Edward Stachura – ”Dzienniki. Zeszyty Podróżne 2”

Edward Stachura - ''Dzienniki. Zeszyty Podróżne 2''Drugi i zarazem ostatni tom dzienników Edwarda Stachury obejmuje zapiski prowadzone przez niego w latach 1974-1979, i jest objętościowo większy od tomu poprzedniego. I tym razem do czynienia mamy nie z regularnym dziennikiem, a raptularzem, w którym opisy minionych dni przeplatają się z kreatywnymi notatkami, szkicami literackimi, oraz zapiskami dotyczącymi prozaicznych spraw życia codziennego. W drugim tomie dzienników uwidacznia się stopniowe, ale konsekwentne wycofywanie się Stachury ze świata. Pisarz coraz mniej uwagi poświęca temu, co dzieje się na zewnątrz, a coraz więcej własnemu wnętrzu.

Już w pierwszym tomie dzienników pojawiał się wątek książki pt. ”Fabula Rasa” – utworu, który w zamierzeniu Stachury stanowić miał dzieło jego życia. Koncepcja Czystej Opowieści była niezwykła: bohater (Michał Kątny) przemierzał świat głośno ze sobą rozmawiając i pisząc, a chwilom jego milczenia i odpoczynku odpowiadać miały na kartkach puste przestrzenie, gdzie czytelnik zapisywać mógłby własne przemyślenia. Choć Stachura porzucił ten tajemniczy projekt w trakcie realizacji na wskutek burzliwej przemiany duchowej (”Fabula Rasa”, która ukazała się w roku 1979, nie ma z jej pierwotnym zamysłem nic wspólnego), ocalał on na łamach drugiego tomu dzienników w formie szkicowej – i być może jedynej, w jakiej z uwagi na swe wyrafinowanie zaistnieć mógł drukiem zwartym. Mowa oczywiście o luźnych partiach tekstu, których bohaterem jest wspomniany wcześniej Michał Kątny (jest on także narratorem opowiadań zbioru pt. ”Się”; warto zaznaczyć, że choćby opowiadanie ”San Luis Potosi” pierwotnie pomyślane było jako fragment ”Fabula Rasa”). Są to fragmenty o dużych walorach literackich. Szkoda, że potencjał tkwiący w tej idei nie został w pełni urzeczywistniony.

W tym tomie zapisków pojawia się postać Danuty Pawłowskiej – kolejnej miłości Stachury. Poeta poznał ją, kiedy miała zaledwie 14 lat (był od niej starszy o aż dwie dekady), i utrzymywał z nią przyjacielską relację do momentu, gdy osiągnęła pełnoletność, z którą to chwilą stali się parą. Relacja nie trwała długo, ale w okresie jej trwania wzmiankowana jest bardzo często (zainteresowanych odsyłam do książki pt. ”Listy do Danuty Pawłowskiej”, w której zawarto aż 190 listów pisarza). Największe emocje budzą wątpliwości Stachury co do tego, czy aby nie wmawia sobie miłości by otrząsnąć się po nieudanym związku z żoną Zytą. Czytelnicy spragnieni pikantnych szczegółów będą jednak zawiedzeni – pisarz albo nie notował ich, albo nie trafiły do druku z uwagi na dobro wciąż żyjącej Pawłowskiej.

Znalazły się w tomie także zapiski prowadzone przez Stachurę w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych. Cechuje je krańcowa prostota myśli i oszczędność formy. Choć jest ich niewiele, pozostawiają w umyśle czytelnika bardzo wyraźny ślad: bije z nich bezsilność wobec sytuacji, zmęczenie, ale i odrobina nieśmiałej nadziei na wyzdrowienie. Ta ostatnia jest jak wąski promień słońca wpadający przez zamek zamkniętych drzwi do wnętrza mrocznego pokoju.

Zwieńczeniem ”Dzienników…” są zapiski zatytułowane ”Pogodzić się ze Światem”. Stachura prowadził je po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego, przebywając na wsi pod opieką matki. Opisuje w nich zmagania z chorobą, wysiłki podejmowane w celu zaczepienia się o życie, świat i ludzi, próby rozkochania się na nowo w przepięknej zwyczajności życia i pogodzenia z rzeczywistością, a także ból istnienia, przerażające objawy chorobowe oraz wzrastające pragnienie samodzielnego odebrania sobie życia. W niniejszej edycji uwzględniono nawet błędy językowe pisarza oraz wszelkie modyfikacje, które wprowadzał w tekście. Z uwagi na szczerość i wnikliwość, z jaką Stachura opisuje swoje krańcowo rozpaczliwe położenie, jest to wręcz arcydzieło diarystyki.

