Stanisław Lem – ”Wysoki Zamek”

Stanisław Lem - ''Wysoki Zamek'' Westchnieniom, które czyniłem nad książkami, zawsze towarzyszyła ciekawość tego, kim są ich autorzy, oraz w jaki sposób ewoluowała ich osobowość i talent. Niektórzy giganci literatury odeszli zabierając ze sobą tajemnicę swego rozwoju do grobu, za kilku innych nakreślili ją biografowie, pozostali zaś sportretowali się sami, już to w osobistych dziennikach, już to w autobiografiach. Książkę taką – opisującą jednak wyłącznie czasy dzieciństwa i okres nastoletni – napisał również Stanisław Lem.

Styl, którym posługuje się tutaj autor, odbiega znacznie od tego, do którego zdążył przyzwyczaić czytelników swoich powieści; jest przede wszystkim bardzo nierówny. I tak, wypełniają ”Wysoki Zamek” niechlujnie wlokące się, pełne mowy potocznej zdania nazbyt rozbudowane, które pasować mogą raczej do szkicu literackiego, ale są także fragmenty przesycone najwyższej próby pięknościami poetyckimi. Zachwyt wzbudza maestria, z jaką pisarz opisuje tytułowy Wysoki Zamek, czy zjawisko tak zdawałoby się banalne, jak panujący wśród uczniów zwyczaj mazania po ławkach na nudnych lekcjach. A to tylko połyskujący czubek góry lodowej.

Jakim dzieckiem był Stanisław Lem? Psotnym, łakomym, odludnym, przebiegłym i kochliwym. Z rozbrajającą szczerością pisze o tym, jak pewnej nocy, nie wiedzieć czemu, nasikał do ulubionej pozytywki, jak wydawał całe kieszonkowe na chałwę (był jej koneserem już do końca życia), jak włamywał się do gabinetu swojego ojca-laryngologa by potajemnie przeglądać opasłe foliały z mnóstwem anatomicznych ilustracji. Choć bardzo zdolny, wolał samotnicze zabawy od nauki i szkolnego rygoru. Jednym z jego ulubionych zajęć było tworzenie fikcyjnych przepustek i zezwoleń, które stawały się bazą dla niezwykłych fantazji – i chyba tylko w tym bardzo osobliwym hobby (oraz w zainteresowaniu literaturą) dopatrywać się można zalążka wielkiego fantasty, na którego miał wyrosnąć. Wątków bardzo interesujących i zabawnych ”Wysoki Zamek” skrywa zresztą o wiele, wiele więcej, toteż książkę czyta się z niemal niesłabnącym uśmiechem na twarzy. Uśmiechem uszlachetnionym melancholią, warto dodać, gdyż wszystkie one zanurzone są w gęstym sosie z trudem powściąganego przez pisarza sentymentu.

Wspomnienia te okraszone są zresztą jeszcze czymś: niezwykłymi refleksjami na temat upływu czasu, działania pamięci, przeszłości, samej natury dzieciństwa. Są to przemyślenia z których każdy dorosły człowiek uszczknie dla siebie coś bezcennego; Lem bowiem potrafi ująć w słowa istotę rzeczy, którą większość z nas powracając w przeszłość pojmowało tylko intuicyjnie. Nie sposób na przykład nie zgodzić się z nim, kiedy stwierdza, że dla człowieka znaczenie ma nie czas mierzony obiektywnie przy pomocy zegarów, a czas postrzegany subiektywnie, który z upływem lat zdaje się już tylko przyspieszać.

Dużym atutem książki jest wyłaniający się z niej obraz Lwowa lat dwudziestych i trzydziestych minionego wieku – bo to w tym właśnie miejscu przyszły klasyk literatury SF spędził najmłodsze lata swojego życia. Nie jest to moim skromnym zdaniem walor tak ogromny, jak uważa Jerzy Jarzębski w posłowiu, ale też nie sposób pozostać ślepym na wyłaniające się z treści widoki: wyładowane słodyczami witryny cukierni, biedaków kłębiących się zimą przy kotłach z węglem, szkołę. Bardziej istotny (i znacznie lepiej nakreślony) wydaje mi się Lwów jako stan ducha, stan umysłu: arkadia dzieciństwa, w jednym tylko miejscu napiętnowana prawdziwą otchłanią, zbyt jednak zdumiewającą dla małego Stasia, by mogła być straszną: mowa o dziurze w szybie sypialni jego rodziców, którą na trzy lata przed jego narodzeniem się wybiła – wystrzelona podczas walk – zbłąkana kula.

Przyznam, że mając za sobą kilka świetnych lektur autobiograficznych (w tym wybitnie dobre ”Dzieciństwo, Lata Chłopięce, Młodość” Lwa Tołstoja), oraz będąc zaznajomionym z wyśmienitą twórczością samego Lema, miałem wysokie oczekiwania co do jego powieści autobiograficznej. Chociaż te nie zostały całkiem spełnione, z pewnością warto pokusić się o przeczytanie ”Wysokiego Zamku”. Jest to książka zabawna i skłaniająca do głębokich refleksji nad własnym dzieciństwem. Dla fanów samego mistrza jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Ocena: 7/10 (bardzo dobra).

***

Okładka: Agora S.A.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s