Rzeka

Byłem nad przepływającą przez moją miejscowość niewielką rzeką. Rzeką, jakich wiele w Polsce, a na świecie – multum. Ale dla mnie to rzeczka wyjątkowa; spędziłem tam masę czasu – chwil zarówno pięknych, jak i smutnych, więc łączy mnie z nią moc wspomnień.

Dziś poszedłem tam, żeby się trochę poślizgać. Siarczysty mróz trzymał od dobrego tygodnia, i rzeka zamarzła; miałem nadzieję, że tafla wytrzyma mój ciężar, ale trochę się przeliczyłem – lód trzeszczał pode mną złowieszczo, więc ledwie na niego wlazłem, a już byłem z powrotem na brzegu. Zrobiłem jednak sporo zdjęć.Rzeka (1)Moje najstarsze wspomnienie związane z rzeką tyczy się dnia, kiedy zabrał mnie tam jeden z moich wujków. Miałem wtedy może pięć, może sześć lat – nie więcej. To było lato; on spacerował sobie po płytkiej wodzie, i szedł z nurtem, a ja co chwilę pytałem się go, czy doszedł już do Wisły (do której brakowało kilkudziesięciu dobrych kilometrów – o czym wtedy nie miałem zielonego pojęcia). Odpowiadał, że jeszcze nie, i śmiał się dobrotliwie z mojej dziecięcej, rozkosznej niewiedzy.

Potem nadeszły czasy podstawówki i gimnazjum. W wakacje, jeśli tylko dopisywała pogoda, wraz z paczką kolegów chodziliśmy się tam kąpać. Ponieważ woda była płytka, budowaliśmy tamy. W jednym z miejsc, gdzie to robiliśmy, znajdowało się dziwaczne wgłębienie, i tworzył się tam pokaźny wir. Pamiętam, że gdy pewnego dnia wrzuciłem weń potężny drewniany kloc, zamiast popłynąć z nurtem utkwił w wirującej pułapce. Sami również stawaliśmy w niej, a potem mocowaliśmy się z siłą natury, próbując ustać w miejscu. W końcu jednak, dla bezpieczeństwa, zasypaliśmy dół piaskiem, i wir zniknął.

Ale z tymi tamami było sporo zabawy nie tylko w sensie pozytywnym. Jakiś facet rozwalał nam je, bo woda w miejscu, gdzie chadzał poić krowy, sięgała już tylko do kostek (dosłownie; po drugiej stronie miała zaś głębokość ponad metra), a my w odwecie spuszczaliśmy mu z łańcuchów bydło pasące się na polu obok. Na szczęście nigdy nie wydało się, którzy z nas wykręcali mu takie numery; przyszłoby nam za to słono beknąć.Rzeka (2)Pamiętam, jak pewnego lata – byłem może trzynastolatkiem – ktoś z naszej paczki zawiesił na drzewie rosnącym nad rzeką linę z drewnianym drążkiem. Chwytaliśmy go kijkiem, i braliśmy w ręce, a potem puszczaliśmy się z rozbiegu nad wodę. Bujaliśmy się w ten sposób, robiąc w powietrzu rozmaite wygibasy, dzięki którym pęd wzmagał się jeszcze bardziej. To dopiero była frajda! Pamiętam też, jak bawiliśmy się w pewne wyzwanie: należało zawisnąć na drążku nad rzeką w bezruchu, a potem, odbijając się nogami od pobliskich drzew, nabrać impetu i powrócić na brzeg. Wymagało to wiele wysiłku, ale chyba ani razu nie wylądowałem w wodzie.

Nigdy nie zapomnę, jak w tym samym, dziecięcym właściwie okresie swojego życia wybrałem się nad rzekę na samym początku odwilży kończącej wyjątkowo srogą zimę. Lód miał wtedy grubość przynajmniej czterdziestu centymetrów; woda pod nim opadła o dobre pół metra, i łamał się pod swoim własnym ciężarem, podnosząc przy okazji przymarznięte do niego przy brzegu ogromne zwały ziemi. Przestrzeń wypełniał trzask pękającej tafli, szum płynącej wody, plusk wpadających weń odłamków, i grzechotanie trących o siebie kier. Była to najpiękniejsza zimowa symfonia, jaką słyszałem.

Potem drogi moje i moich kolegów rozeszły się. Na kilka lat rzeka straciła dla mnie większe znaczenie. Zacząłem nad nią bywać dopiero jako osiemnastolatek, kiedy powróciłem do domu rodzinnego (jako syn marnotrawny) z miasta, gdzie pomieszkiwałem w szkolnym internacie. Zdobyłem wtedy nowych znajomych, i razem z nimi przychodziłem w to miejsce, by porozmawiać, wypić piwo, a czasami i połazić trochę po wodzie.Rzeka (3)W czasach depresji przychodziłem tam na samotne spacery, żeby podumać, żeby pisać, albo żeby uniknąć wizyty gości, kiedy nie czułem się na siłach do rozmowy z nimi. Czasami tkwiłem tam od rana do nocy, na kilkunastostopniowym mrozie, podczas powrotu do domu nie czując już palców nóg i dłoni, oraz nosa. To był bardzo smutny okres, i niechętnie wracam do niego myślami.

Dziś chodzę tam rzadko, i głównie po to, żeby trochę powspominać stare czasy, móc upajać się wspomnieniami, które są jak wino: im starsze, tym lepsze. To miejsce magiczne – następuje w nim bowiem styk dawnego Ja z moim Ja obecnym, które różnią się tak, jak woda i ogień (a może tak mi się tylko wydaje?). Zdarza mi się również zajść tam latem ze swoim psem; włazimy wtedy do bardzo płytkiej zazwyczaj wody, i wędrujemy z jej nurtem, dopóki mi się nie znudzi.

Reklamy

2 komentarze do “Rzeka

  1. Seeker

    Miejsca przywołują wspomnienia, a wspomnienia emocje. Fajnie czasem wrócić do tych starych. Jestem zaskoczona Twoim opisem, bo wynika z niego, że mieszkasz całe życie w tej samej miejscowości. Ja wolę się ciągle przemieszczać i w każdym nowym miejscu mam całe zestawy wyjątkowych kącików 😀 W sumie mogłabym stworzyć swoisty przewodnik po zakamarkach Dziwnych i Nieznanych, jak np: opuszczone mosty, albo podziurawione dachy 😀

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
  2. malykot29

    Też mam swoje wspomnienia związane z rzeką, bardzo liczne z resztą 🙂 Pół mojego dzieciństwa spędziłam nad Odrą, wśród drzew i łąk, które na przestrzeni lat nasłuchały się mojego płaczu, śmiechu, śpiewu czy życiowych rozterek.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s