Drugi tom ”Dzienników…” jest nie tylko ciekawszy i lepiej napisany od poprzedniego, ale także lepiej opracowany pod względem edytorskim. Poza modyfikacjami których Stachura dokonywał w swoim przedśmiertnym dzienniku, zachowane zostały między innymi skreślenia (np. w spisach spraw do załatwienia). Nadal dziwi jednak brak konsekwencji w objaśnianiu odniesień Stachury do swojej twórczości prozatorskiej i poetyckiej.

Niestety, i te zapiski są wybrakowane; wszystko wskazuje na to, że mocniej nawet niż poprzednim tomie. Istnieje w nich bowiem dwuletnia wyrwa (styczeń 1977 – kwiecień 1979) – a więc przypadająca na okres bardzo tajemniczy, w którym Stachura przechodził intensywną przemianę duchową. Dariusz Pachocki w posłowiu wyraża przypuszczenie, że zeszyty opisujące ten etap życia pisarza istnieją, ale znajdują się w rękach rodziny (co zdaje się potwierdzać fakt, że ta użyczyła do druku cienki zeszyt prowadzony przez niego w Drewnicy; zresztą, w nocie edytorskiej do pierwszego tomu ”Dzienników…” mowa jest wprost o tym, że rodzina posiada dwa zeszyty).

Życie Edwarda Stachury było nieustającą wędrówką, nieustającą podróżą. Czytelnik kończący ”Dzienniki…” pozostaje sam na sam z pytaniem o to, czego pisarz poszukiwał błąkając się po świecie, co gnało go każdego dnia i nie pozwalało odpocząć stopom i duszy. Czyżby poszukiwał samego siebie? A może wręcz przeciwnie – uciekał przed sobą? A może droga którą obrał była mu celem samym w sobie? Nawet mi, wielkiemu wielbicielowi prozy i poezji Stachury, bardzo ciężko znaleźć jest odpowiedź.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra).

***

Okładka: Wydawnictwo Iskry.

Reklamy

1 komentarz do “Edward Stachura – ”Dzienniki. Zeszyty Podróżne 2”

