Czar Miasta Spotkań cz.4 – Jarmark Bożonarodzeniowy

Od 17 listopada do 22 grudnia odbywa się na Wrocławskim rynku Jarmark Bożonarodzeniowy. Inicjatywa ta (zapoczątkowana w 2008 roku) oferuje wiele atrakcji i możliwość zrobienia ciekawych zakupów. Sprzedaż prowadzona jest w uroczych, drewnianych domkach-budkach od godziny 10 do 21. Stoisk takich znajdziemy aż 250. Asortyment jest bardzo szeroki, i każdy znajdzie coś dla siebie.

Jak można się tego spodziewać, ceny są wysokie (a nieraz nawet bardzo wysokie), więc raczej nie ma co marzyć o powrocie do domu z pełnym żołądkiem i torbami wyładowanymi zakupami. Ale przecież nie tylko konsumpcja magnesuje ludzi do zawitania na Jarmark – przede wszystkim dzieje się to za sprawą jego prawdziwie magicznej, baśniowej wręcz atmosfery, oderwania od rzeczywistości, które zapewnia obecność setek drewnianych domków, pobrzmiewających z rozgłośni świątecznych hitów, oraz ciepłych, dymnych zapachów mięsnej smażeniny niosących się w zimnym, rześkim powietrzu z budek gastronomicznych.
Czar Miasta Spotkań cz.4 (1)
Pełnie swojej magii Jarmark odsłania przed przybyszem dopiero po zmroku. Wtedy też zapalają się szalenie kolorowe iluminacje, a mokra nawierzchnia odbija ich światło, potęgując wrażenie niesamowitości. Choć byłem tam dwukrotnie i za każdym razem padał zimny deszcz, nawet on nie był w stanie zepsuć nastroju (choć obfite opady śniegu przyjąłbym w tym czasie z otwartymi ramionami). Najwidoczniej nie tylko mi – wieczorem miejsce to przeżywa bowiem prawdziwe oblężenie.

Na Jarmarku całkiem sporo jest niewielkich jadłodajni; kupić można w nich nie tylko smażoną lub zapiekaną kiełbasę i tradycyjny polski bigos, ale i frytki, currywurst (niemiecki fast food – pieczona kiełbaska, pokrojona i polana sosem pomidorowym z dodatkiem curry), burgery, a nawet posiłki tak egzotyczne jak pieczone kasztany czy flammkuchen (alzackie danie a’la tarta z boczkiem i cebulą). Aromatami kusi także moc wędlin i serów (oscypki!). Zawiedzeni nie będą też wielbiciele łakoci – nabyć mogą prześlicznie udekorowane wyroby z piernika, watę cukrową (sprzedawaną również we wiaderkach), gofry (z dodatkiem kremu czekoladowego, konfitur), chałwę, a nawet czekoladowy kebab (koszt: 15 złotych), i wiele, wiele więcej.
Czar Miasta Spotkań cz.4 (2)
Zimą, jak to zimą: zimno. Żeby się rozgrzać, można poganiać trochę za zakupami, ale od tego bolą nogi; w końcu dobrze jest przycupnąć i wypić coś ciepłego. Jarmark oferuje choćby gorącą czekoladę, oraz (dla pełnoletnich) kilka rodzajów grzańca. W pewnym domku można nawet strzelić 40 ml lufę starej dobrej czystej (choć za kosmiczną cenę 10 złotych). W kilku stoiskach można także kupić alkohol na wynos. Królują miody pitne, wina oraz nalewki, ale i miłośnicy czegoś mocniejszego znajdą coś dla siebie. Ja sam opuściłem to miejsce z dwiema butelkami napitku – trójniakiem i dwójniakiem. Oba bardzo dobre.

Sporo na jarmarku również rękodzieła (w tym i bardzo egzotycznego pochodzenia). Oczywiście, nie wszystkie wyroby prezentują wysoki poziom wykonania. Jak na każdym tego typu wydarzeniu, i tutaj znajdzie się trochę szpetnej tandety (w dodatku droższej niż gdzie indziej).

Jak już wspominałem, budki to nie jedyna atrakcja Jarmarku. Znaleźć można na nim kuźnię kowalską (wybija się tam imienne podkowy na szczęście), a nawet karuzele (tłumnie oblegane). Jest też scena, na której odbywają się koncerty i widowiska (na przykład 10 grudnia wystąpi tam słynny iluzjonista Jędrzej Bukowski). Nie zabrakło także atrakcji przygotowanych z myślą o najmłodszych – choćby chatki w której mogą zrobić sobie zdjęcie ze Shrekiem i Fioną, oraz pracowni, gdzie maluje się bombki.
Czar Miasta Spotkań cz.4 (3)
Zapomniałbym o najważniejszym: nad wszystkimi tymi niezwykłościami góruje przepięknie przystrojona, wysoka choinka. Warto pod nią zajrzeć. Kto wie, czy Święty Mikołaj nie zostawił tam dla nas jakiegoś podarunku?

Reklamy

4 komentarze do “Czar Miasta Spotkań cz.4 – Jarmark Bożonarodzeniowy

  1. Stanisław Górny

    Taki jarmark to fajna sprawa,szkoda że u nas czegoś takiego nie organizują,nawet jeśli nie w Szczebrzeszynie to chociaż w Zamościu mogli by pomyśleć…

    Polubienie

    Odpowiedz
  2. Alex.

    Takich jarmarków brakuje mi trochę w moim mieście. Niby coś tam zawsze dzieje się na rynku o tej świątecznej porze, ale to nie TO. Zawsze również chciałam odwiedzić Wrocław, słyszałam że to magiczne miasto. Takie jarmarki to przede wszystkim komercyjne wydarzenie, ale jednak wprowadzają w tą świąteczną atmosferę- nawet tych, którzy świąt nie obchodzą. Nie wiem jak Ty, ale ja lubię ten czas, te wszystkie przygotowania, pieczenie pierników, przedświąteczne zakupy. To jest chyba jedyny czas w roku, kiedy człowiek czuje, że ma dla kogo to wszystko robić.
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt 🙂

    Polubienie

    Odpowiedz
  3. L.B.

    Nie chodzę po takich miejscach, bo samej mi się nie uśmiecha. Niemniej mają swój urok i fanie, że są, bo są inne niż wszytko wokół. W mieście, w którym studiuję jest podobnie, nawet takie same drewniane budki stoją.

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s