąd
Zróbcie trochę miejsca
Dajcie mi odetchnąć
I sam na sam wreszcie
Pobyć z tlenem

***

Poszukiwania

Ktokolwiek widział
Ktokolwiek wie
Gdzie jest moja
Serdeczna krew
Ta którą dałem
Wyszminkować usta
Swojej byłej

Czyje zdobi
Dziś policzki?

Gdzie jest oddech
Bo go tracę
Goniąc ciągle
Dzień wczorajszy?

***

Filozof

O kant dupy potłuc
Cały ten
Kamień filozoficzny

***

Pielgrzym

Jestem pielgrzymem
Który każdym krokiem
Płaci cenę
Za swe lenistwo
Bo nawet nie chce
Wyjąć mu się
Z buta kamieni

Ale na jakiej ścieżce!

***

Gilgotanie

Idę na dwór połaskotać
Nagie stopy pani wiosny
Co wystają jej spod kołdry
Śniegu, na pieszczotę słońca

***

Hej, Drogo!

Hej drogo, tyle już za nami
Może zamienimy się miejscami?
Hej drogo, bo cię kopnę w kamień
Teraz ja chciałbym biec kilometrami

***

Spojrzenie

Patrzę przed siebie
Ale nie widzę
Nic poza swoim spojrzeniem
Mój wzrok
Zasłania mi wszystko

***

Mona Lisa się Uśmiecha

Mona Lisa się uśmiecha
Czyżby do kosmatych myśli?
Może do materii sedna?
Przecież tchnął ją sam da Vinci

Oczy jej brązowe bacznie
Śledzą wszystkie moje ruchy
Z mroku nocnej wyobraźni
Która cała dziś jej płótnem

***

Przemijanie

Życie przemija bezustannie
W najdrobniejszych szczegółach
Spoglądam przez lupę na detale
I szukam wiary w cuda

Znajduje tylko dziejów patynę
Grynszpan oraz rdzę
Staram się chwytać chwilę
Ale opadają ręce!

***

Słoneczny Dzień

Słoneczny tak że pragnę żyć
Wiosenny dzień
Najlepszy jest na śmierć

***

Czekanie

Pogrywają czasem zegary
Przy pomocy wskazówek
Jak dwoje tenisowych graczy
Odbijają każdą sekundę

Grobową ciszę pieści tykanie
Tą samą ciszę, co kłamie jak z nut
Jako stały tej chwili bywalec
Wciąż czekam na cud

***

Zieleń Była Wszechobecna

Skoszonej trawy zapach
Łaskotał nasze gardła
Zachrypnięte od rozmów
O ładnych koleżankach
Poprzez korony drzew
Przemawiał wielki czerwiec
Zza otwartych okien
Długiego budynku szkoły
Kłócił się z nim dzwonek
Na ostatnią lekcję
W cieniu kłębili się uczniowie
I nikt nie wiedział jeszcze
Że niby w złoto ołów
Ten moment krzepnie
W reminiscencje

Przyszedł taki dzień że w pień
Wycięto prawie wszystkie drzewa
Zieleń była wszechobecna
Zostały mi już po niej
Tylko wiecznie zielone
Wspomnienia

Wierszyki #6

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 1 sierpnia a 31 grudnia 2017 roku.

***

Sromotnik

Posłuchaj mnie człowieku
Na sromoty
Najlepszy jest muchomor
Sromotnikowy

Jak nie wierzysz
Spytaj sam
Niejeden co przeżył
Mówił że smak
Ma najlepszy ze wszystkich
Które jadł

***

Muchomory

Muchomory czerwone
W kropki białe
Przez jesień złotą
Namalowane
Rosną cicho
Całymi setkami
Margines rzeczywistości
Wytyczając

Góruje nad nimi
Mimochodem jakby
Więc cudownie
Świata sprawy
Zieleń drzew
I niebieski firmament

(W podświadomości
Też ich pełno
I chyba dlatego
Tak często
Zamiast humoru
Mam muchomora)