  1. zeno44

    Kurtka
    pamięci Edwarda Stachury

    To coś niesamowitego. Nie mogę w to uwierzyć, nie mogę do tej chwili pojąć, że to wszystko czego dowiaduję się teraz, miało miejsce dokładnie tydzień temu, kiedy wyszedłem z domu, żeby udać się pociągiem do innego miasta, w którym za parę dni miałem zdawać maturę.
    – Opowiedz mi, ale dokładnie, jak to wszystko przebiegało, ale dokładnie i w najmniejszych szczegółach, jak wyglądało jego wejście do tego mieszkania, jak się zachowywał na początku powitania, jak stał i jak siedział , gdzie siedział, czy podpierał głowę jak słuchał, czy palił i jakie palił papierosy, czy grał na gitarze, i gdzie i jak ją odstawił po skończeniu gry, czy śpiewał te swoje słynne piosenki, i jak je śpiewał, czy mrużył oczy w trakcie śpiewu, czy coś mówił o swoim śpiewaniu, czy miał minę zadowolonego i szczęśliwego, czy patrzył w oczy jak rozmawiał, czy słuchając marszczył czoło na znak, że słucha uważnie, czy poza gitarą miał coś w plecaku i co to było, no i ta kurtka, jak to się stało, że ją zostawił i czy od razu pomyślałeś o mnie, że ona będzie dla mnie, czy był skrępowany, czy rozluźniony, czy miał długie te swoje kręcone włosy, czy był raczej zarośnięty niedbale, jaką miał koszulę i czy miał czystą na zmianę, co dostał do jedzenia, jak jadł, czy zachłannie i niestarannie, czy powoli i uważnie, czy słodził herbatę, i ile, czy mówił coś o sobie, ale nie tak o sobie w tej chwili, ale raczej o sobie w przeszłości, a najważniejsze czy mówił o sobie, tym w przyszłości, czy nie wspominał, że jest poetą i że wydał już kilka tomików poetyckich, co zapisał w swoim brudnym brulionie, kiedy odłożył gitarę po zaśpiewaniu tej piosenki, co już nie pamiętasz o czy była, czym pisał, czy to był ołówek i czy zatemperowany, czy może miał długopis, a może czym innym robił jakieś notatki, a może powiedział coś co sugerowało, że może specjalnie tu się pojawił, że może liczył, jakoś intuicyjnie liczył, że mnie tu spotka, a może co byłoby najgorsze, ale najbardziej możliwe, że tylko czekał kiedy ja wyjdę, żeby wejść tutaj i teraz naznaczyć to miejsce swoją dziwną, kosmiczną obecnością, czy może ani słowa nie powiedział, jak to się stało, że znalazł się tutaj w tym domu, że siedział na tym krześle, że spał w tym łóżku, że mył się nad tą umywalką, czy mówił coś o swojej rodzinie, zwłaszcza o matce, którą jak wiem bardzo kochał, bo, że ani słowa o ojcu, to nawet nie muszę pytać, bo nienawidził go tak mocno, jak kochał matkę, a o swoich znajomych nic nie mówił, nie mówił o Bogusiu, na pewno nie mówił, bo skąd by wiedział, że właśnie jego już tak dawno prosiłem, żeby nasze spotkanie zorganizował, czy nie mówił jak to się stało, i jakim cudem, nieznany los pokierował jego krokami tuż pod dom, z którego parę godzin temu wyszedłem, i czy to prawda, że zapytał Halinkę bawiącą się przed domem, czy nie mogłaby mu przynieść kromki chleba, a po chwili dodał – z masłem, czy to też jest prawda, że zamiast kromki chleba z masłem, zaprosiłeś go do domu, żeby, jak mówi zasada gościnności, głodnych nakarmić, czy byłeś ciekawy, kto to ten dziwny młodzieniec, który zwraca się o kromkę chleba do nieznanej dziewczynki, kogo spodziewałeś się zobaczyć, kiedy zaprosiłeś go do domu na spóźniony obiad, czy mogłeś sądzić, że wejdzie ten ktoś, o spotkanie, z którym tak bardzo zabiegałem u wszystkich naszych wspólnych znajomych, o spotkanie szczególnie z nim, bo czułem, sam nie wiem jak i dlaczego, ale czułem, dokładnie czułem, że coś niedobrego dzieje się w jego głowie, coś co nie jest zrozumiałe, i że muszę się spieszyć, żeby to zrozumieć, bo może jest na to jakaś rada, może zdołam uchylić tę jego płową głowę spod wiszącego nad nią miecza przeznaczenia, i dlatego zabiegałem u Bogusia, również poety, żeby skoro się znają, żeby poprosił go, że jest ktoś, kto koniecznie jeszcze na tym świecie, chce się z nim spotkać, żeby te parę ważnych słów mu przekazać, a może, co najważniejsze, żeby to on powiedział tych parę ważnych słów i usłyszeć je na własne, jeszcze żywe uszy, usłyszeć od niego te same słowa, które teraz kiedy już jest za późno, można przeczytać w jego wierszach i krótkich opowiadaniach, czy to nie jest dziwne, a wręcz przedziwne, że ledwo ja wyszedłem, a on, prowadzony jakimś ironicznym losem stanął przed moim domem i do siostry mojej, bawiącej się przed domem – czy mogłabyś przynieść mi z twego domu kromkę chleba – zapytał, a po chwili – może być z masłem – dodał, czy to może też ten dziwny los sprawił, że zamiast z kromką chleba, wyszła do niego z dobrą dla niego nowiną, otrzymał bowiem od ciebie, zaproszenie do środka, bo przecież zawsze coś tam z obiadu w rodzinie zostaje, a święte prawo gościnności mówi, że gość w dom Bóg w dom, więc i w roli przysłowiowego Pana Boga wszedł w progi naszego domu, czy słowa wracającej Halinki do czekającego na chleb, brzmiały dokładnie tak, – tata prosi pana do mieszkania, proszę wziąć gitarę i plecak, ja pana zaprowadzę, niech pan się nie łamie – czy się ucieszył, że poza kromką chleba, która może być z masłem, ktoś proponuje mu gościnę, czy dla niego, wiecznego wędrowcy, była to dobra, czy może niewygodna propozycja, i jak to dokładnie było z rana, czy w zamian za gościnę, to on zaproponował, że w ramach rozliczenia za gościnność, zostawi swoją kurtkę, bo nie ma żadnych pieniędzy i czy to wtedy powiedziałeś mu taką prostą prawdę, że za gościnę pieniędzy się nie bierze, ale skoro ma zbędną kurtkę, to ty masz syna, któremu taka kurtka na pewno się spodoba, ale powiedziałeś, że pod warunkiem, że ją od niego kupisz, i czy specjalnie, skoro wycenił ją na czterdzieści, wcisnąłeś mu wtedy pięćdziesiąt złotych, bo wiedziałeś, że nie będzie miał wydać dziesięciu, i jak się wtedy zachował, czy powiedział może – mając mnie na myśli, – niech mu dobrze służy, lub niech mu się dobrze nosi, choć kurtka była jesienna, a tu upalne lato obowiązywało, czy to wszystko nie jest niesamowite, czy to wszystko nie świadczy o tym, że tak miało to wyglądać, że ja teraz zachodzę w swoją głowę, co bym mu powiedział, kiedy doszłoby do tego oczekiwanego naszego spotkania, może właśnie miało do niego nie dojść, bo jedyne co zostało z naszego nie bezpośredniego spotkania, to ten napis, który już później, kiedy to się z nim stało, zobaczyłem na wewnętrznej stronie, tam gdzie jest miejsce na powieszenie kurtki, jego ręką wykonany napis, STED.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s