Wojciech Gunia – ”Powrót”

Wojciech Gunia - ''Powrót''To dość makabryczne, ale książki twórców wciąż żywych czytam rzadko. Na co dzień bowiem z wyśmienitym skutkiem polegam na klasyce literatury – dziełach wytrawnych i ponadczasowych, stojących wysoko ponad tym, co okazać się może zaledwie przelotną czytelniczą modą. Ale kropla drąży skałę; jeśli na forach poświęconych książkom nazwisko autora przewija się co i raz, w aurze chwały, ciekawość w końcu skusi mnie do sięgnięcia po jego dzieło. Tak było w przypadku Wojciecha Guni, i jego zbioru opowiadań grozy pt. ”Powrót” – przypadku, który potwierdza powiedzenie, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. W tym wypadku takiego, w którym chce się zagrzać miejsca na dłużej.

Zacznijmy od najważniejszego: ”Powrót” nie jest page turnerem, który łyknąć można w dwa wieczory, przy okazji jedząc kopytka i oglądając telewizję. To proza dotykająca kwestii poważnych (nierzadko jątrzących się ran i skamieniałych strupów) w sposób krańcowo zaangażowany. Autorowi udało się stworzyć poetycki, gęsty i mroczny język, w którym dominują zdania wielokrotnie złożone. Czytanie poszczególnych opowiadań wymaga wyciszenia i (nierzadko) pewnej dozy samozaparcia.

Nie twierdzę bynajmniej, jakoby Gunia z miejsca i całkowicie opanował językowy żywioł, który powołał do życia; czasami wymyka mu się spod kontroli, co przejawia się na przykład w przeładowaniu narracji wyrazami o ciężkiej wymowie i powtarzaniu tych samych określeń. Dużą bolączką opowiadań bywają też dialogi. Postaci czasami wysławiają się w sposób nienaturalny: kwiecisty i złożony, nazbyt oficjalny, pozbawiony potoczności (”Wezwanie”, ”Ojciec”). Czasami co prawda wzmaga to groteskowość i dziwaczność sytuacji, ale z reguły nadwątla tą warstwę realizmu, która dla dobra utworu powinna pozostać nietknięta.

I tutaj dochodzimy do creme de la creme: kwestii grozy utworów Guni. Przede wszystkim przesiąknięte są ciężką atmosferą ospałości, niedopowiedzeń, tajemnic, ludzkiej nijakości, wszechobecnego osaczenia i dziwności. Pojawiają się w nich też motywy rodem z rasowego horroru, takie jak potwory czy pełnokrwista makabra (”Wezwanie”, ”Powrót”), ale tym, co przeraża mnie najbardziej, jest ukazanie człowieka beznadziejnie uwikłanego w pajęczynę kultury, przypadku, i biologii. W moim odczuciu motywy monstrów nie tyle dopełniają grozę świata rzeczywistego, co potęgują ją. Egzystencja człowieka w prozie Guni jest bowiem tak przytłaczająca sama w sobie, że żadne nadprzyrodzone potworności nie są w stanie uczynić jej cięższą – co właśnie najlepiej obnaża jej prawdziwy wymiar.

Poszczególne fabuły (bardzo swoją drogą błyskotliwe) wysuwają wyjątkowo pesymistyczną propozycję światopoglądową (jej kwintesencję czytelnik znajdzie w opowiadaniu tytułowym). Życie ludzkie jawi się w nich jako czas oczekiwania na śmierć, który to czas człowiek spędza usiłując go w miarę znośnie zabić (z różnym skutkiem). Świat jest zimny jak trup i równie obojętny na los żywych. Za ubóstwem materialnych form kryje się – nieporadnie, wręcz groteskowo, jak gigant kucający za zwiędłym drzewkiem bonsai – bezsens. Bóg – to tylko puste słowo, które gdyby je wymówić brzmiałoby jak kopnięcie w ogromny, pusty bęben. Człowiek – przeciętny do bólu, stłamszony przez władzę i zobojętniony monotonią egzystencji – zaznaje w tych realiach czegoś, co wprawdzie wyrywa go z szarości, ale barwą, jakiej przydaje to jego życiu, okazuje się być tylko czerń. Bunt jest równie daremny i absurdalny, co walka z własnym cieniem, a jedyne osiągalne zwycięstwo stanowi przyjęcie w ciszy ostatecznej klęski.

Pesymistycznej wymowy utworów dopełniają ilustracje autorstwa Kai Kasprowicz: mroczne, surowe, agresywne. Szkoda, że nie znalazło się ich więcej. Warto również podkreślić, że chociaż mawia się, by nie oceniać książki po okładce, w przypadku ”Powrotu” powiedzenie to nadaje się na śmietnik: okładka zbioru oddaje jego ducha idealnie i można zaufać jej w ciemno.

Wiele pisze się o inspiracjach Guni: Kafce, Schulzu, Ligottim. Znam tylko twórczość dwóch pierwszych, i przyznać muszę, że ich wpływy na młodego autora są dość wyraźne. Równie dobrze widać jego mroczne zauroczenie powieścią pt. ”Po Tamtej Stronie” Alfreda Kubina, opowiadaniami Poego, oraz – choć może tylko mi się wydaje – co bardziej niepokojącymi książkami Stanisława Lema (”Solaris”, ”Pamiętnik Znaleziony w Wannie”, ”Śledztwo”). Komuś, kto nie czytał ”Powrotu”, mogłoby wydawać się, że to wiele, a nawet zbyt wiele, by móc określić prozę Guni jako samodzielną, ale byłoby to ogromnym i krzywdzącym błędem. Na podstawie lektury wywiadów z panem Wojciechem oraz swojej znajomości dzieł wyżej wymienionych, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że w prozie Guni zdecydowanie najwięcej jest właśnie Guni.

”Powrót” z pewnością zaspokoi gusta czytelnicze osób spragnionych literatury przemyślanej i głębokiej. Jeśli lubicie takową, a do tego jesteście fanami konwencji grozy, po prostu musicie sięgnąć po ten tom. I jakby się kto pytał, pamiętajcie: Gunia naprawdę jest tak dobry, jak mówią.

Ocena: 9/10 (wybitna).

***

Okładka: Agharta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s