Rozmowy z Wierzącymi

Rozmowa o wierze pomiędzy ateistą a wierzącym zawsze jest bardzo niezręczna. Obie strony sądzą, że druga z nich jest w ogromnym błędzie, i obie starają się dać to sobie odczuć możliwie najłagodniej, ale jednocześnie możliwie najdosadniej. Z uwagi na delikatność tejże materii uważam, że co najmniej drobnych przykrości na tym tle uniknąć nie sposób.

Rozmowy z wierzącymi fascynowały mnie kiedyś, obecnie jednak nie interesują mnie w najmniejszym nawet stopniu. Są to dyskusje, na których w 99 procentach przypadków żadna ze stron nie jest w stanie nijak skorzystać. Od jakichś pięciu lat nie dowiedziałem się z nich niczego nowego. Schemat również zawsze jest ten sam: wierzący najpierw przytacza swoje argumenty, a potem, nie wytrzymując siły moich, stwierdza rozbrajająco, że ”Bóg jest nieogarniony a my jesteśmy tylko ludźmi”. Nietzsche pisał, że tego, w co ktoś uwierzył bez dowodów, dowodami obalić nie sposób (nawet dowodami z logiki), i bazując na swoich doświadczeniach zgadzam się z nim w tej kwestii całkowicie. Ja z kolei nigdy nie uwierzę w istnienie wszechmocnej, miłosiernej, samoświadomej siły, która posiada jakiś istotny powód, by nie komunikować się z istotami rzekomo stworzonymi przez nią na swoje podobieństwo.  Rozmowy z Wierzącymi (1)Uważam, że wiara w Boga jest urojeniem, które z uwagi na swoje rozpowszechnienie (uwarunkowane konstrukcją ludzkiej psychiki) jest tak powszechne, że stało się ogólnie przyjętą normą. Wikipedia definiuje urojenia jako zaburzenia treści myślenia polegające na fałszywych przekonaniach, błędnych sądach, odpornych na wszelką argumentację i podtrzymywane mimo obecności dowodów wskazujących na ich nieprawdziwość. Ponieważ nie ma żadnych dowodów na istnienie Boga, Biblia (i inne święte księgi) pełna jest jaskrawych sprzeczności, a miliardy ludzi wierzy w Stwórcę, definicja ta odpowiada ich wierze. Warto również przypomnieć, że istnieje nieskończona ilość rzeczy, których istnienia nie da się dowieść ani obalić, toteż dowodzenie ich istnienia jest obowiązkiem ludzi o ich istnieniu przekonanych. Jeśli spieram się z kimś na temat istnienia jednorożców, absurdem byłoby zwiedzanie z nim całego świata tylko po to, by udowodnić mu, że nigdzie ich nie ma. Jeśli ktoś twierdzi, że jednorożce istnieją, niech pokaże mi, gdzie. Nigdzie nie widziałem jednorożca, tak samo jak nigdzie nie widzę obecności Boga – a tylko obojętne na wszystko bezmyślne siły natury.

Nic na to nie poradzę – do takich wniosków prowadzi mnie logika. Nie uważam jednak, żeby wierzący byli przez swe wierzenia ludźmi w jakikolwiek sposób gorszymi. Szanuję ich wiarę, bo szanuję ich prawo do bycia w błędzie – i nie mówię tego w tonie aroganckim. Wierzący z kolei mają prawo myśleć to samo o mnie (choć oczywiście ja mam prawo z ich osądem się nie zgodzić – i nie zgadzam się, rzecz jasna). Nie jest to zresztą rzecz, o jaką warto by drzeć koty – myślę że zawsze łączy nas ze sobą o wiele więcej, niż dzieli (wyłączam z tego stwierdzenia bestie w ludzkiej skórze, z którymi łączy mnie tylko ludzka fizjonomia).

Na temat wiary i niewiary zamierzam jednak pisać – przede wszystkim dla osób stojących na rozstaju dróg: w miejscu, gdzie ich życiowa ścieżka rozwidla się i muszą wybrać, czy chcą podążać odnogą o nazwie Wiara, czy Ateizm (a nieraz jakąś inną – np. Agnostycyzm). Człowiek poszukujący jest człowiekiem o otwartym i chłonnym umyśle, i jeśli na przeczytaniu moich esejów mógłby cokolwiek skorzystać – czułbym się zaszczycony.

***

Obrazek pochodzi ze strony Pixabay z darmowymi grafikami.

Reklamy

17 komentarzy do “Rozmowy z Wierzącymi

  1. świechna

    Niewiara lub wiara maja bardzo dużo wspólnego ze sposobem rozwoju osobowości – jeśli musimy się na czymś wspierać, mamy sztywność myślenia, zaburzenia lekowe, wiara jest po prostu lepszym wyborem. Ludzie wierzą porzucając logikę, ponieważ wiara przynosi im korzyści np. w postaci przekonania, że wszystko ma jakiś cel, a taki tok myślenia wycisza im lęki.