***

Zmartwychwstanie

Wczorajszym dniem
Zmęczony tak
Że chce się żyć
Zabijam czas
Konaniem z miłości

***

Gaszenie Ogniska

Jest nieźle gdy
Dogasające zgliszcza dnia
Chlusnąć zimnym
Blaskiem księżyca

***

Ciężary

Nawet w smutku
Lekki wspomnieniem
Niczym piórko
Co ku górze
Ciągnie kotwicę

***

Pornografia

Jest to rozbój
W biały dzień
Choć właściwie
Przypadkowy

Romans cieni
Trojga ludzi
Na przystanku
Tramwajowym

***

Sekret

Życie może zacząć się
Po raz drugi
Może zdarzyć się
Ten cud

Gdy człowiek pojmie
Że to tajemnica
I że umrze głupi
Niczym but

***

Amen

Będę tym
Który przechodzi pomimo
Serca kobiety
Monolitu
Zimnej jego
Obojętności
Co trawi go samego

***

Przeklęci

Czasami
Samotność i dusza
To jedno i to samo

***

Kwadratura Koła

Fortuna kołem się toczy
U mnie jakby kwadratem
Aż kole w oczy

***

Myszkowanie

Trochę mnie tu
Trochę mnie tam
Ale najmniej
W swej samotni
Myślami myszkuję
Sobie do woli
Zwiedzam domy
Starych znajomych
I dawne szkoły

***

Bajka

Biały kruk przycupnął
Na czarnej owcy
Co była wilkiem
W owczej skórze
A ponieważ dookoła
Były wrony
Musiał krakać
Jak i one
I wykrakał

***

Wniebowstąpienia

Za każdym razem
Gdy ktoś myśli
O mnie zgrabnie
Wspominając stare czasy
Jestem w niebie
Choć niestety
O tym nie wiem

***

Przyszłość

Majaczy we mgle
Zamek z piasku
A morze podmywa go
Dostojnie

Wierszyki #5

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 23 lutego a 31 lipca 2017 roku.

***

Fakt

Kończy mi się czas
W klepsydrze
Jak w butelce rum

***

Ideały

Ideały są od tego
Żeby mazać po nich sprejem
Albo szminką
Pentagramy
Czy to róż
Czerń, czy czerwień

***

Ogryzek

Przemieniła
W ogryzek
Moją duszę
Kiedy napoczęła
Mnie pocałunkiem

***

Rusałka Admirał

A przecież
Opisać w wierszu uczucie
To jak zwrócić
Wolność motylowi
Co o szybę tłucze
W słoneczny dzień
Wiosny duszy

A czasem, a czasem
Jak ćmę spod klosza

***

Milczek

Milczenie w kropki
Milczenie łaciate
Milczenie w paski
Czarno białe
Jak zebry, jak krowy
Co muczą na łące
Uskuteczniamy razem

***

Impreza

Wszystko to tylko
Kolorowe baloniki
Marzeń i wygodnych
Kłamstw proszących się
Swą lekkością
O ukłucie szpilki

***

Rarytasy

Łyżeczką od kokainy
Zajadam brud
Spod szponów miasta
Różowo pomalowanych
Jest i pył gwiezdny
I cynamon

***

Kredka

Kolor twych perfum
To niesamowite
Przez chwilę byłem pewien
Że spryskasz się absyntem
Dobry i taki
Kolor nadziei
Lepszy znacznie
Niż barwa zieleni
Ruderalnej
Co się panoszy
Na mym grobie
W wizji przyszłości

Wierszyki #4

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 1 stycznia a 22 lutym 2017 roku.

***

Widelczyk

Zajadam życie
Małym widelczykiem
Dodawanym do frytek

Żółtym
Niebieskim

***

Senność

Świadomość faluje
Na powierzchni oceanu
Gdy zasypiam

Szczęścia kupię
Jutro całą furę
Za smutku fortunę

***

Szlag

A niech to poezji
Szlag trafi
To wszystko
Od promieni słońca
Co przebiły się
Przez chmurę
I zabłysły w kropli
Deszczówki
Co zwisa z listka
Po dwa słowa
Najpiękniejsze
W świecie:
Moja dziewczyna

***

Zegarmistrz

Na figurkach krasnali
Zieleni się czas
Przeżywa na nich
Drugą swą młodość
Ach jakbym chciał
Odnaleźć je wszystkie
Gdy uwodzimy raz
Chwilę
Raz ona nas

