Wierszyki #7

Wierszyki, które napisałem pomiędzy 1 stycznia a 18 marca 2018 roku.

***

Sen na Jawie

Byłem w swym żywiole
Jak lunatyk
Co w piżamie nocnej
Zaszedł aż na księżyc
I teraz patrząc ku Ziemi
Sennym wzrokiem
Kłopocze się nad tym
Jak wrócić z powrotem
Jakby nie dość
Było zmartwień!
Cóż, do życia trzeba
Mieć zdrowie
Kosmonauty!

***

Trumna

Życie to trumna
Dla tego
Co nie umarł
(Jeszcze)

***

Uśmiech Losu

Czytałem książkę
Pochyliłem głowę
Wypadł mi z ucha
Samorodek
Szczerozłoty!
A to coś!
Ależ szczodry
Bywa los!

***

Ogródek

Mam swój prywatny
Mały ogródek
Pielęgnuje w nim
Wszelkie urazy
Motyczką rozdrapuję
Stare rany
Wyrywam kwiaty
Pielęgnuje chwasty

W moim ogródku
Zawsze świeci słońce
Nic nigdy nie będzie
Nikomu wybaczone

***

Śnieg

W blasku księżyca
Migocze śnieg
Musi być z minus
Dziesięć stopni

Chętnie bym przyćpał
Kilka ściech
Mroźnego pyłu
By wreszcie odżyć

Za długo chyba
Na jawie śnię
O cieple tropików
I zapachu forsy

***

Tęsknoty

To chyba tęsknota
Za tym miastem pozwala
Na nowo narodzić
Mi się dla świata

***

Bordo

Muchomora w kropki bordo
Żułbym zgrabnie
Kręcąc mordą

***

Oddech

Wyjdźcie stąd
Zróbcie trochę miejsca
Dajcie mi odetchnąć
I sam na sam wreszcie
Pobyć z tlenem

***

Poszukiwania

Ktokolwiek widział
Ktokolwiek wie
Gdzie jest moja
Serdeczna krew
Ta którą dałem
Wyszminkować usta
Swojej byłej

Czyje zdobi
Dziś policzki?

Gdzie jest oddech
Bo go tracę
Goniąc ciągle
Dzień wczorajszy?

***

Filozof

O kant dupy potłuc
Cały ten
Kamień filozoficzny

***

Pielgrzym

Jestem pielgrzymem
Który każdym krokiem
Płaci cenę
Za swe lenistwo
Bo nawet nie chce
Wyjąć mu się
Z buta kamieni

Ale na jakiej ścieżce!

***

Gilgotanie

Idę na dwór połaskotać
Nagie stopy pani wiosny
Co wystają jej spod kołdry
Śniegu, na pieszczotę słońca

***

Hej, Drogo!

Hej drogo, tyle już za nami
Może zamienimy się miejscami?
Hej drogo, bo cię kopnę w kamień
Teraz ja chciałbym biec kilometrami

***

Spojrzenie

Patrzę przed siebie
Ale nie widzę
Nic poza swoim spojrzeniem
Mój wzrok
Zasłania mi wszystko

***

Mona Lisa się Uśmiecha

Mona Lisa się uśmiecha
Czyżby do kosmatych myśli?
Może do materii sedna?
Przecież tchnął ją sam da Vinci

Oczy jej brązowe bacznie
Śledzą wszystkie moje ruchy
Z mroku nocnej wyobraźni
Która cała dziś jej płótnem

***

Przemijanie

Życie przemija bezustannie
W najdrobniejszych szczegółach
Spoglądam przez lupę na detale
I szukam wiary w cuda

Znajduje tylko dziejów patynę
Grynszpan oraz rdzę
Staram się chwytać chwilę
Ale opadają ręce!

***

Słoneczny Dzień

Słoneczny tak że pragnę żyć
Wiosenny dzień
Najlepszy jest na śmierć

***

Czekanie

Pogrywają czasem zegary
Przy pomocy wskazówek
Jak dwoje tenisowych graczy
Odbijają każdą sekundę

Grobową ciszę pieści tykanie
Tą samą ciszę, co kłamie jak z nut
Jako stały tej chwili bywalec
Wciąż czekam na cud

***

Zieleń Była Wszechobecna

Skoszonej trawy zapach
Łaskotał nasze gardła
Zachrypnięte od rozmów
O ładnych koleżankach
Poprzez korony drzew
Przemawiał wielki czerwiec
Zza otwartych okien
Długiego budynku szkoły
Kłócił się z nim dzwonek
Na ostatnią lekcję
W cieniu kłębili się uczniowie
I nikt nie wiedział jeszcze
Że niby w złoto ołów
Ten moment krzepnie
W reminiscencje

Przyszedł taki dzień że w pień
Wycięto prawie wszystkie drzewa
Zieleń była wszechobecna
Zostały mi już po niej
Tylko wiecznie zielone
Wspomnienia

Reklamy

2 komentarze do “Wierszyki #7

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s