    Czytałam gdzieś (przepraszam, teraz nie podam nazwisk, ale miałam te lektury i teorie dawno temu na psychologii osobowości), że w podobny sposób patrząc na zachowania 2-latka i jego lękowość oraz skłonność do zachowań konformistycznych, można przewidzieć przyszłe poglądy polityczne – osoby źle reagujące na zmiany wybierają raczej tradycyjny podział ról społecznych i generalnie wolą podporządkowanie grupie. Sama jestem ciekawa, czy z biegiem czasu te teorie się potwierdzały.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
  2. sagula

    Nie podejmuję się takich rozmów, bo to daremny trud! Wierzący w Boga na wszystko mają odpowiedź! Nie rozumem też jak można wierzyć w zmyśloną bajkę napisaną pod wpływem jak to rzekła kiedyś Doda ha ha

    Polubione przez 2 ludzi

    Odpowiedz
  3. Pojedyncza

    Sam przytoczyłeś cytat, iż „tego, w co ktoś uwierzył bez dowodów, dowodami obalić nie sposób”. Osobiście nigdy nie słyszałam, by ktoś podczas takiej dysputy przy kawie czy piwie nagle uwierzył albo też przestał wierzyć. 😉
    Zwłaszcza, że większość ludzi tak naprawdę nie ma nawet podstawowej wiedzy z zakresu, o którym mowa – i mówię tu i o ateistach i wierzących. Nawet głęboko wierzące osoby zwykle nie zadają sobie trudu, żeby zgłębić aspekty teologiczne własnej religii (opierają się na tym co wynieśli z lekcji religii w podstawówce i tego co ksiądz na kazaniu powiedział – z całym szacunkiem, ale tak jest), a z kolei ateiści też mają prawie zerową wiedzę z zakresu religioznawstwa a ich pseudo-logiczne argumenty też nie są wysokich lotów… Więc z kim i o czym tu debatować? Chyba jedynie po to żeby się pokłócić. 😉

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. stanislawgorny

      A mnie zastanawia coś jeszcze innego, a mianowicie czytam teksty Morfeusza nt wiary nie od dziś i odnoszę wrażenie że sam siebie próbuje przekonać że Boga nie ma… Bo po co pisze tego typu teksty? Wierzących do swoich racji i tak nie przekona, a ateiści i tak wiedzą swoje. Czy jest Bóg czy go nie ma przekonamy się po śmierci, więc dyskusje o tym, czy negowanie istnienia Boga są na chwilę obecną nic nie warte… POCZEKAMY-ZOBACZYMY 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

      Odpowiedz
      1. komentator

        Po śmierci będzie za późno, aby się o czymkolwiek przekonywać/ nad czymkolwiek zastanawiać – sorry, ale nie będziesz już wtedy żywy.

        Polubione przez 1 osoba

    2. Matka

      Nie sadze jestem ateistka dlatego ze zacElam zaglebiac sie w powstanie chrzescijanstwa cYtajac rownierz stary i nowy testament z racji tego ze duzo rEczy jest sprEcznych a ja jestem.osoba ktora wierzy w nauke stwierdzilam ze kazdy moze wymyslic cos i przez wieki umacniac bo ma gadane i umie.ludMi manipulowac ja.sadze ze byl ktos.kto niezle.zmanipulowac ludem.i utworzyl wiare.ktore.dzis jest.nie.do obalenia . Tak.jak rydzyk potrawi takanipulowac ludzmi ze mu cale majatki przepisuja.dla mnie.takie.taktyki to jak sekta manipulacja i wmawianie slabym osoba ze bedIe dobrze.bo ktos ich poprowadI ktos kogo nie ma ale jest bog

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. Pojedyncza

        Ale na pewno nie wszyscy katolicy przeczytali Stary i Nowy Testament od deski do deski, o innych pismach nie wspominając. A co do manipulacji… on jest wszędzie, nie tylko w polityce czy w kościele, ale nawet w archeologii i innych dziedzinach nauki. 😦

        Polubienie

    3. komentator

      Wg tego co piszesz rozmawiać na wszelkie tematy powinni jedynie eksperci z danej dziedziny. A i to nie gwarantuje, ze nie bedzie sporu. Absurd.
      Rozmawianie ma sens – aby konfrontowac ze soba wzajemnie poglądy, nawet (a zwłaszcza) jeśli nie posiadamy pełnej wiedzy na dany temat

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
  4. Seeker

    Ja należę do Odnogi Innej, bo tak, jak napisała powyżej Pojedyncza- ani wierzący, ani ateiści nie mogą być na 100% pewni swoich racji. Jestem przekonana, że jeżeli istnieje jakiś Bóg, to nie działa w żaden sposób spisany przez ludzkość. Z drugiej strony nigdy jeszcze nie umarłam, nie przeniosłam się TAM, gdziekolwiek miałoby TO być, więc mogę sobie tylko gdybać. A świat jednak jakoś powstał i jakaś Siła (dusza?) nas napędza 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. stanislawgorny

      Świetnie to Sylwia napisałaś. Jestem zagorzałym katolem, ale podpisuję się pod każdym Twoim słowem 🙂 O tym czy Bóg jest czy nie, czy jest jakieś niebo czy nie PRZEKONAMY SIĘ DOPIERO PO ŚMIERCI, więc wykluczanie z góry istnienia Boga jest,powiedzmy delikatnie, niemądre… Żadne spory i dyskusje w tym temacie nie mają sensu, PRZEKONAMY SIĘ PO ŚMIERCI 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

      Odpowiedz
  5. stanislawgorny

    Nie lubię komentować takich wpisów, bo mam zupełnie inne podejście, ale powiem tylko tyle, choćby rozmowa ateisty z wierzącym trwała bez przerwy i rok, to i tak żaden drugiego nie przekona. Ja zresztą nawet nie próbuję, bo uważam, że to prywatna sprawa każdego z nas.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
  6. I'm Groot

    Ja zawsze tłumaczę sobie i innym tak-ludzie są strachliwymi i słabymi istotami… Dlatego żeby ułatwić sobie śmierć i pozostawić jakąś furtke w postaci nadzieji(wielu nad przepaścią zwraca się do Boga jak już nikt nie może pomóc) woleli wymyśleć jakąś siłę wyższa, bo tak łatwiej żyć. Jaka była by panika wszechobecna, gdyby ktoś udowodnił, że nad nami nie ma nic…

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s