Już doczekać nie mogę
Tego co dojrzę
Z wysokości wspomnienia
W które ten moment
Zamieni jutra
Niewinny czar

Tymczasem zapomnę się
Akuratnie
W samą porę
Punktualnie

***

Miasto Spotkań

Labirynt uliczek
Pełen sklepów, księgarń
Kawiarń, kościołów
Wije się cały
Zapraszająco
Choć i zgub się
Nie pożałujesz
To właśnie szepcze
Każdy zaułek

Od ciebie zależy
Co zrobisz z tym życiem
Które da ci twa zguba
Nim pryśnie
Lecz gdybym był tobą
W tej sytuacji
To nim drogę
Odnalazłbym
W muzeum gdzie czas
Uciął drzemkę
I śni o jabłonce
Co kwitnie kwietniem
Na paluszkach
By go nie zbudzić
Chodziłbym
Jak zepsuty budzik
Tanecznym krokiem
Sobie a muzom

Rankiem wyjdę
I na chwilę zaginę
Zboczę na życia
Niebieski margines
Stanę się duchem
Co się snuje
Po ulicach
Spotkań miasta
Jak fantazja
W głowie ucznia
Który pisze sprawdzian

***

Banał

Popaść w banał
Zjeść zęby
Na zjadaniu
Własnego ogona
Zrymowane
Doskonale
Teraz można
Już żyć dalej

***

Z Boku Na Bok

Poduszka z marzenia
Kołdra ze wspomnienia
Tylko śpię – na podłodze

***

Młodość

Ile trwa młodość?
Tyle, co skok z okna
Nowoczesnego
Apartamentowca
Chociaż głowa
Cała w skowronkach
I te w podbrzuszu motylki
Z miłości do chwili

***

Filozofia Spod Prysznica

Dobrze zmyć z siebie
Brud smutku
Prysznicem szczęścia
Choćby zimnym
Podczas kiedy
Wolę letni

***

Narcyz

Zapatrzony
W cuda niewidy
I w odbicia
W nich swego oblicza
Uśmiech świeży
Swój podziwiam
Miast przećwiczyć
Kilka min
Dobrych w sam raz
Do złej gry
Jak niejeden
Zrobiłby

***

Nocą Przy Otwartym Oknie

Miasta oddech
Zimny, miarowy
Otwartym oknem
Owiewa me stopy
Opowiada bajkę
Na dobranoc
Gdy z wrażeń nadmiaru
Nie mogę zasnąć
Rzecz o ludziach
Którzy nocą
Pod spódnicą
Jej mroku
Usiłują żyć jak nikt
Wcześniej nigdy

Chcieliby!

A gdy wychodzą
Przed kluby
By zapalić szlugi
Patrzą w blady
Luny uśmiech
Odwzajemniając go
W półśnie
Tak pojmując
Że to za to
Zaprzedali
Nocy duszę

***

Latawiec

Ruszył pociąg
Oprowadzam
Duszę wzrokiem
Po pejzażach
Niby wolna
Lecz naprawdę
Gdyby ktoś
Spojrzał uważniej
Odkryłby
Że to latawiec
Na uwięzi oczu

Wierszyki #3

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 23 października a 31 grudnia 2016.

***

Obłęd

Chciałbym całkiem
Zwariować w końcu
W sklepie za chipsy
Spróbować zapłacić
Złotymi liśćmi klonu

***

Wystarczy

Grzechy swe
Utulić do snu
I pijąc kawę
Patrzeć jak śpią

***

Srebrna Dolarówka

W wodach fontann
Leży połyskując
Wśród innych monet
Oblicze księżyca
W pełni

Fortuna cała
Solarne złoto
Wymienione
Na lunarne srebro
W podejrzanym
Kantorze nocy
Spróbuj tylko
Podnieść ją ręką

***

Zwiędnięcie

Nie ma nic
Smutniejszego
Niż kiedy
Ktoś nie dożywa
Wiosny
Za którą tęskni
Patrząc zimą
Przez okno domu
Jak pada śnieg

***

Czyścioch

Kąpieli słonecznej
Zażywam zimą
Hartuje ducha
Na śnieżną biel

***

Buda

Nie miałem siły na dumę
Ciągle byłem duchem
Psem co miał swą budę
Pod jej łóżkiem

***

Szachownica

Pokochałem Cię
Gdy zacząłem się zastanawiać
Jaka właściwie barwa
Pasuje do Ciebie w szachach
Biała czy czarna

***

Zasypianie

Kołyszą się linie
Wysokiego napięcia
I jakby na nich trwa
Gonitwa mych myśli
Ślimaków wyścig

Wierszyki #2

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 1 czerwca a 22 października 2016.

***

Sąd

Stawiam niejedną sprawę
Na ostrzu wskazówki zegara
Co strzeże godziny
Czwartej nad ranem

***

W Zalążku

Wieczór poronił noc
Przyszła na świat
Rozkosznie martwa

Odgarniam ją
Leniwym ręki ruchem
Jak nad ranem muchę

***

Z Wiatrem

Że też nie pojąłem
Tego wcześniej
Że szaleje
We mnie wiecznie
Październikowa wichura
Wydechów i westchnień

I że czasem
Wsłuchać się w nie
To jak się trzymać
Samego życia
W jego największych
Porywach

***

Wymagania

Należy mi się
Jak mało co
Na zdjętym
Z pleców ciężarze
Usiąść i odpocząć

I może otchłań
Czarna dziura
Jak psu buda
Gdzieś na końcu

***

Wrzesień

Ptaki na swych skrzydłach
Zabierają
Lato hen
Do ciepłych krajów

W wysokich łanach
Kukurydzy
Nie skryję wzroku
Więcej przed
Żadną z pokus
Już zżęto je!

***

Po Trzech Lufach

Whiskey płynie
W moich żyłach
Nie krew
Jeśli mam
Przelewać ją więc
Niech to będzie
Szczytny cel

***

Majak

Cichy prostokąt
Pomarańczowego światła
Wschodzącego słońca
Na ścianach
To najlepsza
Kołysanka
Dla nocnego marka

***

Przez Okno

Leniwe opary
Mgły nad rzeką
To jakby ziewa
Rzeczywistość
Co zaspała do pracy

Zgasły płomyki
Maków wzdłuż torów
Jak świeczki na torcie
Jak znicze na grobie?

***

Pamiątka

Po takich chwilach
Zapomnienia
W sklepach
Z suwenirami
Kupić można
Nawet po przecenie
Samą wieczność
Na pamiątkę

***

Zejście

A może lepiej
Schodząc z nieba
Na ziemię
Z pokoju numer osiem
Po schodach w dół
Potknąć się o próg
I skręcić kark
Tu chwilo trwaj
Tam może rak

***

Szczęśliwa Moneta

W światłocieniu
Naszej miłości
Błyszczy
Moneta szczęśliwa
Kiedyś tak polerowana
Dziś zaśniedziała
Chyba cała jej wartość
Już w grynszpanie

***

Zimne Poty

Krystalicznie czysty
Brud mentalny
Krew mrozi w żyłach
Pokrywa kark szronem

Chyba muszę
Odchorować
Dzieciństwo dopiero
Dla miłości
Porzucone

Rażą moje ciało
Pioruny dreszczy
Lodowate
Niczym sople

Rozum w lodówce
Turystycznej
Własnej głowy
Zmarzł na kość
Niezgody

***

Zielona Opaska

Poczekalnia szpitalna
Gra piosenka z radia
Golec Orkiestra
Sanitariusz śpiewa
Tam gdzie jest to
Kretowisko
Będzie stał
Jego bar
Ja czekam aż
Wyjdzie brat
Drgawki i skurcze
Strach

Na korytarzu
Trajkoczą stare baby
Cała reszta
Milczeć potrafi
Dostojną ciszę
Ale jedno ich słowo
Od niej cięższe
Na wadze Temidy
O oczach przewiązanych
Różową opaską
Jak do zabaw
Sado-maso

Jest już noc
I siąpi deszcz
Ciało gdzie dusza
Rzadka rzecz
Cymesy z automatu
Batony i napoje
Puste kalorie
Ale pełen żołądek
Brat już przyszedł
Jak to dobrze

***

Nocna Jazda Autem

Czasami
Żyć chciałbym
Już zawsze
W rzeczywistości
Odbicia nocy
i oranżu lamp sodowych
W skropionym deszczem
Lusterku auta
Wujka K.